Do piątej rundy włącznie nic nie wskazywało na to, że Bartosz Zmarzlik może mieć problem z obroną tytułu mistrza świata. Brady Kurtz szalał, zdobywał punkty, ale Polak pięknie odpowiadał, wyrywając punkty na dystansie.
Bartosz Zmarzlik w trzech ostatnich rundach GP. Niepokojący obrazek
W trzech ostatnich rundach (Gorzów, Malilla, Ryga) dało się jednak zauważyć niepokojący obrazek. Każdy z finałów wspomnianych imprez był podobny. Kurtz jeszcze dobrze nie zdążył dobrze puścić sprzęgła, a już był daleko z przodu. Z drugiej strony Zmarzlik był tak wolny na starcie i tak zagubiony na pierwszym łuku, że nawet jak zdołał się uporać z innymi rywalami, to na Kurtza brakowało mu czasu.
W Stali Gorzów zwrócili nam uwagę, że Zmarzlik jeździ na co dzień na torze w Lublinie, gdzie słaby start nie jest problemem, bo Zmarzlik i tak wie, że objedzie rywali na trasie. W Lublinie jest w miarę szeroko i łatwo, więc dobry start nie ma dla naszego mistrza znaczenia. Ma za to znaczenie w Grand Prix, gdzie są lepsi i bardziej zdeterminowani rywale, ale przede wszystkim jest on, czyli Kurtz.
Hat-trick Kurtza. Technologicznie uciekł wszystkim
Nie brak głosów, że technologicznie Kurtz uciekł wszystkim. Po starcie jego motocykl jest tak sklejony z torem, że ma najlepszy dojazd do pierwszego łuku. Już tu wypracowuje sobie taką przewagę, że potem trudno go wyprzedzić. Stąd hat-trick, czyli trzy wygrane rundy z rzędu i odrobienie aż 8 punktów do Zmarzlika. Teraz Kurtz ma go na wyciągnięcie ręki. 3 punkty straty to nic. Kurtz może to spokojnie odrobić we wrocławskiej rundzie. Zwłaszcza że jest zawodnikiem Betardu Sparty i tor zna, jak własną kieszeń.
Oczywiście Zmarzlik widzi, co się dzieje. Z naszych informacji wynika, że Polak zamknął się na jednym z polskich stadionów i ćwiczył wyłącznie start i pierwszy łuk. Główny nacisk był położony na ustawienia sprzętu, bo tu Polak musi znaleźć balans. Musi delikatnie poprawić start, ale musi to zrobić tak, żeby nie stracić szybkości na dystansie. Właśnie temu były poświęcone treningi.
Bartosz Zmarzlik robi, co może, żeby zniwelować sprzętową przewagę Kurtza
Zawody ligowe Orlen Oil Motoru Lublin w Grudziądzu pokazały, że te treningi dały wiele dobrego. W meczu z Bayersystemem GKM-em Zmarzlik zdobył 14 punktów, aż cztery biegi wygrał. Zasadniczo jednak jego moment startowy był naprawdę dobry.
To, co napawa optymizmem przed Grand Prix, to także finałowa runda IMP w Częstochowie, gdzie Zmarzlik położył wszystko na jednej szali. Pokazał, że kiedy ma nóż na gardle, to potrafi z siebie wykrzesać dodatkowe pokłady energii. Finalnie do złota to nie wystarczyło, ale Zmarzlik trzecią rundę IMP wygrał, postraszył Patryka Dudka i gdyby nie straty z dwóch pierwszych rund, to różnie mogło się to skończyć.
Na szczęście w GP Zmarzlik nie musi odrabiać strat. Musi spróbować powiększyć przewagę, w najlepszym razie ją utrzymać. Treningi i to, co po nich zobaczyliśmy, pokazują, że to może się udać. Z drugiej strony Polak musi dołożyć wielką pracę na samych zawodach. Silniki Ashleya Hollowaya, z których korzysta Kurtz są łatwiejsze w regulacji. Te od Ryszarda Kowalskiego, które ma Zmarzlik, są bardziej wymagające. Trudniej je dopasować. Natomiast, jak już się trafi, to przeciwnicy nie mają żadnych szans.













