Mieliśmy przed Grand Prix Szwecji mieszane uczucia, bo też tydzień temu w drugiej rundzie IMP Bartosz Zmarzlik wpadł w takie sprzętowe turbulencje, że zdobył tylko 4 punkty i zajął dopiero 14. miejsce.
O wszystkim przesądził 20. bieg
W Malilli Polak rozpoczął jednak nieźle. W pierwszym biegu, co było jednak pewnym zaskoczeniem in minus, dał się objechać na trasie Robertowi Lambertowi, ale dwa kolejne wygrał. W czwartym poczuliśmy się jednak trochę tak, jak na wspomnianej rundzie mistrzostw Polski w Bydgoszczy. Zmarzlik po słabym starcie próbował się wcisnąć między rywali, ale brakowało mu szybkości. Całe szczęście, że tuż przed metą minął Jasona Doyle'a, dzięki czemu zachował szansę na bezpośredni awans do finału. Musiał tylko wygrać z Bradym Kurtzem.
O wszystkim miał zdecydować ostatni, 20. bieg rundy zasadniczej. - Czekaliśmy na ten wyścig od początku - mówili komentatorzy, gdy zawodnicy ustawiali się pod taśmą, by po chwili dodać, że bilans bezpośrednich pojedynków Kurtza ze Zmarzlikiem wynosi 17:14 na korzyść Australijczyka. Polak zdołał jednak poprawić statystykę. Raz, że wyskoczył dobrze ze startu, a dwa, że Kurtza nagle zaatakował Max Fricke. I zrobił to skutecznie, więc niezagrożony Zmarzlik pomknął do przodu po finał.
Dudek nie zatrzymał Kurtza
Jeśli chodzi o pozostałych Polaków, to Dominik Kubera i Patryk Dudek awansowali do wyścigów ostatniej szansy. Pecha miał natomiast Kacper Woryna, który zdobył 7 punktów, ale nie znalazł się w TOP10. Trzech innych zawodników też miało 7 punktów i wszyscy oni zostali sklasyfikowani wyżej od Woryny. A wszystko, dlatego że na koncie Woryny zabrakło choćby jednej trójki.
Wróćmy jednak do Kurtza, który do Malilli przyjechał ze stratą 3 punktów w klasyfikacji przejściowej do Zmarzlika i kiedy przegrał 20. bieg z naszym zawodnikiem, to jego sytuacja mocno się skomplikowała. Po cichu liczyliśmy nawet, że Kurtz do finału nie wejdzie, bo startujący z drugiego pola Patryk Dudek zamknie go na wejściu w łuk. - Patryk jest drobny, ale potrafi wstawić łokieć - opowiadał ekspert Eurosportu Rafał Lewicki, dając nadzieję na finał bez Kurtza, ale Dudek wystartował źle, nie wystawił łokcia i Australijczyk zwyciężył pierwszy z dwóch wyścigów ostatniej szansy i do finału wjechał. Kolejna zła wiadomość była taka, że w drugim biegu ostatniej szansy przepadł też Kubera.
Zmarzlik poprawił bilans z Kurtzem i zwiększył swój komfort
Nie było jednak czasu płakać po Dudku i Kuberze, bo już szykowaliśmy się na finał, gdzie Zmarzlik miał rywalizować nie tylko z Kurtzem, ale i bezbłędnym w rundzie zasadniczej Lambertem.
Chwilę przed wyjazdem na finałowy bieg Bartosz Zmarzlik uklęknął w swoim boksie, potem ucałował niebieski kask i ruszył z nadzieją na wygraną. Po lewej ręce miał bezbłędnego w rundzie zasadniczej Roberta Lamberta, po prawej Brady'ego Kurtza. Po starcie Polak "ograł" oby rywali i kiedy wydawało się, że pomknie po wygraną, to nagle drugi bieg włączył Anders Thomsen, potem wyprzedził go też Lambert, ale nie Kurtz. Zmarzlik skończył jednak trzeci i powiększył przewagę na Kurtzem w przejściowej klasyfikacji do 5 punktów. To niczego nie przesądza, ale zwiększa komfort Zmarzlika. Ważne jest też to, że Polak poprawił też bilans bezpośrednich pojedynków z Kurtzem z 14:17 na 16:17.













