Reklama

Reklama

10 wniosków po żużlowym weekendzie. Zmarzlik pokazał we Wrocławiu, jak mocną ma psychikę. Jak teraz odpowie Janowski?

Bartosz Zmarzlik to największy wygrany minionego żużlowego weekendu. Polak dwukrotnie wygrał Grand Prix we Wrocławiu, choć wielkim faworytem był Maciej Janowski. Ten drugi miał wielką szansę przybliżyć się na swoim domowym torze do tytułu mistrza świata, ale okazji nie wykorzystał. Aktualny czempion globu pokazał, jak silną ma psychikę. Teraz martwić musi się Janowski, który jest ledwie o 3 punkty przed Zmarzlikiem.

10 wniosków po żużlowym weekendzie:

1. Kto by się spodziewał, że Bartosz Zmarzlik wygra i to dwa razy w kolebce aktualnego lidera cyklu Macieja Janowskiego? Jeśli to była próba charakteru dwukrotnego mistrza świata, to zdał ją celująco. Polak musiał liczyć się z tym, że jeśli we Wrocławiu czołówka znów mu odjedzie, to biorąc pod uwagę nowy system punktacji w Grand Prix, będzie mu bardzo ciężko wrócić do gry o tytuł. Te dywagacje są już jednak nieaktualne, bo Bartosz po raz kolejny udowodnił, że uwielbia przełamywać wszelkie bariery.

2. Patrząc na jazdę Zmarzlika znów można odnieść wrażenie, że wygrały umiejętności, a nie sprzęt. To co wyprawiał we Wrocławiu mogło nacieszyć żużlowe oko kibica. Nienaganna jazda pod względem technicznym, długie proste, głęboki wpuszczacie się w łuk na wyprostowanym motocyklu - tak aktualnie jeździ tylko Bartosz. Jeśli tylko tor umożliwia ściganie, bardzo ciężko znaleźć na niego receptę.

3. Ci, którzy po pierwszych dwóch rundach średnio udanych dla Zmarzlika udali się do bukmachera i postawili na jego mistrzostwo świata, dziś mogą czuć dużą satysfakcję. Gorzowianin jest trzeci w tabeli przejściowej, ale bez dwóch zdań jest w tym momencie głównym faworytem do tytułu. Zresztą sam wynik po czterech rundach jest imponujący, bo aż trzykrotnie jechał w finale, z czego dwa razy wygrał.

4. Pisaliśmy o odporności psychicznej Zmarzlika, więc ciekawe jak teraz zareaguje Janowski. Niby ciągle jest liderem, ale przewaga psychologiczna należy do jego rywala. Maciej na pewno otwarcie tego nie powie, ale z pewnością czuje duży niedosyt po wrocławskich turniejach. Tym bardziej, że mogło być jeszcze gorzej, bo w piątkowym finale w zajęciu drugiego miejsca pomógł mu sędzia. Wykluczenie Emila Sajfutdinowa było bardzo, ale to bardzo kontrowersyjne.

5. Swoją drogą już teraz wyklarowała nam się czołówka, która będzie walczyć o medale w tym roku. Janowski, Łaguta, Zmarzlik i Sajfutdinow to najpoważniejsi kandydaci do medali. W grupie pościgowej są Lindgren, Woffinden i Madsen, jednak ich strata na tym etapie cyklu jest już dość znaczna.

6. Na drugim biegunie znajduje się Krzysztof Kasprzak. Polak kilka tygodni temu dał nadzieję, że w cyklu nie będzie odstawał, ale jednak każda kolejna runda boleśnie go weryfikuje. Nie ma może jakiegoś spektakularnego blamażu, ale punkty mówią same za siebie. Były wicemistrz świata zajmuje ostatnie miejsce, a wyprzedza go nawet będący w kiepskiej formie w tym roku Oliver Berntzon.

7. Inna sprawa, że to nie jest już ten Kasprzak co kiedyś. Gołym okiem widać, że zawodnik nie jest wyluzowany na motocyklu. Sylwetkę ma dość "twardą", mało elastyczną. Robi też sporo niewymuszonych błędów, które na poziomie Grand Prix są boleśnie weryfikowane.

8. Przenosząc się na ligowe podwórko, nie sposób wspomnieć o problemach Stali Gorzów. Oczywiście, jeśli wróci Szymon Woźniak i Wiktor Jasiński, to w play-offach ta drużyna może wyglądać zupełnie inaczej. Fakty są jednak takie, że od początku rozgrywek zespół ma problemy z juniorami i zawodnikiem do lat 24. W tym czasie nie zmieniło się nic, co dawałoby nadzieję na to, że z biegiem czasu któraś z formacji zaskoczy i przestanie być przysłowiowym hamulcowym.

9. Osobna kwestia to tor, który nie wygląda na sprzyjający gorzowianom. Widać to było nawet po jeździe Zmarzlika, który na początku meczu trochę się męczył. Wpadki zdarzały się też innym liderom. W play-offach atut własnego toru może mieć olbrzymie znacznie.

10. Sparta natomiast w Gorzowie wygrał (co nie powinno nikogo dziwić), jednak zdaje się, że z każdą kolejką ta drużyna coraz bardziej przypomina Fogo Unię Leszno z ostatnich lat, czyli maszynkę nie do zatrzymania. Czasami zdarzają się problemy z juniorami, ale formacja seniorska robi naprawdę wielkie wrażenie. Niemal w każdy meczu nie zawodzi Janowski z Łaguta, a jak przydarzy się słabszy mecz Woffindenowi, to z marszu zastępuje go Bewley czy Czugunow. Tak się zdobywa złoto.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje