Wielka zmiana u Zmarzlika. A to nie koniec. Polak nie jest jedyny
Bartosz Zmarzlik wyjechał już na tor, a spostrzegawczy kibice zdążyli dostrzec pewien szczegół. Kapitan reprezentacji Polski od lat szuka rozwiązań, które pozwolą mu inkasować kolejne tytuły. Wcześniej był m.in. nagły test silników od innego tunera, potem kombinezon ze skóry, a teraz kolejny eksperyment. Na najwyższym poziomie o sukcesie decydują detale i Zmarzlik zdaje sobie z tego sprawę. Choć tym razem nie był wcale pierwszy.

Bartosz Zmarzlik ma już na koncie sześć tytułów, ale wcale nie ma dość. Polak co roku zaskakuje rozwiązaniami, które mają go przybliżyć do kolejnego mistrzostwa świata.
Kolejny eksperyment Zmarzlika
W zeszłym roku w trakcie pierwszych jazd próbnych na torze Lublinie zaprezentował się kibicom w eleganckim kombinezonie ze skóry. Wówczas wszyscy przecierali oczy, bo przecież od kilkudziesięciu lat wszyscy stosują kevlary. Po pierwsze kevlar ma mniejszą wagę, co w żużlu jest bardzo istotne, a po drugie nie jest uciążliwy podczas wysokich temperatur.
Sezon wcześniej dość nieoczekiwanie sięgnął po jednostki Petera Johnsa. Było to spowodowane małym kryzysem sprzętowym. I choć Zmarzlik nadal prezentował wysoki poziom, to w pewnym momencie coś się zacięło i już nie był tak samo skuteczny. Teraz zastosował jeden szczegół, który może pozwolić mu na dalszą dominację.
Polak zaprezentował się w nowych kaskach
Zmarzlik wyjechał na tor po przerwie zimowej w kasku nowego producenta. Polak postawił na markę 6D, gdzie wcześniej regularnie korzystał z kasków firmy Shoei. Kask nie ma oczywiście bezpośredniego wpływu na prędkość motocykla, ale wpływa chociażby na komfort zawodnika. Kark żużlowca pędzącego od 100 do 120 km/h niejednokrotnie bywa przeciążony.
Chodzi głównie o konstrukcję kasku i opór powietrza. Zresztą Zmarzlik eksperymentował już w tym zakresie. Rok temu zamontował daszki z wyciętymi otworami. Zauważył to u Wiktora Przyjemskiego, z którym wówczas startował w Motorze Lublin. Pełny daszek, to większy opór powietrza. Tym razem nie ma w nim otworów, ale kask prezentuje się zgoła inaczej.
Kurtz też z nich korzysta
Eksperci są zgodni, że na najwyższym poziomie decydują detale. I to nie tylko w żużlu, tylko na ogół w każdym sporcie zawodowym. Chociaż tym razem Polak nie jest ani pierwszy, ani jedyny, gdy chodzi o te konkretne kaski. Z każdym kolejnym sezonem coraz więcej zawodników zaczęło na nie stawiać, a tej zimy szykuje się kolejna pula żużlowców z taką ochroną głowy. Publicznie ogłosili to m.in. Tai Woffinden czy Mikkel Michelsen, prezentując je w mediach społecznościowych. Korzysta z nich także Brady Kurtz, który obecnie jest największym rywalem 6-krotnego mistrza świata.












