Trener reprezentacji ostrzega. Chodzi o Zmarzlika, jedno zdanie mocno niepokoi
29 sierpnia odbędzie się na PGE Narodowym finał Drużynowego Pucharu Świata, czyli żużlowego mundialu, który Polacy wygrywali aż 9 razy, a w 2026 będą bronić tytułu. Na stronie Ekstraligi właśnie ukazał się komunikat dotyczący imprezy. Jedno zawarte w nim zdanie mocno niepokoi. Są też słowa przestrogi od nowego trenera reprezentacji. Można się tylko domyślać, że chodziło mu o Bartosza Zmarzlika. Na szczęście jest też jedna dobra wiadomość.

29 sierpnia na PGE Narodowym odbędzie się najważniejsza żużlowa impreza na świecie. W PZM FIM Speedway World Cup Warsaw najlepsze reprezentacje będą walczyć o złoto. Już wiemy, że jadą Polska (gospodarz, obrońca tytułu) i Australia (zwycięzca Speedway of Nations 2025). Do tego dojdą dwie drużyny z półfinałów w Landshut i w Rydze. W stawce są: Niemcy, Łotwa, Szwecja, Wielka Brytania, Norwegia, Dania, Czechy i Ukraina.
Trener reprezentacji Polski przed DPŚ na PGE Narodowym. Te słowa niepokoją
W najnowszym komunikacie dotyczącym imprezy mamy prawdziwą huśtawkę nastrojów. Prezes PZM Michał Sikora mówi, że szykują się niezapomniane chwile, że Polacy kochają te zawody, wreszcie, że mamy coś do udowodnienia. Jednak już słowa nowego trenera reprezentacji muszą niepokoić. Stanisław Chomski wyraźnie się asekuruje.
- To jest sport i może się w nim wydarzyć wszystko, więc musimy uzbroić się cierpliwość oraz ze spokojem wypatrywać tego, co przyniesie przyszłość i kibicować naszej reprezentacji - mówi Chomski i tylko można się domyślać, że chodzi mu o Bartosza Zmarzlika, który w rundach Grand Prix na PGE Narodowym zwykle męczył się niemiłosiernie. Żadnej nie wygrał, już awans do finału był dla Polaka sukcesem. Widać, że układany tor kompletnie mu nie służy.
Reprezentacja nie istnieje bez Bartosza Zmarzlika
A ile znaczy Zmarzlik dla reprezentacji Polski to już przekonywaliśmy się wielokrotnie. Choćby w ostatnim finale Speedway of Nations w Toruniu. Tam bardzo liczyliśmy na złoto, ale w kluczowych biegach Zmarzlikowi zabrakło prędkości w motocyklu i złoto nam odjechało do Australii.
Chomskiemu cała ta sytuacja spędza sen z powiek. Sam przyznał niedawno, że objął reprezentację, bo chciał pojechać ten finał na PGE Narodowym. Z drugiej strony wie jednak, że łatwo nie będzie. Sztuczny tor może być kłopotem dla naszych, natomiast Australia jest w gazie. Duńczyków i Anglików, o ile awansują, też trzeba będzie się obawiać.
Warto przyjść na DPŚ na PGE Narodowym. Z dwóch powodów
29 sierpnia warto jednak przyjść na PGE Narodowy. Z dwóch powodów. Pierwszym są ceny biletów. Najtańsze wejściówki za 69 złotych kuszą. Poza tym, do końca grudnia, można kupić bilety w promocyjnych cenach. Jedynie na wejściówki VIP nie ma promocji, na pozostałe miejsca jest obniżka od 10 do nawet 20 złotych. Szczegóły na stronach ekstraliga.pl.
A drugi powód? Jest w ostatnim komunikacie takie zdanie, które z jednej strony martwi, a z drugiej czyni ten przyszłoroczny turniej: wyjątkowym. - Polacy pojadą na PGE Narodowym po raz pierwszy i… zapewne ostatni - czytamy i staje się jasne, że na finał Drużynowego Pucharu Świata zwyczajnie warto się wybrać.












