Reklama

Reklama

Będą mieli swojego Małysza? Legenda dostanie pracę w PZM

Piotr Protasiewicz, legenda Falubazu, ma zostać dyrektorem sportowym PZM. Będzie takim odpowiednikiem Adama Małysza w PZN. Protasiewicz miałby być blisko drużyny, służyć radą i wspierać obecnego trenera kadry.

Polski Związek Motorowy chce zatrzymać największe gwiazdy sportu żużlowego przy dyscyplinie. W grudniu 2020 powołano Rafała Dobruckiego na selekcjonera reprezentacji Polski. Teraz mamy akcję pod tytułem Piotr Protasiewicz.

PZM szuka odpowiedniej funkcji dla Protasiewicza

Protasiewicz, to jedna z legend żużla i Falubazu Zielona Góra. Niedawno, przy okazji meczu Polska - Reszta Świata, Protasiewicz ogłosił, że po sezonie 2022 kończy karierę, dlatego w związku bardzo poważnie myślą o tym, jak zagospodarować zawodnika.

Był pomysł z kadrą juniorów, który jednak napotkał się ze sprzeciwem niektórych osób. Bardziej realne wydaje się więc obsadzenie Protasiewicza w roli dyrektora sportowego. Byłby takim odpowiednikiem Adama Małysza w PZN. Zawsze blisko drużyny, służyłby pomocą i wspierał radą trenera Dobruckiego.

Reklama

Dobrucki - Protasiewicz, to duet, o którym od kilku lat marzy były prezes PZM Andrzej Witkowski. Nowe władze nie uciekają od tej wizji, ale starają się to wszystko poukładać tak, żeby nie było żadnych tarć, żeby obecny selekcjoner nie poczuł się w jakiś sposób zagrożony.

Protasiewicz ma olbrzymią wiedzę. W żużlu jest od ponad 30 lat. Startował w Grand Prix, zdobywał złote medale z reprezentacją w Drużynowym Pucharze Świata.

Falubaz chciałby go zatrzymać, ale czy ma szansę w starciu z PZM?

W tym sezonie startuje, bo chce pomóc Stelmet Falubazowi Zielona Góra w wywalczeniu awansu do PGE Ekstraligi. Wejście w sezon miał jednak trudne. Zaczął od kontuzji na jednym z treningów. Po kolizji z Maxem Fricke miał niesprawną rękę. Pojechał na inaugurację, ale szału nie było. W kolejnych meczach też jeździł w kratkę. Już pojawiły się głosy, że Falubaz powinien odważniej postawić na Mateusza Tondera, bo Protasiewicz nie jest sobą.

W Falubazie Protasiewicz ma jednak wysokie notowania. Gdy drużyna jeździła słabo, pojawiały się przeróżne pomysły. Mówiło się, że mógłby być jeżdżącym menedżerem, lub co najmniej trenować juniorów. Miał też nadzorować prace związane z przygotowaniem toru.

Falubazowi będzie jednak trudno przekonać Protasiewicza do pozostania po zakończeniu kariery. Praca w PZM to przecież kusząca perspektywa. Zwłaszcza że te obowiązki mógłby godzić z rolą telewizyjnego eksperta (już można go zobaczyć w studio Grand Prix). Jako pracownik konkretnego klubu mógłby być oskarżany o brak obiektywizmu. W przypadku PZM nic takiego mu nie grozi.

PZM na razie nie chce się wypowiadać na temat pracy dla Protasiewicza, bo cały proces jest niezwykle delikatny.

Reklama

Reklama

Reklama