Reklama

Chce pokazać, że wiek to tylko liczba. Koniec z myciem motocykli

- Pozmieniałem mnóstwo rzeczy. Niewiele osób wie, ale przez całą swoją karierę praktycznie sam myłem swój sprzęt. Teraz jednak ze zrozumiałych powodów będzie zupełnie inaczej – mówi w rozmowie z Interią Kim Nilsson, czyli człowiek który kilka miesięcy temu sprawił nie lada sensację i awansował do cyklu Speedway Grand Prix 2023.

Kim Nilsson/Jarosław Pabijan/Flipper Jarosław Pabijan

Wojciech Kulak, Interia: Za tobą wymarzony rok i nie ma chyba co do tego żadnych wątpliwości. Przez ostatnie miesiące nie tylko awansowałeś do Grand Prix, ale i wraz z Trans MF Landshut Devils wykręciłeś znakomity wynik w polskiej lidze. Powiedz szczerze, spodziewałeś się, że będzie aż tak dobrze?

Kim Nilsson, żużlowiec Trans MF Landshut Devils, stały uczestnik cyklu Speedway Grand Prix 2023: - Zawsze trzeba wierzyć w takie rzeczy, choć wiadomo, że czasem nie wszystko się układa. Żużel to specyficzny sport, pełen wzlotów i upadków. Naprawdę trudno utrzymać dobrą formę przez cały sezon, dlatego cieszę się, że zakończyłem go w takim stylu. Ba, wciąż czuję ogromny głód sukcesów i wierzę, że w przyszłości stać mnie na jeszcze więcej.

Co było twoim kluczem do sukcesu, że w tym roku tak bardzo wystrzeliłeś z formą? Zmieniłeś coś w swoich przygotowaniach, zacząłeś współpracę z nowym tunerem, czy może po prostu zaprocentowała ogromna cierpliwość?

- Myślę, że to bardziej kwestia ciągłej nauki. Właściwie od początku kariery jestem otwarty na poznawanie nowych rzeczy i krok po kroczku staram się przez to odpowiednio rozwijać. Jestem w tej chwili na takim etapie, że nie stresuję się za bardzo gdy coś nie idzie po mojej myśli, tylko od razu staram się znaleźć odpowiednie rozwiązanie. Tak działa właśnie doświadczenie. Co warto zaznaczyć, to niełatwe zadanie, bo raz zawodzi sprzęt, a innym razem to moja dyspozycja jest głównym powodem gorszej jazdy. Jestem jednak sportowcem i akceptuję to.

Po twoim triumfie w Grand Prix Challenge Glasgow wielu ludzi do teraz nie może pozbierać szczęki z podłogi. Mało kto stawiał na to, że znajdziesz się w czołówce, a ty pozamiatałeś i pokonałeś takich zawodników jak Daniel Bewley czy Robert Lambert. Jak z twojej perspektywy wyglądał ten turniej? Kiedy tak naprawdę uświadomiłeś sobie, że możesz awansować do Grand Prix?

- To był dla mnie naprawdę wspaniały wieczór. Zachowywałem spokój oraz koncentrację do samego końca, ponieważ wiedziałem że w przeciwnym wypadku mogłoby się to dla mnie źle skończyć. W ostatnim biegu buzowała we mnie adrenalina, lecz jak to mówi dzisiejsza młodzież, miałem dobry flow. Wychodziło mi dosłownie wszystko, począwszy od kapitalnych startów, a kończąc na skuteczniej jeździe na dystansie. To był jeden z tych dni, kiedy nie mogłem na nic narzekać i cieszę się, że akurat przydarzył się on w tego typu zawodach.

Kto pierwszy zadzwonił wtedy do ciebie z gratulacjami?

- Bardzo trudne pytanie (śmiech)! Szczerze mówiąc, to byłem wtedy tak podekscytowany, że już nie pamiętam. Poza tym na stadionie mieliśmy słabą łączność, więc połączenie z Internetem złapałem dopiero w hotelowym pokoju. Było wtedy już bardzo późno, ale i tak poprzeglądałem co tam ciekawego pisano o mnie w mediach społecznościowych.

W finale Grand Prix Challenge wiało grozą

Niestety zawody w Glasgow nie należały do najbezpieczniejszych chociażby ze względu na inne niż na większości torów dmuchane bandy. Właśnie przez nie poważnej kontuzji nabawił się Anders Thomsen. Miałeś wtedy z tyłu głowy, że nawet najdrobniejszy upadek może zakończyć się urazem czy nie obchodziło cię to, byłeś jak w transie i robiłeś swoje?

- Niestety muszę się z tym zgodzić. Bandy nie miały takiego standardu jak chociażby w Polsce czy u mnie w Szwecji. Widziałem to wszystko i o tym myślałem, ale z drugiej strony nie mogłem się bać, ponieważ ścigałem się z najlepszymi z najlepszych. Musiałem po prostu znaleźć złoty środek, żeby uważać na siebie i przy okazji wykręcić dobry rezultat. Jak widać, udało mi się to.

A jesteś za tym, żeby ważne turnieje odbywały się w miejscach takich jak Glasgow, gdzie poziom bezpieczeństwa nie był jakiś szczególnie wybitny?

- Ja osobiście nie mam nic przeciwko. To fajne, że ścigamy się w różnych miejscach. Choć tak jak mówisz, trzeba coś z tym zrobić. Ja sam myślałem, że na każdym torze świata są takie same, bezpieczne dmuchane bandy.

Pierwszy raz w karierze awansowałeś do elity w wieku 32 lat. Nie obawiasz się tego, że młodsi zawodnicy dają ci popalić, czy wręcz przeciwnie - wierzysz w to, że twoje większe doświadczenie zaprocentuje?

- Ale ja nie czuję się staro, wypraszam sobie (śmiech)! Uważam, że nie ma znaczenia kto ile ma lat. Zawsze są jakieś plusy i minusy.

Jaki cel stawiasz sobie w przyszłorocznym cyklu Grand Prix? Chcesz namieszać w klasyfikacji generalnej, a może bardziej interesują cię spektakularne sukcesy w pojedynczych rundach?

- Chcę po prostu pokazać się z dobrej strony i powalczyć z topowymi nazwiskami. Praktycznie wszystko będzie tam dla mnie nowe - przełożenia, tory, trochę inny tryb życia. W każdych pojedynczych zawodach postaram się jednak dać z siebie sto procent. Co do celów, to oczywiście je sobie wyznaczyłem, tak jak każdy zawodnik. Przede wszystkim chcę dobrze czuć się na motocyklu, a wtedy o zdobywanie punktów będzie zdecydowanie łatwiej.

Której rundy Grand Prix nie możesz doczekać się najbardziej? Tej w Szwecji czy na przykład zmagań na ogromnych obiektach typu Principality Stadium w Cardiff czy Stadion Narodowy w Warszawie?

- Zdecydowanie Malilla będzie dla mnie wyjątkowa. Na wspomniane przez ciebie zawody również przyjadę z ogromną ekscytacją. Już nie mogę doczekać się tych tłumów na trybunach zwłaszcza w Warszawie. Macie naprawdę fantastycznych kibiców. Jeżdżę w pierwszej lidze i to widzę, a co dopiero musi się dziać w PGE Ekstralidze.

Szybka Kontra. Żużel zwariował. Długi i transfery w styczniu WIDEO/szybka kontra (żużel)/INTERIA.TV

Kim Nilsson zmienił wszystko, co tylko się da

W związku z awansem do Grand Prix planujesz jakąś rewolucję w swoim teamie typu zatrudnienie mechaników czy zakupienie dodatkowych silników? Gdy w 2021 roku rozmawiałem z Oliverem Berntzonem, to powiedział mi, że pierwsze co zrobił, to kupił nowego busa.

- Pozmieniałem mnóstwo rzeczy. Niewiele osób wie, ale przez całą swoją karierę praktycznie sam myłem swój sprzęt. Teraz jednak ze zrozumiałych powodów będzie zupełnie inaczej. Mam nadzieję, że moje większe skupienie się na samej jeździe zaprocentuje jeszcze lepszymi wynikami. Co do busa, to zrobiłem podobnie jak Oliver i od niedawna mogę poszczycić się nowym cackiem. Zatrudniłem również mechanika i będę miał do dyspozycji parę nowych silników. W skrócie, zmieniłem właściwie wszystko.

Jazda w Grand Prix to też ogromne wydatki. Pod względem finansowym jesteś gotowy na rywalizację z najlepszymi?

- Muszę powiedzieć "tak", ponieważ wiara jest najważniejsza. Aczkolwiek, na pewno byłoby mi zdecydowanie łatwiej gdybym miał na koncie trochę więcej pieniędzy. Mógłbym wtedy bardziej zainwestować w sprzęt i inne niezbędne rzeczy. Pracuję jednak ciężko nie tylko na torze i wciąż szukam sponsorów. Jeżeli ten wywiad czyta jakiś właściciel firmy, to zapraszam do współpracy. Jeszcze parę fajnych miejsc do obsadzenia na logo na pewno zostało.

Poza ogromnymi nakładami finansowymi czeka cię też życie w biegu, bo od sezonu 2023 koniec z wolnymi sobotami. Masz już w głowie plan jak radzić sobie z dodatkowymi długimi podróżami?

- Na szczęście, jak wspomniałem wcześniej, od tego roku nie muszę robić wszystko samemu i mam dobrego mechanika do pomocy. Dzięki temu mam zdecydowanie więcej wolnego czasu na odpoczynek, a ponadto mój nowy współpracownik oraz parę innych osób na pewno mi pomogą. Będzie trudno, ale wierzę, że dobra organizacja zdziała cuda i nie będę musiał martwić się gorszym samopoczuciem na zawodach.

Ciekawie dla ciebie zapowiadają się zmagania w pierwszej lidze. Myślisz, że ekipa z Landshut będzie w stanie poprawić się względem 2022 roku?

- Oczywiście. Mamy naprawdę świetny zespół z dobrymi zawodnikami i oddanymi ludźmi z klubu, którzy nas nieustannie wspierają. Na pewno będziemy dalej się rozwijać i iść do przodu, by znów pozytywnie zaskoczyć kibiców i ukończyć zmagania na dobrym miejscu.

Jak w ogóle czujesz się w Niemczech? W środowisku ten klub ma opinię wręcz rodzinnego i atmosfera tam jest zdecydowanie lepsza niż w większości polskich drużynach, gdzie jest ogromne parcie na wynik.

- Czuję się tu znakomicie. W szkole uczyłem się kiedyś języka niemieckiego, więc nawet zrozumienie kolegów nie stanowi dla mnie jakiegoś wielkiego problemu. Co do atmosfery, to nie mam nikomu nic do zarzucenia, jest super. To właśnie dlatego zdecydowałem się podpisać tu kolejny kontrakt pomimo dość długich podróży na domowy stadion. W Polsce zresztą też nie miałem prawa narzekać, dlatego złego słowa o waszych działaczach nie powiem.

Na sam koniec zapytam cię o twoje plany na najbliższe miesiące. Rozpocząłeś już przygotowywania do zbliżającego się sezonu czy aktualnie odpoczywasz i dopiero planujesz poważniejsze treningi?

- Obecnie czekam na dostawę ostatnich części do motocykli, ale to tak naprawdę kwestia maksymalnie kilku tygodni. Potem oczywiście nadejdzie etap składania sprzętu, by ten był gotowy na poważne ściganie w sezonie. Jeżeli chodzi o treningi, to stawiam teraz przede wszystkim na fitness. Poza tym jeżdżę i szukam sponsorów, a w weekendy od czasu do czasu biorę udział w zawodach enduro.

Zobacz również:

Daniel Henderson i Kim Nilsson/ZUMA/Newspix
Timo Lahti, Kim Nilsson/Sebastian Maciejko/Newspix
Kim Nilsson./Paweł Wilczyński/Flipper Jarosław Pabijan

Zobacz także

Sportowym okiem