Zmarzlik i spółka mogą mieć problem. Padły stanowcze słowa
W sierpniu na Stadionie Narodowym odbędzie się finał Drużynowego Pucharu Świata. Zwycięstwo w "żużlowym mundialu" to cel numer jeden dla reprezentacji Polski. Ta jednak faworytem nie będzie ze względu na sztucznie układany tor, który jest zmorą Bartosza Zmarzlika i spółki. Największy rywal biało-czerwonych już się odgraża. - Chcemy wygrać z Polakami - mówi wprost Jack Holder.

Finał Drużynowego Pucharu Świata to jedna z najważniejszych (o ile nie najważniejsza) impreza w kalendarzu żużlowym w nadchodzącym sezonie. Tytułu bronią Polacy, choć faworytem nie będą. Wszystko przez tor w Warszawie.
Australijczycy już odgrażają się reprezentacji Polski
Polacy od lat nie potrafią wygrać zawodów Speedway of Nations, ale Drużynowy Puchar Świata to impreza, która pasuje naszej reprezentacji jak żadnej innej. Być może podopieczni trenera Stanisława Chomskiego znów byliby faworytem numer jeden do złota, gdyby nie fakt, że finałowy turniej odbędzie się w Warszawie.
A to, że stolica nie sprzyja Polakom najlepiej oddaje brak zwycięstwa reprezentanta naszego kraju w całej historii turniejów Grand Prix w Warszawie. Biało-czerwoni męczą się niemiłosiernie. Dotyczy się to także Bartosza Zmarzlika, który dwoił się i troił, ale jeszcze nigdy nie stanął na wysokości zadania.
Apetyty na zwycięstwo w tych zawodach już ostrzą sobie Australijczycy, którzy na papierze wydają się być najgroźniejszym rywalem dla naszej kadry. - Wygraliśmy już dwukrotnie Speedway of Nations, więc następnym krokiem jest DPŚ. Odbędzie się on na torze, który bardzo lubimy. Spróbujemy odebrać Polakom tytuł na ich własnym terenie - mówi w rozmowie z portalem fimspeedway.com Jack Holder.
Australijczycy mają pewniaków do jazdy w Warszawie
Ciekawostką jest to, że Australijczycy mogą wystawić w swoim składzie aż trzech zawodników, którzy w przeszłości zdobywali Warszawę w trakcie turniejów Grand Prix. Mowa o Jacku Holderze, Maxie Fricke i Jasonie Doyle'u. Ta trójka to zresztą pewniacy do jazdy w drużynie narodowej.
Do tego koniecznie trzeba dodać wicemistrza świata Brady'eggo Kurtza i już rysuje nam się obraz drużyny, którą trudno będzie pokonać. Menedżer Mark Lemon będzie musiał jeszcze znaleźć wartościowego zawodnika rezerwowego.











