"To nie było fair". Tak chcieli zagrać Zmarzlikowi na nosie, trener kadry ujawnia
Kacper Woryna wygrał, Bartosz Zmarzlik był trzeci. Inauguracja Grand Prix na żużlu w niemieckim Landshut była niezwykle udana dla Polaków. - Jak tak dalej pójdzie, to będzie z czego wybierać na finał DPŚ na PGE Narodowym - mówi trener kadry Stanisław Chomski, który był z polskimi zawodnikami i zdradza, co działo się za kulisami i co zrobił Zmarzlik przed finałem.

Dariusz Ostafiński, Interia: Przed inauguracją Grand Prix mówiono Zmarzlik, może Kurtz, może Holder, ale nie Woryna. Tymczasem to polski debiutant wygrał pierwszą rundę w Landshut.
Stanisław Chomski, trener reprezentacji Polski: Mówiłem, że liczę na dobry wynik Woryny, ale nie byłem na tyle śmiały, żeby powiedzieć, że wygra. To była jego pierwsza tak poważna konfrontacja i nie sądziłem, że może pojechać aż tak dobrze. Patrząc na typowanie ekspertów, faktycznie przewijały się dwa nazwiska: Zmarzlik i Kurtz. Po kilku biegach doszedł jeszcze Bewley.
Trener reprezentacji myślał, że już po wszystkim
Tymczasem w finale Woryna pojechał fenomenalnie.
- W Landshut 90 procent załatwiło pole startowe. Pierwsze wygrywało. Dlatego, jak Bewley wybrał pierwsze na finał, to myślałem, że już po wszystkim. Woryna przedarł się jednak z czwartego miejsca na pierwsze i wygrał te niełatwe zawody. Ja tylko przypomnę, że w fazie zasadniczej był wykluczony za taśmę i do końca nie był pewny awansu do biegów ostatniej szansy. Wytrzymał jednak presję.
To było kluczowe?
- Nie tylko to. Dorzuciłbym jeszcze determinację i umiejętność wyciągania wniosków. W biegu ostatniej szansy postawił na drugie pole, choć na pierwszym stał wybitny startowiec Brady Kurtz. Woryna wiedział jednak, co robi. Wygrał start, zamknął rywala, a potem już poszło. Swoją drogą Kurtz był trochę bezbarwny, czegoś mu brakowało. To nie był ten Kurtz z sezonu 2025.
"To nie było fair". Trener Chomski mówi o Anglikach
Końcówka zawodów w Ladshut zrekompensowała nam do pewnego stopnia wszystko to, co działo się na początku.
- Tor nie był dobrze przygotowany. Tradycyjnie został mocno zalany wodą, krawężnik był nierówny, dziurawy. Dopiero długa, półgodzinna renowacja po 12. biegu sprawiła, że można było się ścigać.
Tor w Landshut najwyraźniej nie zniósł dwóch imprez organizowanych dzień po dniu. Inna sprawa, że to było jakieś kuriozum, żeby dzień przed Grand Prix robić półfinał DPŚ, w którym jechali Anglicy. Bewley z Lambertem ewidentnie na tym skorzystali.
- To nie było fair. Anglicy w piątkowym półfinale jechali w trudnych warunkach i to doświadczenie ewidentnie zaprocentowało im w sobotę. Ci, którzy jechali trening i kwalifikacje na suchym, komfortowym torze byli krok za Anglikami. Nie wiem, o co chodziło? Może o zbicie kosztów organizacji. W Rydze będziemy mieli powtórkę, bo tam też będzie półfinał DPŚ jednego dnia, a następnego runda Grand Prix. I znów ktoś na tym skorzysta.
Trener kadry ocenia medalowe szanse Woryny
Wróćmy do Woryny. Ma szansę zdobyć w tym roku medal Grand Prix?
- Jak nie nałoży na siebie zbyt wielkiej presji, jak zachowa zimną głowę, to tak.
A Zmarzlik? Co z nim?
- W Landshut wybrał taki numer, żeby szybko załatwić sprawę jazdy z tych gorszych pól i kończyć rundę zasadniczą z pola pierwszego. Plan był dobry, ale nie do końca wypalił. Na pewno Bartek wycisnął wszystko, co można było z trzech pierwszych wyścigów. Natomiast na mocno zlanym torze miał kłopot z tym, żeby znaleźć optymalne ustawienia. Kiedy przeszedł na pierwsze pole, to brakowało mu szybkości. Dlatego do trzech dwójek dorzucił czwartą i zaryzykował, bo zmienił motocykl na ostatni bieg rundy zasadniczej. I wygrał.
Plan B Zmarzlika i taka akcja Lamberta
W wielkim finale nie udało mu się jednak tego powtórzyć.
- Wiedział, że Bewley weźmie pierwsze pola i miał plan, żeby wziąć czwarte. Woryna wygrał jednak swój bieg ostatniej szansy z drugiego pola, Dudek mimo przegranej w swoim biegu też chwalił to pole, więc Zmarzlik wziął w finale drugie. Nie wiemy, co było, jakby się trzymał pierwotnego planu.
Z tego planu B wyszło trzecie miejsce, choć był taki moment, że Zmarzlik był drugi.
- Finał był bardzo emocjonujący, a to trzecie miejsce też nie jest złe. Zmarzlik musiał się napracować, bo w pewnym momencie Lambert zaczął kopać Bartka, ale ten się nie dał. Trzecie miejsce na start też jest dobre. W ogóle możemy być zadowoleni z naszych zawodników. Dudek był agresywny, wyglądał lepiej niż w lidze. Kubera też nie był bezbarwny. Jak tak dalej pójdzie, to będzie z czego wybierać na finał DPŚ na PGE Narodowym.












