Reklama

Reklama

Bartosz Zmarzlik. Wielkie pieniądze mistrza świata. Ryzykowanie zdrowiem i życiem opłaca się

Żużlowiec, jadąc z domu na mecz nigdy nie wie, czy jeszcze wróci. Trener kadry Marek Cieślak mówił kiedyś, że przed wyjazdem na mecz oglądał każdy kąt, bo nie wiedział, czy jeszcze będzie mu to dane. W czasach, kiedy jeździł Cieślak, za ekstremalną jazdę na motocyklu bez hamulców nie płacono wiele. To się zmieniło. Za rok mistrz świata może zarobić ponad 4 miliony złotych.

Bartosz Zmarzlik drugi raz z rzędu został mistrzem świata i podpisał klubowy kontrakt w Moje Bermudy Stali Gorzów godny największych żużlowych gwiazd. Ma dostać 800 tysięcy złotych za podpis, 200 tysięcy z kasy miasta Gorzowa za promocję i jeszcze 8000 złotych za każdy zdobyty punkt. Przy 200 punktach na sezon, a tyle spokojnie jest w stanie zrobić, skasuje łącznie 2,6 miliona złotych. Wpływy uzupełni kontrakt reklamowy z Orlenem o wartości miliona złotych i kilka umów z lokalnymi sponsorami na co najmniej pół miliona. 

Reklama

4 miliony zarobi, milion wyda na sprzęt

W żużlu jest jednak tak, że zarobek nie jest równoznaczny z zyskiem. Zmarzlik dostanie nieco ponad 4 miliony, ale co najmniej 1 wyda na sprzęt, logistykę i utrzymanie teamu. Na mechaników trzeba liczyć średnio 180 tysięcy, jeden silnik kosztuje 25 tysięcy (zawodnik ma ich kilka), a serwis, który trzeba zrobić do dwa, trzy mecze to wydatek rzędu 1,5 tysiąca. Jeśli zawodnik startuje w Grand Prix (cykl mistrzostw świata), to musi doliczyć za około 30 tysięcy przejechanych kilometrów i około 40 tysięcy za zakwaterowanie w hotelach. 

Mistrzowi Zmarzlikowi po wszystkich cięciach związanych z kosztami zostanie około 3 milionów. I to jest dobra gaża, choć żużel widział już nie takie zarobki. Tomasz Gollob po mistrzowskim sezonie miał wpływy na poziomie blisko 8 milionów złotych. Duńczyk Nicki Pedersen po dwóch tytułach w latach 2007 i 2008 skasował 7 milionów. Klubowe kontrakty na 2,6 miliona złotych też już przerabialiśmy. Gollob siedem lat temu dostał od miliardera Romana Karkosika w Unibaxie Toruń dokładnie takie same pieniądze. Milion z klubu, 200 tysięcy od sponsora borygo (firma z grupy Karkosika) i 600 złotych za punkt.  

Na razie lepszy tylko od Lewandowskiego 

Zmarzlik na początku roku pewnie wygrał Plebiscyt Przeglądu Sportowego na Sportowca Roku. Okazał się lepszy nawet od Roberta Lewandowskiego. Wielka sława i coraz większa rozpoznawalność mają coraz większe przełożenie na różnego rodzaju kontrakty i coraz większe przychody, ale poprzednicy Zmarzlika, choć wielu z nich nie cieszyło się aż tak wielką popularnością, wciąż mogą powiedzieć: zarabiałem więcej od dwukrotnego mistrza świata. 

Jason Crump, żużlowy multimedalista z Australii, po sezonie 2010 dostał w Marmie Rzeszów lukratywny kontrakt, gdzie 1 zdobyty przez niego punkt był wyceniony na 10 tysięcy złotych. Komplet w meczu to 15 punktów, ale w szczególnych przypadkach można ich zdobyć nawet 21. Łatwo policzyć, ile Crump mógł zarobić na takim jednym ekstra-spotkaniu. 

Milion za podpis (Zmarzlik ma to po dodaniu pieniędzy klubowych i tych z miasta) też już nie robi wrażenia. Jarosław Hampel, dwukrotny medalista mistrzostw świata dostał tyle na sezon 2011 w Unii Leszno. Potem powtórzył to po przejściu do Falubazu Zielona Góra. W ogóle to tam zarabiał na tyle dobrze, że w sezonie 2016 wykupił polisę za 100 tysięcy złotych. Przydała się, bo w tamtym roku doznał poważnej kontuzji. W portfelu tego nie odczuł, bo w ramach odszkodowania dostał prawie milion złotych. 

Gollob najlepszy w rozbijaniu kasy 

Zmarzlik nie raz i nie dwa powiedział, że jego sportowym idolem jest Gollob. I to właśnie on podniósł w XXI wieku największe pieniądze z toru. Rekord Golloba to 3,2 miliona złotych klubowego kontraktu w Stali Gorzów w sezonie 2011. Rok wcześniej został mistrzem, miliarder Karkosik mocno się o niego starał, więc Stal musiała się wznieść na wyżyny, żeby go zatrzymać. Gollob od początku swojej kariery łamał kolejne bariery nie tylko na torze, ale i przy kasie. W 2004 roku podpisał pierwszy milionowy kontrakt, a do 2014 roku włącznie był najlepiej zarabiającym zawodnikiem. W ostatnich trzech sezonach, u schyłku kariery, było gorzej, ale nie schodził poniżej miliona. 

Gdyby wypisać TOP5 żużlowych kontraktów w klubach to za plecami Golloba uplasowaliby się: Nicki Pedersen z 3 milionami za sezon 2008 we Włókniarzu Częstochowa, Greg Hancock i jego 2,8 miliona w Tauronie Azotach Tarnów w 2012 roku. Wtedy Greg dostał bańkę za sponsoring Taurona. W ramach umowy pojawił się nawet na Tour de Pologne i wręczał nagrody czołowym zawodnikom. Zmarzlik i jego 2,6 miliona w Stali za sezon 2021 to byłoby miejsce czwarte. Ex-eguo z Gollobem i jego 2-letnią umową w Unibaxie (2013, 2014) na 5 milionów. Z czego 2,6 w pierwszym roku. 

Milion i jedziemy 

Były czas, gdy ponad 30 zawodników startujących w żużlowej PGE Ekstralidze miało przychody powyżej miliona złotych. W złotych czasach (lata 2007-2014) największe gwiazdy z łatwością przebijały granicę 2 milionów. Od pięciu lat mamy delikatne schłodzenie rynku. Swoje zrobił też COVID-19, który wymusił na klubach cięcia kontraktów. Jednak w trwającym właśnie oknie transferowym nie ma zaciskania pasa, a Zmarzlik to tylko wierzchołek góry lodowej. 

Klasowi zawodnicy zmieniający barwy mogą liczyć na naprawę dobre pieniądze. Kogo nie stać musi odpuścić. eWinner Apator Toruń zrezygnował z Jasona Doylea, choć miał z nim ważny kontrakt. Mistrz świata kosztuje jednak 1,7 miliona złotych przy 180 punktach, więc w Apatorze powiedzieli pas, żeby mieć na innych zawodników. Choćby na Roberta Lamberta, mistrza Europy, który w Toruniu dostał 600 tysięcy za podpis. 

600 tysięcy za podpis dostał też w Betard Sparcie Wrocław Artiom Łaguta. Do tego 6000 złotych za każdy punkt i bonusy za medale. Z tego mogą wyjść nawet 2 miliony. Tyle samo będzie u Martina Vaculika, który po przenosinach z RM Solar Falubazu Zielona Góra do Moje Bermudy Stali dostał 800 tysięcy złotych za podpis i 8000 złotych za punkt. Trudno jednak mówić, że to przesada, jeśli niewiele mniej dostały wschodzące polskie gwiazdki wywodzące się z Fogo Unii Leszno. Dominik Kubera za rok pojedzie za 600 tysięcy i 6000 złotych w Motorze Lublin, a Bartosz Smektała za tyle samo, tyle że w Eltrox Włokniarzu Częstochowa. 

Kontrakty życia w pierwszej lidze

Finansowe szaleństwo dopadło też działaczy pierwszej ligi, gdzie wielu zawodników podpisało naprawdę dobre kontrakty. Grzegorz Zengota, który dwa lata borykał się z kontuzją (groziła mu nawet amputacja nogi), wrócił na finiszu poprzedniego sezonu, pojechał nieźle i dostał w Abramczyk Polonii Bydgoszcz 200 tysięcy za podpis i 3000 za punkt. Może liczyć na ekstra dodatki za super wynik. Jak skończy sezon 2021 z przychodem 800 tysięcy, zaskoczenia nie będzie. Od razu wyjaśnijmy, że w przypadku niższej ligi wydatki nie są tak duże, jak u walczącego o medale Zmarzlika. 300, maksymalnie 400 tysięcy, to już naprawdę górna granica tego, co wyda żużlowiec pokroju Zengoty. 

W eWinner 1. Lidze Zengota może się okazać najlepiej zarabiającym zawodnikiem. Niewiele mniej, bo około 700 tysięcy mogą zarobić Jakub Jamróg i Wiktor Kułakow, nowi żużlowcy Zdunek Wybrzeża Gdańsk oraz Niels Kristian Iversen, gwiazda Unii Tarnów. Za 600 tysięcy pojadą liderzy PGG ROW-u Rybnik, ale i też Nicolai Klindt z Arged Malesa TŻ Ostrovia.

Wielka kasa w żużlu musi działać na wyobraźnię. Trzeba jednak pamiętać, że to są bardzo ciężko zarobione pieniądze. Zawodnicy zaglądają śmierci w oczy na prostej, kiedy pędzą ponad 100 kilometrów na godzinę, ale też na każdym wirażu, choć tu jadą nieco wolniej. Na zamkniętym, okolonym bandami, i twardym torze łatwo o kontuzję, czy wręcz kalectwo. Wielu się o tym przekonało. Z tymi zarobionymi milionami wiążą się olbrzymie przeciążenia i skazy na psychice. Czasami tak wielkie, że trudno z nimi żyć.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama