Reklama

Reklama

Brytyjczycy widzą w nim następcę Woffindena. Na razie Flint żużel łączy z pracą na pełen etat i studiami

Leon Flint to dla polskich kibiców dość anonimowe nazwisko. W Wielkiej Brytanii młody żużlowiec należy jednak do czołówki tamtejszych młodzieżowców. Jest multimedalistą mistrzostw kraju, a większość ekspertów widzi w nim następcę Taia Woffindena. Młody talent w listopadzie ubiegłego roku podpisał kontrakt z ROW-em Rybnik. W Polsce 17-latek nie chce być tylko statystą i marzy o debiucie. Póki co musi pracować na pełen etat i walczyć o lepszą przyszłość.

Wojciech Kulak, Interia: Od roku każdą rozmowę rozpoczynam tym samym pytaniem. Nie inaczej będzie i tym razem. Jak obecnie czujesz się ty i cała twoja rodzina? Przebywasz obecnie w Wielkiej Brytanii, skąd co chwilę dochodzą do nas niepokojące wieści.

Reklama

Leon Flint, zawodnik ROW-u Rybnik: - To fakt. Nie mamy obecnie dobrych czasów, dlatego wszyscy musimy robić wszystko co w swojej mocy, żeby zapewnić poczucie bezpieczeństwa sobie i swoim najbliższym. Na szczęście sytuacja u mnie wygląda dobrze. Moja rodzina jest zdrowa, a dziadek całkiem niedawno przyjął pierwszą dawkę szczepionki. Wszyscy mamy nadzieję, że sytuacja niedługo ulegnie poprawie.

Przejdźmy więc do tematów sportowych. Wielu polskich kibiców pierwszy raz z twoim nazwiskiem miało styczność dopiero w listopadzie ubiegłego roku, kiedy to ROW Rybnik przedstawił skład na sezon 2021. Jesteś znany głównie w swojej ojczyźnie, gdzie należysz do czołówki młodzieżowców. Opowiedz mi proszę o początkach.

- Na motocyklu jeżdżę już od czwartego roku życia. Pierwszy sprzęt kupił mi mój dziadek. Wówczas nie przywiązywałem do tego wszystkiego aż tak dużej wagi i motocykl został sprzedany. W wieku sześciu lat otrzymałem tani chiński motocykl, ale cały czas prosiłem o lepszy sprzęt. Później zacząłem startować na motocrossie. Byłem nawet członkiem lokalnego klubu i naprawdę szło mi dosyć dobrze. Następnie przyszedł czas na PiteBike'i, gdzie rywalizowałem w mistrzostwach Wielkiej Brytanii. Udało mi się nawet zdobyć trzy tytuły. Wspomnę jeszcze, że klub był prowadzony przez właściciela Berwick Bandits - Jamie Courtneya.

Następnie trafiłeś na żużlowe tory. Dlaczego akurat twój wybór padł na ten sport?

- Żużel był bardzo bliski mojemu tacie i dziadkowi, przez co ja sam śledziłem mnóstwo spotkań i czasem nawet jeździłem na PiteBike'u przed meczami. Zarówno tata, jak i dziadek nie chcieli bym został żużlowcem, ponieważ nie mieliśmy na to wystarczająco dużo pieniędzy. Na szczęście przyjaciel mojego taty - Andrew Tully pozwolił mi zasiąść maszynę o pojemności 80cc. Niestety nie mogłem rywalizować w Anglii, ponieważ taka klasa jeszcze nie istniała, więc poza żużlem kontynuowałem swoją przygodę z PiteBike'ami.

W międzyczasie mój tata był mechanikiem Ricky'ego Ashwortha w Berwick. Ten sam Ricky w dniu, w którym zorganizowano konferencję prasową i trening medialny sprezentował mi motocykl o pojemności 125cc w podziękowaniu za pracę taty. Byłem bardzo zaskoczony i wdzięczny za okazaną pomoc. Od razu rozpocząłem treningi, które ciągnęły się wiele miesięcy. Zaowocowały one udziałem w finale młodzieżowych mistrzostw kraju do lat 16. Co prawda dostałem dziką kartę, ale turniej zakończyłem na trzecim miejscu. Co ciekawe, były to moje drugie zawody w życiu.

 

Takiego debiutu pozazdrościłby niejeden mistrz świata. Kilka lat po tym wydarzeniu twoja gablota z pewnością powiększyła się o kolejne medale i puchary.

- Do moich największych sukcesów zaliczyłbym 4 złote medale mistrzostw Wielkiej Brytanii do lat 16. Ponadto w 2018 roku zostałem brązowym medalistą mistrzostw kraju do lat 19, a w ubiegłym sezonie wicemistrzem Wielkiej Brytanii juniorów. W dorosłym żużlu do listy swoich osiągnięć dopisałbym jeszcze srebrny i brązowy medal w drużynowych mistrzostwach świata juniorów, który zdobyłem wraz z reprezentacją swojego kraju.

Sezon 2020 w Wielkiej Brytanii storpedowała pandemia koronawirusa. Wszystkie rozgrywki ligowe zostały odwołane. Udało się wyłonić tylko indywidualnych mistrzów we wszystkich kategoriach wiekowych. Mała liczba startów najbardziej zabolała najmniej doświadczonych żużlowców, takich jak ty. Jak zniosłeś ten trudny czas?

- Było bardzo ciężko. Tak naprawdę wziąłem udział w siedmiu, a może nawet ośmiu zawodach. Liczę oczywiście starty w Wielkiej Brytanii i poza granicami ojczyzny. Żaden z turniejów niestety nie poszedł po mojej myśli. Było to też spowodowane małą ilością startów. Nie ukrywam więc swojego rozczarowania. Patrząc jednak na to z drugiej strony, wiele mnie to nauczyło i być może doświadczenie z minionego sezonu sprawi, że będę lepszym zawodnikiem.

Kilka dni temu wszyscy otrzymaliśmy kapitalne wieści. W Wielkiej Brytanii zdecydowano się na rozegranie ligi. Ponadto wprowadzony zostanie pięcioletni plan rozwoju młodych zawodników. Co o tym wszystkim sądzisz i gdzie będziesz występował za kilka miesięcy?

- Będę rywalizował w SGB Championship (druga klasa rozgrywkowa w Wielkiej Brytanii - dop.red.) w barwach Berwick Bandits. Poza tym podpisałem kontrakt ze Smederną Eskilstuną w lidze szwedzkiej. Uważam, że w naszym kraju mamy wielu znakomitych młodzieżowców. Ukłony należą się przede wszystkim Neilovi Vatcherowi, który przez ostatnich kilka lat wykonał kawał świetnej roboty. Teraz trzeba wspierać tych młodych chłopaków, bo głównie od nich zależy rozwój żużla w Wielkiej Brytanii.

Wielu ekspertów uważa, że to polscy działacze wydali wyrok na brytyjski żużel. Chodzi mi tu o przepis ograniczający zawodnikom starty w ligach zagranicznych. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

- Jestem szczęściarzem, że na obecnym etapie kariery nie ma to na mnie wpływu. Zarobki w Polsce są co prawda najlepsze, ale przede wszystkim młodzież musi się rozwijać. Aby to się stało najmłodsi muszą jak najczęściej ścigać się w różnych miejscach. Ograniczenie startów może mieć zły wpływ na ich przyszłość.

Zima to dla klasowych zawodników czas na zasłużony odpoczynek. W tym roku pandemia wymusiła jednak na większości żużlowców podjęcia się pracy zarobkowej. Jak ma się to w twoim przypadku?

- Pracuję na pełen etat w lokalnej siłowni. Poza tym studiuję na kierunku związanym ze sportem i kształcę się na trenera personalnego. Oczywiście w tej chwili jest to wszystko wstrzymane ze względu na panującą pandemię. W związku z tym zamieniłem część warsztatu w siłownię po to, by cały czas utrzymać dobrą formę. Poza tym stale zajmuję się swoimi motocyklami.

Wielu żużlowców mówi wprost, że do jazdy w Polsce potrzebne są duże pieniądze. Muszę zapytać więc o kwestie finansowe. Masz wystarczający budżet do tego, aby przyjechać do naszego kraju i podjąć rękawice?

- Na szczęście mam wspaniałych sponsorów i niesamowite wsparcie rodziny. Jestem więc przygotowany i gotowy na starty w waszej lidze.

Dla prezesów klubów twoje nazwisko nie powinno być anonimowe. Brałeś pod uwagę dołączenie do innej drużyny niż ROW Rybnik?

- Klub z Rybnika wspiera mnie już od najmłodszych lat, więc tak naprawdę jedyną słuszną decyzją było przystanie na ich propozycję. Jestem bardzo lojalny wobec ROW-u i chciałbym pomóc tej drużynie w powrocie na żużlowy szczyt. Tamtejszy tor jest naprawdę fantastyczny, poza tym odpowiada mi klimat. Już nie mogę doczekać się współpracy z trenerem.

W sezonie 2021 w Polsce zadebiutuje przepis o obowiązkowym zawodniku do lat 24 w meczowym składzie. Jest on wręcz stworzony pod ciebie. Czujesz się sportowo gotowy na rywalizację w naszym kraju?

- Mam tego świadomość, że Wiktor Trofimow będzie pierwszym wyborem trenera. To jest w mojej opinii niesamowity talent. Pomimo tego zamierzam walczyć. Będę w Rybniku tak długo jak tylko się da. Zamierzam uczyć się od najlepszych i stale rozwijać swoje umiejętności, by pomóc zespołowi, kiedy przyjdzie mój czas. W tym roku mamy naprawdę dobrą i doświadczoną ekipę. W składzie jest chociażby Rune Holta czy Michael Jepsen Jensen, a poprowadzi nas trener Marek Cieślak. Jak nie rozwinę się pod jego skrzydłami, to już naprawdę nie wiem gdzie.

Nasze tory nieco różnią się od tych w Wielkiej Brytanii. W twojej ojczyźnie większy nacisk stawia się głównie na technikę, a w Polsce sporo zależy od sprzętu. Nie obawiasz się tego?

- Wcześniej miałem okazję jeździć w Grudziądzu, Gdańsku, Toruniu oraz Rybniku. Dla mnie jedyną różnicą jest sposób przygotowania nawierzchni. To są tory jak tory - każdy z nich ma dwie proste i dwa wiraże, a my jeździmy w lewo. Jestem podekscytowany i już odliczam dni do rozpoczęcia rywalizacji.

Na sam koniec zapytam o twoje cele na nadchodzący sezon. Co chcesz osiągnąć w ciągu kilku najbliższych miesięcy?

- Chcę po prostu wygrywać jak najwięcej wyścigów. Jeszcze nigdy nie byłem tak dobrze przygotowany do sezonu. Poza tym otaczam się zaufanymi ludźmi, którym zależy na moich sukcesach. Jestem typem zwycięzcy, który nienawidzi przegrywać, dlatego będę robił wszystko, żeby po każdym biegu dopisywać sobie przy swoim nazwisku trzy punkty.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: eWinner 1. Liga | Leon Flint | PGG ROW Rybnik | Tai Woffinden

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje