Wymowne słowa po porażce ze Zmarzlikiem. Tylko wzruszył ramionami
Brady Kurtz wychodził z siebie, żeby pokonać Bartosza Zmarzlika. Australijczyk wygrał 5 ostatnich rund Grand Prix z rzędu, ale to nie wystarczyło. - Mogę czuć rozczarowanie. Wciąż nie mogę pokonać Bartka i nie wiem, co mogę więcej zrobić - przyznaje w TVP Sport. I choć Kurtz wygrał nawet w Vojens, to jednak Zmarzlik był drugi, obronił przewagę i zapewnił sobie tytuł.

Brady Kurtz zdawał sobie sprawę, że sprint przed turniejem we Wrocławiu mógł rozstrzygnąć losy tytułu mistrza świata. Kurtz wiedział, że nawet zwycięstwo w Vojens może mu nie dać mistrzostwa, bo do Bartosza Zmarzlika tracił 3 punkty. I tak też się stało. Kurtz wygrał w Danii, ale drugi był Polak, broniąc tym samym złotego medalu.
Kurtz wyznał wprost po porażce ze Zmarzlikiem, "nie wiem, co mogę więcej zrobić"
To historyczna sytuacja, bowiem Australijczyk wygrał ostatnie 5 rund w Gorzowie, Wrocławiu, Rydze, Malilli i w końcu w Vojens, a i tak zdobył co najwyżej srebro. - Mogę czuć rozczarowanie, ale nie mam prawa, bo to był jednak wspaniały sezon. Dziękuję rodzinie i teamowi. Wciąż nie mogę pokonać Bartka, nie wiem, co mogę więcej zrobić. Wygrywam seryjnie, a on nadal jest przede mną w klasyfikacji generalnej. Jest bardzo powtarzalny - wyznaje 29-latek.
Kurtz wygrał start w wyścigu finałowym i odprowadził Zmarzlika na zewnętrzną. To skrzętnie wykorzystał Michael Jepsen Jensen. Duńczyk później stracił jednak drugie miejsce na rzecz reprezentanta Polski. - Miałem nadzieję, że nie będzie Bartka za moimi plecami. Najpierw widziałem Michaela, później się nie odwracałem, ale za metą spostrzegłem się, że Bartek był drugi. Szkoda, to absolutnie szalone, czego dokonał - tłumaczy.
Kurtz w dwa lata dorównał Zmarzlikowi
Skala sukcesu Australijczyka jest mimo wszystko ogromna. Nie ma złota, ale jest srebro, kiedy przed sezonem niewielu stawiało go na końcowym podium. To był debiutancki sezon Kurtza w Grand Prix, a de facto dopiero drugi, w którym zrobił znaczący krok do przodu. Wcześniej stopniowo rozwijał się, trafiając najpierw do PGE Ekstraligi i odbijając się wówczas od elity. Ostatnie lata spędził na zapleczu, będąc liderem kilku drużyn.
Na poważnie rozpychać się w światowym żużlu zaczął dopiero w zeszłym roku. W tak krótkim czasie wszedł na niemal najwyższy poziom, dorównując regularnością samemu Zmarzlikowi. Droga do tego miejsca trwała jednak znacznie dłużej. To właśnie wtedy, kiedy budował swoją pozycję w Metalkas 2. Ekstralidze, pracował z Ashley'em Holloway'em nad unikalnym rozwiązaniem, dzięki któremu brytyjski tuner w końcu zdobędzie złoto mistrzostw świata.











