Reklama

Reklama

Była partnerka Bajerskiego: Zamienił moje życie w piekło i robi z siebie ofiarę

- Jeśli eks-partner chce prać pewne rzeczy, to nie widzę najmniejszego problemu – mówi Monika Cymańska, była partnera Tomasza Bajerskiego. – Śmieszy mnie, że on z siebie robi ofiarę i człowieka uczciwego, a przecież obecnie kieruje firmą, która jest zarejestrowana na jego mamę, a on sam jest tam zatrudniony na jedną ósmą etatu, aby nikt z wierzycieli nie był w stanie wyegzekwować od niego należności, jak choćby należnych alimentów.

Monika Cymańska, była partnerka Tomasza Bajerskiego w rozmowie z Interią przyznała, że ten ją oszukał, że musi spłacać jego kredyt, że zostało jeszcze 200 tysięcy złotych do zapłacenia. Były już trener eWinner Apatora Toruń odniósł się do zarzutów na łamach Przeglądu Sportowego. Przyznał, że miał przerwę w płaceniu, bo czekał, aż pani Monika wyśle mu umowy kredytowe. Dodał, że teraz płaci na bieżąco, a słowa Cymańskiej traktuje, jak zemstę. - Ona chce mnie zniszczyć. Zablokowałem jej numer, bo potrafiła dzwonić do mnie 60 razy dziennie i wysłać 40 SMS-ów. Zabroniła mi spotykać się z synem - mówi Bajerski, dodając, że sprawę zamierza zgłosić do prokuratury.

Reklama

- Nie ukrywam, że z dużym rozbawieniem przeczytałam spowiedź byłego partnera na łamach jednego z portali - mówi nam Cymańska. - A skoro eks-partner chce "prać" pewne rzeczy, to nie widzę najmniejszego problemu. Jednak przedtem chciałabym sprostować nieprawdziwe stwierdzenia zawarte w owym artykule, które stawiają mnie w złym świetle.

Tomasz Bajerski wiedział wszystko o kredytach, a dokumenty spalił w beczce

Były trener eWinner Apatora mówi, że od maja miał przerwę w spłacie kredytowych należności, gdyż poprosił byłą partnerkę o oryginały umów kredytowych. Gdy je dostał, znowu zaczął płacić.

- Nieprawdą jest, że Tomasz nie znał wysokości zobowiązań, ponieważ sam załatwiał kredyty, wykorzystując swoje znajomości. Tak przynajmniej przekazywał. Ja tylko jako prezes firmy je podpisywałam - stwierdza pani Monika, która w początkowym okresie musiała być prezesem, bo jak przyznała w pierwszej rozmowie z nami, miała dobry BIK i mogła brać kredyty. - Nigdy nie byłam zadłużona, byłam dobrym słupem - wyjaśniała kilka dni temu.

Cymańska mówi o kredycie, który na prośbę Bajerskiego zaciągnęli jej rodzice. - Do dnia dzisiejszego nie wywiązał się z tego kredytu, który moi rodzice zaciągnęli na jego prośbę, aby spłacił część swoich zadłużeń. Oprócz kredytu, który moi rodzice zaciągnęli na potrzeby Tomka, jest jeszcze pięć innych, których wysokość Tomasz dobrze zna. Terminy spłat kolejnych rat również.

Kto zostanie najlepszym sportowcem 2021 roku? - GŁOSUJ TUTAJ!

Bajerski powiedział, że od maja do października nie płacił rat, bo czekał na oryginały umów. Cymańska twierdzi, że ma dowód na to, iż wszystko wysłała w maju. - Problem może być jednak faktycznie, bo według przekazu jednej z osób Tomek dokonał spalenia dokumentów firmy MTT w beczce. Stąd właśnie może mieć obecnie problem z ustaleniem stanu faktycznego.

- Co do jakichkolwiek spłat to dopiero w ubiegłą środę otrzymałam 2 tysiące złotych - zamyka ten temat Cymańska.

Cymańska zawiadomiła prokuraturę o niemoralnych czynach Bajerskiego

Bajerski mówi o tym, że sprawa z Cymańską zakończy się w prokuraturze. Ona mówi, że już tam jest. - W czerwcu zostały złożone przeze mnie pisma do prokuratury oskarżające byłego partnera o szereg czynów dalece odbiegających od moralnych. W październiku dokumenty zostały skierowane do Sądu Rejonowego - zdradza Cymańska.

Pani Monika wyjaśnia też sprawy związane z synem, bo pan Tomasz poskarżył się, że ma z nim utrudniony kontakt, że w ostatnim roku widział się z nim dwa razy. - Wszelkie sprawy  związane z naszym synem rozstrzygał będzie Sąd Rodzinny, na którego pracę ja wpływu nie mam. Dobro dziecka jest dla mnie sprawą nadrzędną i to sąd będzie decydował czy eks-partner jest osobą właściwą moralnie do przekazywania pozytywnych cech wychowawczych dla naszego syna

- Śmieszy mnie, że on z siebie robi ofiarę i człowieka uczciwego, a przecież obecnie kieruje firmą, która jest zarejestrowana na jego mamę, a on sam jest tam zatrudniony na jedną ósmą etatu, aby nikt z wierzycieli nie był w stanie wyegzekwować od niego należności, jak choćby należnych alimentów.

Bajerski miał powiedzieć synowi, że jego matka jest w ciąży z innym

Cymańska nie chce za bardzo wypowiadać się na temat nowej partnerki pana Tomasza i kwestii ich wzajemnych zachowań. Nie uważa tego za zasadne. - Jeśli jednak ktoś dostawał SMS-y, gdzie grożono mu policją, to ja byłam tą osobą - ucina temat, choć w spowiedzi Bajerskiego dla Przeglądu jest spory fragment o tym.

- Życzę Tomaszowi jak najlepiej, a jeśli ktoś chce uzyskać następne sensacyjne wiadomości, to chętnie udostępnię kontakt do męża obecnej partnerki Tomasza. On jest w niewiele lepszej sytuacji niż moja.

- Z mojego punktu widzenia Tomasz tradycyjnie stawia się w artykule w roli ofiary, a niestety to on był nie fair wobec najbliższych i nie tylko osób. Smutne jest to, że Tomasz wraz ze swoją obecną partnerką zamienili życie byłych partnerów w piekło - uważa Cymańska.

Pani Monika przytacza też korespondencję pana Tomasza z ich 10-letnim synem. - Ona mówi najwięcej o jego dojrzałości. W tej korespondencji on tłumaczy dziecku, że powodem naszego rozstania jest fakt, iż jestem w ciąży z mężem obecnej partnerki, co przyzna pan, że jest absurdalne.

Były trener eWinner Apatora przez rok miał prowadzić podwójne życie

- O innych wybrykach eks-partnera, który przez ponad rok prowadził podwójne życie, zanim nabrał odwagi, aby odejść, póki co wspominała nie będę. Czekam bowiem z niecierpliwością na kolejny artykuł redaktora Puki. Daleka jestem od publicznego uzewnętrzniania upodobań i nałogów byłego partnera. Jeśli jednak będzie konieczność, to podobnie jak on, odsłonię w artykule trochę innych historii, jakie miały miejsce w ostatnich latach, a które z pewnością chwały mu nie przyniosą.

Pani Monika dodaje też, że nie jest prawdą, iż to ona głównie korzystała a zasobów firmy, a taki zarzut w rozmowie trenera z Przeglądem pada. - O tym mogą zaświadczyć byli pracownicy firmy. Większość dochodów była przeznaczana na spłatę licznych wierzycieli Tomasza Bajerskiego. Te wierzytelności wynikały z jego formalnych i nieformalnych działalności, o których nie informował.

- I już na koniec dodam, że w jednym Tomasz nie mija się z prawdą. Rozstanie nasze do miłych nie należało i faktycznie z obu, podkreślam z obu stron padło wiele nieprzyjemnych słów, na co podobnie jak i on mam dowody - kwituje pani Cymańska.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL