Ból głowy faworyta. Ekspert stawia sprawę jasno
Trudne tygodnie dla Betard Sparty Wrocław. Drużyna, która w cuglach wygrała rundę zasadniczą dziś już nie jest faworytem do złota w PGE Ekstralidze. Co więcej, sam awans do finału jeszcze nie jest taki pewny. A nawet, jeśli ta sztuka się uda, to w finale czekać będzie rozpędzony Platinum Moro Lublin. - Trener Śledź ma teraz ból głowy. We Wrocławiu są dwa problemy - diagnozuje Wojciech Dankiewicz.

Betard Sparta Wrocław w piorunującym stylu wygrała rundę zasadniczą, a w finale miała dopełnić dzieła i wygrać ligę. Ostatni czas jest jednak wyjątkowo pechowy dla tej drużyny. Najpierw kontuzję złapał Piotr Pawlicki, który nie dość, że spuścił z tonu z wynikami, to na domiar złego musiał zająć się leczeniem urazu. Później wypadek w Anglii miał Artiom Łaguta, a całość dopełniło złamanie ręki Taia Woffindena.
- Myślę, że trener Darek Śledź ma teraz ból głowy. Największy to kontuzja Woffindena, ale przecież drobnego urazu nabawił się też niedawno Artiom Łaguta. Zasadniczo dostaliśmy informacje, że jest wszystko w porządku, ale takie mikro urazy nie pomagają zawodnikowi - mówi dla nas Wojciech Dankiewicz, żużlowy komentator, który zwraca uwagę na jeszcze jeden fakt.
- My możemy rozmawiać o szansach Sparty w finale, ale pamiętajmy, że oni awansu jeszcze pewnego nie mają. Kontuzja Woffindena wszystko zmienia, więc Apator w rewanżu we Wrocławiu wcale nie jest bez szans.
Kontuzje to nie jedyny problem Sparty
Zakładając jednak, że w niedzielnym meczu rewanżowym między Spartą i Apatorem nie wydarzy się nic nieprzewidywalnego, to do wielkiego finału wjadą wrocławianie i zmierzą się z Motorem Lublin. Wszyscy przez cały sezon mówili, że taki finał byłby starciem prawdziwych gigantów. Jednak o ile aktualni mistrzowie Polski rzeczywiście są w gazie, o tyle podopieczni Dariusza Śledzia obecnie wydają się być w kryzysie.
- Na chwilę obecną po powrocie do jazdy Jacka Holdera Motor Lublin wydaje się być drużyną kompletną. Sparta z kolei ma swoje problemy. Te zdrowotne to jedno, ale mam wrażenie, że dopadł ten zespół jakiś kryzys sprzętowy. Widać to najlepiej po Maćku Janowskim, który morduje się cały czas i nie może wejść na ten swój najwyższy poziom. Kolejny przykład to Daniel Bewley. W ostatnim czasie to taki zawodnik, który może wywalczyć komplet punktów, a równie dobrze kolekcjonować w biegach jedynki i zerówki - zwraca uwagę Dankiewicz.
Swoją drogą we Wrocławiu bardzo chcieliby zdobyć złoto, bo za rok o to może być jeszcze trudniej. W obu drużynach nie dojdzie do dużych zmian w składzie, ale spodziewana kosmetyka powinna zadziałać na rzecz Motoru. Wszystko dlatego, że do Lublina ma trafić Wiktor Przyjemski, który za rok będzie najpewniej najlepszym juniorem w kraju.












