Reklama

Reklama

Alfabet PGE Ekstraligi. Jedyna taka liga na świecie. Za jeden mecz można zarobić grubo ponad 100 tysięcy

W niedzielę rusza PGE Ekstraliga. Pomimo szalejącej pandemii i z wielką kasą w tle. W tym roku znów ma być wyjątkowa. Walka o złoto szykuje się iście pasjonująco. Niemniej ciekawie zapowiada się rywalizacja o uniknięcie spadku. Nikt nie chce zostać zdegradowany i stracić worek pieniędzy.

Nasz alfabet PGE Ekstraligi:

A jak Artiom Łaguta, czyli człowiek, który ma dać upragnione złoto Betard Sparcie. Z wrocławskim klubem dogadał się już w sierpniu ubiegłego roku. Odszedł z Grudziądza, bo chce medalu w PGE Ekstralidze. A jego nowa drużyna chyba jak żadna inna marzy o zdetronizowaniu Fogo Unii Leszno.

B jak Boniek, czyli ojciec chrzestny polskiej PGE Ekstraligi. To człowiek zakochany w żużlu, który zwyczajnie może więcej. Na codzień wspiera I- ligową Abramczyk Polonię Bydgoszcz, ale jak trzeba, to i władzom PGE Ekstraligi pomoże. Udowodnił to rok temu, kiedy załatwił z premierem Morawieckim start pandemicznego sezonu.

C jak Canal Plus, czyli telewizja, która w sezonie 2021 do spółki z Eleven Sports pokaże ligę. Za prawa do transmisji PGE Ekstraligi w latach 2019-2021 nadawca zapłacił 60 milionów. Za rok wejdzie w życie nowo wynegocjowany kontrakt, który w latach 2022-2025 opiewać będzie na kwotę 242 milionów.

D jak Demski Leszek, czyli mówiąc krótko - sędzia wszystkich sędziów. Odpowiedzialny jest za pracę arbitrów w lidze. Występuje w podsumowującym kolejkę Magazynie PGE Ekstraligi, gdzie ocenia i wytyka błędy sędziom. Kibicom kojarzy się z bardzo szczegółową procedurą startową, która co tydzień rozbierana jest na czynniki pierwsze. Tak zwane mikroruchy niektórym śnią się po nocach.

E jak Emil Sajfutdinow, który każdego roku dostaje milionowe propozycje kontraktów ze strony prezesów klubów, ale jest wierny Fogo Unii Leszno. Dla mistrzów Polski Rosjanin to skarb, bo co roku gwarantuje plus 150 punktów w lidze. Jest regularny, powtarzalny, a plusem jest też to, że w ostatnich latach omijają go kontuzje, które były jego zmorą przez większą część kariery.

F jak Fogo Unia, czyli zespół, którego nikt i nic nie jest w stanie pokonać od czterech ostatnich latach. W klubie ciągle nie mają mało, bo zapowiadają walkę o kolejny tytuł Drużynowego Mistrza Polski.

Reklama



G jak Grzyb Marek, chyba najbardziej kontrowersyjny prezes spośród wszystkich klubów PGE Ekstraligi. W przerwie zimowej zasłynął z balangi na Teneryfie oraz innych skandali wokół klubu. Patrząc jednak na aspekt czysto sportowy, ściągnął do drużyny Martina Vaculika i teraz liczy na to, że ten transfer da jego Stali mistrzowski tytuł.

H jak bracia Holderowie. Chris i Jack wspólnie z beniaminkiem eWinner Apatorem Toruń wywalczyli powrót do PGE Ekstraligi, przedłużyli kontrakty i teraz spróbują pomóc w trudnej walce o utrzymanie. Jako liderzy blado wypadają przy takich nazwiskach jak Woffinden, Sajfutdinow, czy Zmarzlik, ale w Toruniu mocno w nich wierzą. Jeśli ta historia skończy się sukcesem sportowym, będziemy mogli mówić o dużym wyczuciu działaczy. Jeśli coś pójdzie nie tak, szybko pojawią się głosy, że braciom można było jednak podziękować.

I jak instytucja gościa, która ponownie będzie obowiązywać w lidze, ale już na zmienionych zasadach względem poprzedniego sezonu. Tym razem kluby mogą sięgnąć po zawodników z niższej ligi tylko i wyłącznie pod warunkiem ewentualnego zakażenia. Koniec z samowolką.

J jak juniorzy, który zawsze odgrywają ważną rolę. W tym roku najlepszą młodzież ma najpewniej Włókniarz Częstochowa i Motor Lublin. To na papierze, bo wszystko weryfikuje rywalizacja na torze.

K jak koronawirus, który nas nie opuszcza i może mieć duży wpływ na wyniki meczów - przynajmniej w pierwszych kolejkach. Już teraz dwa spotkania inauguracyjnej rundy zostały odwołany, bo w klubach pojawiły się zakażenia. Wszyscy liczą jednak, że za chwilę sytuacja się unormuje i liga pojedzie zgodnie z planem.

L jak lukratywne kontrakty, które podpisują zawodnicy w PGE Ekstralidze. Ponad 80 milionów wynosi sumarycznie budżet klubów. Najlepsi mogą liczyć na kontrakty powyżej miliona złotych. Można się obłowić. Oczywiście pod warunkiem skutecznej jazdy.

M jak miejska kasa, na której śpi większość klubów PGE Ekstraligi. Miasta wydają na promocję żużla miliony. Jednym się to podoba, a drugim nie. Jakby jednak nie było, klubom ciężko byłoby funkcjonować bez miejskich dotacji.

N jak Nicki, czyli wszystkim dobrze znany Pedersen. Chciałoby się powiedzieć, czymże byłaby liga bez Duńczyka. To on wprowadza masę kolorytu swoją barwną osobowością. Uwielbiany za temperament, który nie pozwala się nudzić. Szkoda tylko, że Nicki młodszy już nie będzie, a w tym roku stuknie mu 44 lata.

O jak okropne upadki, które są nieodłącznym elementem żużlowej rywalizacji. Kolokwialnie mówiąc, zawodnicy czasami potrafią nieźle wydzwonić. Ci, którzy widzą żużel po raz pierwszy są w szoku, że po wielkim krachu żużlowiec jest w stanie wstać z toru, otrzepać się i za chwilę stanąć znowu pod taśmą.

P jak PGE, czyli sponsor tytularny ligi. Polska Grupa Energetyczna wspiera Ekstraligę już od siedmiu lat. To rekord, bo wcześniej był CenterNet Mobile (3 sezony) oraz Enea (także 3 sezony).

R jak Rusiecki, czyli prezes mistrzów Polski. Współautor złotego okresu panowania Fogo Unii. Działacz ma rękę do sukcesów. Teraz marzy mu się kolejny. Czy to możliwe, aby znów jego Fogo Unia wygrała ligę? Zdaniem ekspertów jest faworytem numer jeden.

S jak Stępniewski Wojciech, który stoi na czele PGE Ekstraligi. Działacz ma ostatnio dobrą passę. Może pochwalić się nowymi kontraktami sponsorskimi oraz umową z telewizją. Pomimo wielu głosów sprzeciwu, udało mu się także doprowadzić do startu ligi w dobie szalejącego koronawirusa.

T jak testy, o których ostatnio jest bardzo głośno. Spekuluje się, że kluby mogą dopuszczać się manipulacji wyników, aby w przypadku wykluczenia któregoś z zawodników doprowadzić do odwołania meczu. Na razie nikt nikogo za rękę nie złapał, ale mówi się o tym w środowisku coraz głośniej.

U jak U-24, czyli zawodnik, który obligatoryjnie będzie musiał się znaleźć w składzie każdej drużyny. Ta nowość regulaminowa ma sprawić, że niektórym łatwiej będzie przejść z wieku juniora do wieku seniora. Najlepsi młodzieżowcy poprzedniego sezonu dzięki nowemu zapisowi mogą się obłowić. Szacuje się, że Dominik Kubera, który zamienił Leszno na Lublin, może zarobić nawet ponad milion złotych.

W jak walka o utrzymanie, która w tym roku zapowiada się pasjonująco. Po raz pierwszy od dawna nie ma jednoznacznego faworyta do degradacji. Spekuluje się, że kwestia spadku wyjaśni się między drużynami z Zielonej Góry, Grudziądza i Torunia. W każdym razie nie sposób wskazać jakiegoś outsidera.

Z jak Zmarzlik, czyli absolutna gwiazda ligi. Mistrz świata może zarobić w tym roku rekordowe pieniądze, bo aż 3 miliony za sam kontrakt ze Stalą Gorzów.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama