Potwierdzają się niebywałe doniesienia ws. mistrza świata. Szykuje się niezły skandal
Dzika karta na Grand Prix 2026 dla Taia Woffindena poruszyła środowisko. Część kibiców i ekspertów przymknęła oko, doceniając zasługi, ale większość nie zostawiła suchej nitki na pomyśle i decyzji Mayfield Sports, promotora cyklu. Tymczasem z obozu Woffindena docierają niepokojące wieści. Od osób z bliskiego otoczenia mistrza słyszymy wprost, że szykuje się naprawdę niezły skandal przed inauguracją GP w Landshut.

Mayfield Sports narobiło ogromnego zamieszania, ogłaszając dzikie karty na Grand Prix 2026. Wielu fanów cyklu wyłaniającego mistrza świata łapało się za głowy widząc na liście nazwisko Taia Woffindena. Widzieli w tym świetny marketingowy chwyt, ale nic więcej. Woffinden przed sezonem 2025 doznał makabrycznej kontuzji i sezon spędził w szpitalach i gabinetach fizjoterapeutów. Mało tego, Stal Rzeszów nie chciała z nim przedłużyć kontraktu, uzasadniając to tym, że nie jest pewna, czy zawodnik będzie gotowy do jazdy.
Niepokojące doniesienia z bliskiego otoczenia Woffindena
Dziś wieści ws. Woffindena są nieco bardziej optymistyczne. Zawodnik już poinformował trenera Moonfin Malesy Ostrów, w której ma startować w 2026, że do jazdy będzie gotowy już od pierwszego treningu. Z naszych informacji wynika jednak, że bardzo szybko mogą się jednak pojawić poważne problemy. Liga rusza 4 kwietnia i wtedy Woffindena powinniśmy zobaczyć na starcie. Jednak majowa inauguracja Grand Prix stoi pod poważnym znakiem zapytania.
Od osób z bliskiego otoczenia mistrza świata słychać wprost, że zawodnik fizycznie jest bardzo słaby i trudno będzie mu te zaległości nadrobić w miesiąc, czy dwa. Nic dziwnego. Przecież przez pół roku nie robił nic i choćby teraz stawał na głowie, to pewnych spraw nie przeskoczy. A to oznacza, że Woffinden najpewniej nie będzie w stanie podołać startom w lidze i w Grand Prix. Spekuluje się, że z GP może się wycofać na krótko przed pierwszym turniejem. Już pierwsze ligowe starty powiedzą mu, na ile go stać.
Woffinden nie będzie miał wyjścia
Przed inauguracją GP w Landshut Moonfin Malesa ma zaplanowane trzy ligowe spotkania. To będzie wystarczający materiał dla Woffindena. Jego znajomi mówią, że jeśli zachowa zdrowy rozsądek, to po tych trzech meczach wycofa się z Grand Prix. Po prostu zrozumie, że nie ma sensu jeździć w ogonie i rozmieniać swojej sławy na drobne. Trzy tytuły mistrza świata zobowiązują.
Zresztą decyzja o starcie w GP już na "dzień dobry" będzie skutkować tym, że 2 maja Woffinden pojedzie na otwarcie cyklu w Landshut, a następnego będzie musiał się bić o punkty dla Ostrowa w hicie kolejki z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Jeśli wierzyć informacjom o kiepskiej kondycji fizycznej, to temu zadaniu zdecydowanie nie podoła.
Parnicki tylko na to czeka
Woffinden bardzo szybko zderzy się ze ścianą. Z jednej strony będzie miał bowiem zobowiązania wobec polskiego klubu, który płaci mu duże pieniądze (minimum 600 tysięcy złotych za podpis i 6 tysięcy za punkt plus sponsorskie bonusy), a z drugiej będzie Grand Prix, do którego zawodnicy muszą dokładać. Premie, jakie żużlowcy dostają za miejsca w poszczególnych turniejach, w żaden sposób nie rekompensują wydatków poniesionych na sprzęt, hotele i dojazdy.
Tymczasem na decyzję Woffindena czeka Nazar Parnicki. Mistrz świata juniorów jest pierwszym rezerwowym cyklu. I jest gotowy na jazdę w GP. Ma dobre silniki od Ashleya Hollowaya i Petera Johnsa, ma też ogromny talent i zapał. Nominacja dla Ukraińca miałaby też symboliczne znaczenie. Dodajmy, że federacja sportów motocyklowych jest jedną z nielicznych, która mocno opiera się idei powrotu Rosjan do sportu.












