Chce zrzucić Zmarzlika z tronu. Wszystko w rękach jednego człowieka
W najbliższą sobotę nastąpi inauguracja cyklu Grand Prix 2024. Ponownie głównym faworytem do tytułu mistrza świata jest Bartosz Zmarzlik, ale konkurencja nie śpi i tylko czyha, by zrzucić Polaka z tronu. Jednym z jego głównych rywali będzie Fredrik Lindgren. Szwed w poprzednim sezonie był bardzo blisko pokonania Zmarzlika. W tym roku ta sztuka może być o wiele trudniejsza. Wszystko przez silniki Berta Van Essena.

Fredrik Lindgren rok temu zdecydował się korzystać z silników Berta Van Essena. Jak się później okazało był to przełomowy sezon dla holenderskiego tunera. To właśnie na jego sprzęcie Szwed osiągnął największy sukces w karierze, zdobywając wicemistrzostwo świata.
- Ciężko przewidzieć na tym etapie sezonu, czy silniki Berta Van Essena będą równie skuteczne, jak w poprzednim roku. Po pierwszych zawodach możemy wywnioskować, że pozycja Ryszarda Kowalskiego jest wyższa, niż rok temu. Może się okazać, że zawodnicy na silnikach Holendra, nie będą mieli takiej przewagi - mówi Marcin Kuźbicki dla Interii.
To jego główny atut. Tylko on tak potrafi
- Nie podejrzewam, że Lindgren znowu będzie największym zagrożeniem dla Bartosza Zmarzlika - stwierdza ekspert stacji Eleven Sports. - W 2023 roku miał największą szansę na tytuł mistrza świata i nie mam na myśli tylko dyskwalifikacji Bartka w Vojens. Patrzę pod kątem tego, jak się ten sezon dla Bartka układał. Było kilka takich rund, gdzie się bardzo męczył. Lindgren w niektórych przypadkach całkiem skutecznie to wykorzystywał, ale kilka swoich szans zaprzepaścił. Taka sytuacja miała miejsce chociażby w Malilli, gdzie w finale został wykluczony - wspomina.
38-latek znakomicie wykorzystuje system punktacji w Grand Prix, który wprowadzono w 2020 roku. Punktacja za zajęte miejsca oznacza, że zdobyte "oczka" na torze nie odgrywają tak dużej roli. Kluczowy jest awans do półfinału, a następnie maksymalna koncentracja na dwóch najważniejszych wyścigach.
To bardzo cenna umiejętność. Co prawda system wzbudza pewne kontrowersje i moim zdaniem też nie jest idealny, natomiast rozumiem ideę, która za nim stała. Chcemy, żeby zwycięzca na koniec otrzymał jak najwięcej punktów, co jest w pewnym stopniu logiczne. Nie mam jednak do końca przekonania, że punkty z rundy zasadniczej nie mają znaczenia. Możemy mieć taką sytuację, gdy ktoś zdobędzie 15 punktów, a w półfinale zanotuje defekt i dopisze do klasyfikacji generalnej tylko 9 punktów
Chcą pokonać Zmarzlika. Szerokie grono kandydatów
Grono kandydatów do zepchnięcia Zmarzlika z tronu jest liczniejsze, niż niektórym się wydaje. - Fredrik jest w gronie zawodników, którzy w najważniejszych momentach potrafią wycisnąć z siebie najwięcej. To fantastyczny żużlowiec. Nie zawsze jest dopasowany, ale zawsze mu bardzo zależy i jest mocny technicznie. To samo można powiedzieć o Jasonie Doyle'u. Miewa również problemy z prędkością, ale głównie zawodzi u niego głowa. Doskonale mogliśmy to zauważyć w poprzednim cyklu, gdzie złapał trzy wykluczenia w wielkich finałach - podkreśla.
Bardzo dobrze na początku tegorocznych zmagań wyglądają również Daniel Bewley, Jack Holder czy Robert Lambert. - Ostatni mecz Jacka Holdera pokazał, że Australijczyk może być jeszcze groźniejszy niż rok temu. Dał nam taki przedsmak, a przecież wiadomo, że rok temu na drodze do medalu stanęła mu kontuzja - kontynuuje.
Do tego dochodzi chociażby Leon Madsen, który znów zapowiedział, że zamierza walczyć o złoto. W tym celu bardzo mocno schudł. - Leon Madsen był piekielnie szybki w pierwszej kolejce w Lesznie. Myślę, że po raz pierwszy tak na serio o medal powalczy Robert Lambert, który jest bardzo szybki na początku sezonu. Tradycyjnie dorzuciłbym do tego grona Dana Bewleya, lecz tu działa mechanizm odwrotny. Brytyjczyk spala się w tych kluczowych momentach i odpada w półfinale - kończy.













