Polski show na niemieckiej ziemi. Debiutant przyćmił faworytów
Daniel Bewley zrobił show w rundzie zasadniczej. Anglik wygrywał biegi jedną ręką. Ewidentnie pomogło mu to, że w piątek pojechał na torze w Landshut w półfinale DPŚ. Bartosz Zmarzlik, choć z kłopotami też awansował do wielkiego finału. Radość polskich kibiców była tym większa, że w tym finale nie było Brady'ego Kurtza. Tego ostatniego wyrzucił z finału Kacper Woryna. I to on, polski debiutant, okazał się sensacyjnym zwycięzcą inauguracyjnej rundy GP w niemieckim Landshut.

Baliśmy się tego Grand Prix mimo świetnego wejścia Bartosza Zmarzlika w ligowy sezon. W głowie jednak mocno siedziało nam pięć ostatnich wygranych turniejów Brady'ego Kurtza na finiszu poprzedniego cyklu. Finalnie Polak wygrał złoto o punkt.
Polski wynalazek w motocyklu Zmarzlika
Po trzech seriach kamień jednak spadł nam z serca. Zmarzlik co prawda nie wygrał żadnego z trzech biegów (uciekali mu kolejno Jack Holder, Daniel Bewley i Kacper Woryna), ale zbierał punkty (ta stabilność i regularność jest jego największą bronią od 2018 roku), no i pokonał w bezpośrednim starciu Kurtza. I to po bardzo słabym starcie. Plusów było jednak więcej. Zmarzlik był szybki na trasie i z 6 punktami czekał na dwa starty z korzystniejszych, wewnętrznych pól startowych.
Warto dodać, że Zmarzlik korzystał w tym turnieju ze swojego nowego wynalazku polskiej produkcji (części dostarczył były żużlowiec Marcel Kajzer, oprogramowanie zrobił Szymon Koschel) - tyrystora połączonego z aplikacją na smartfona. Dzięki temu Zmarzlik mógł tak zaprogramować swój motocykl, by ten miał jak najlepsze osiągi. I mimo braku trójki w pierwszej fazie zawodów widać było, że to całkiem nieźle działa. Po prostu na więcej nie pozwalały pola startowe i trasa (dziurawy i trudny tor nie nadawał się do ścigania i wyprzedzania). Inna sprawa, że Bartosz przesadnie nie szalał, mając pewnie z tyłu głowy, że dwa ostatnie biegi rundy zasadniczej jedzie z pierwszego pola.
Zmarzlik z kłopotami, ale z bezpośrednim awansem do wielkiego finału
Plany Zmarzlika postanowił pokrzyżować dyrektor cyklu Phil Morris, który przed jego czwartym startem zarządził trwające pół godziny prace torowe. - Jest, jak jest. Speedway Grand Prix - komentował wyraźnie poirytowany Zmarzlik i choć w czwartej serii czwarte pole nadal był dobre, to akurat w tej części zawodów stało się mocno pechowe. Żaden ze startujących z niego zawodników nie wygrał, a Zmarzlik dołożył czwartą dwójkę, bo na pierwszym łuku dał się ograć Frederikowi Lindgrenowi.
Tak, jak Morris zaszkodził Zmarzlikowi, tak pomógł mu Robert Lambert. Anglik w piątej serii wygrał z Kurtzem i dzięki temu Zmarzlik z jedną trójką awansował bezpośrednio do wielkiego finału. Przed tym ostatnim wyścigiem rundy zasadniczej Zmarzlik miał 11 punktów, a Kurtz 8. Gdyby jednak Australijczyk wygrał, to zrównałby się punktami z Polakiem i zepchnął go na trzecie miejsce, bo miałby więcej trójek. A bezpośredni awans do finału zapewnia sobie tylko dwóch najlepszych. Na szczęście dla Zmarzlika, Lambert w tym wyścigu był bardzo szybki i zdeterminowany.
Kapitalna końcówka Kacpra Woryny
Gdzieś obok emocji związanych z rywalizacją Kurtza ze Zmarzlikiem oglądaliśmy kapitalną akcję Kacpra Woryny. Polski debiutant mimo jednego wykluczenia za taśmę w fazie zasadniczej wykonał plan, wchodząc do biegu ostatniej szansy i tam wyrzucił Kurtza z finału zamykając go na starcie. I to pomimo tego, że Kurtz miał lepsze, pierwsze pole startowe. Woryna tą akcją potwierdził, że jest u progu sezonu w świetnej formie. W lidze wyższą średnią od Woryny ma tylko Zmarzlik.
Do finału nie udało się awansować Patrykowi Dudkowi i Dominikowi Kuberze, ale obaj mieli swoje momenty i wygrane biegi. Trzeba jednak przyznać wprost, że przed ich startem w biegu ostatniej szansy nie można było mieć wielkiej nadziei na to, że Polacy poradzą sobie z Lambertem.
A finał był spełnieniem naszych najskrytszych marzeń. Woryna rozochocony ograniem Kurtza poradził sobie także z Bewleyem i pomknął po wygraną. 60 lat temu Antoni Woryna, dziadek Kacpra zdobył pierwszy, brązowy medal MŚ dla Polski. Wnuk ma szansę pójść w jego ślady. Jednak Kacper, choć po zawodach był wniebowzięty, studził nastroje i przytomnie zwracał uwagę na to, że jeszcze 9 rund do końca.
Niewiele brakowało, a drugi byłby Zmarzlik. Jednak Bewley nie odpuścił i mistrz ostatecznie zakończył na trzecim miejscu. Już teraz Zmarzlik może jednak mówić o kapitalnym starcie sezonu.
Wyniki GP Niemiec:
1. Kacper Woryna 8+3 (1, 2, 3, t, 2, 3)
2. Daniel Bewley 15 (3, 3, 3, 3, 3, 2)
3. Bartosz Zmarzlik 11 (2, 2, 2, 2, 3, 1)
4. Robert Lambert 9+3 (3, 1, 0, 2, 3, 0)
5. Fredrik Lindgren 8+2 (1, 2, 1, 3, 1)
6. Jason Doyle 7+2 (1, 3, 0, 2, 1)
7. Patryk Dudek 9+1 (3, 0, 2, 1, 3)
8. Jack Holder 7+1 (3, 1, 2, 0, 1)
9. Brady Kurtz 10+0 (2, 3, 0, 3, 2)
10. Dominik Kubera 6+0 (0, 3, 2, 1, 0)
11. Nazar Parnicki 6 (1, 0, 3, 1, 1)
12. Andrzej Lebiediew 6 (2, 1, 1, 0, 2)
13. Norick Bloedorn 6 (0, 1, 1, 2, 2)
14. Max Fricke 5 (0, 2, 0, 3, 0)
15. Michael Jepsen Jensen 4 (0, 0, 3, 1, 0)
16. Leon Madsen 3 (2, 0, 1, 0, 0)
17. Kevin Woelbert 0 (0)












