Niebywałe, co zrobił polski gwiazdor. Zmarzlik tylko patrzył z zazdrością
Żużlowa Reprezentacja Polski wróciła ze zgrupowania w Hiszpanii. Tym razem obyło się bez skandali (rok temu na Malcie była ucieczka Macieja Janowskiego), ale mieliśmy za to wielkie sportowe emocje i pokaz mocy jednego z największych talentów polskiego żużla. I nie chodzi o Bartosza Zmarzlika, bo ten mógł się tylko z zazdrością przyglądać popisom kolegi. I chyba miał uczucie deja vu, bo kiedyś już to grali.

Gdyby nie nominacja na kapitana zespołu, to doniesienia ze zgrupowania Żużlowej Reprezentacji Polski w Hiszpanii byłyby wolne od Bartosza Zmarzlika. 6-krotny mistrz świata znalazł się w cieniu innego zawodnika. Tego już dawno nie było.
To on rządził w Hiszpanii. Zmarzlik przyglądał się z zazdrością
Zmarzlika skasował w Hiszpanii Piotr Pawlicki. 31-latek rządził na trasach kolarskich (to on pociągnął za sobą grupę, gdy zdobywała kultowy podjazd kolarski Coll de Rates) i na torze kartingowym, gdzie wygrał przed Patrykiem Dudkiem i Kacprem Woryną. W Benidorm zobaczyliśmy takiego Pawlickiego, jakiego chcielibyśmy ujrzeć na żużlowych torach. Zaangażowanego, zdeterminowanego, pracowitego i szybkiego.
Pawlicki w Hiszpanii zachowywał się tak, jakby od tego zgrupowania zależało to, czy pojedzie w finałach DME i DPŚ. Ten drugi ma się odbyć na PGE Narodowym i już teraz mówi się, że to będzie najważniejsza jak dotąd impreza żużlowa XXI wieku. I pewnie, gdyby selekcjoner Stanisław Chomski miał rozesłać powołania mając w pamięci obrazki z Benidorm, to Pawlicki znalazłby się w ścisłej kadrze.
A jednak to nie były plotki. Piotr Pawlicki dojrzał
Swoją drogą, to potwierdzają się docierające do nas od pewnego czasu informacje o Pawlickim, że się zmienił, że dojrzał, że młodzieńcza fantazja i ułańskie szarże ustąpiły takiemu bardzo dojrzałemu podejściu do sportu. Pawlicki już jakiś czas temu zaczął biegać maratony, a od dwóch lat widać, że ta jego dyspozycja rośnie. Sezon 2024 w Falubazie był jeszcze taki mocno w kratkę, ale już ten 2025 we Włókniarzu był eksplozją świetnej formy. Nic dziwnego, że znalazł się w kadrze na finał Speedway of Nations 2025. Niektórzy żałują nawet, że nie pojechał. Zmarzlik pogubił się w trakcie zawodów, Dudek miał upadek, więc okazja była.
Były trener kadry Rafał Dobrucki wtedy jednak nie zaryzykował. Inna sprawa, że Pawlicki chyba nie bardzo chciał wyjeżdżać na tor na samą końcówkę. Być może nie był pewny siebie. Być może czuł, że odpowiedzialność jest ogromna, a on nie jest rozgrzany, nie wie, co dzieje się z torem i lepiej będzie, jeśli koledzy dokończą zadanie. W każdym razie Hiszpania pokazała inne oblicze Pawlickiego.
Selekcjoner rozpływał się w zachwytach
To wszystko oczywiście musi cieszyć kibiców i selekcjonera Stanisława Chomskiego. - Tam jest potencjał. To nietuzinkowa osobowość. Dynamiczna, barwna, w pełni sobie na to powołanie zasłużył - mówił Chomski zaraz po wysłaniu powołania i pierwszej rozmowie z Pawlickim, a teraz pewnie tylko się w tym dobrym zdaniu na temat zawodnika utwierdził.
Chomski zna zresztą Pawlickiego, jak mało kto. Kiedy Zmarzlik stawiał pierwsze kroki w Stali Gorzów prowadzonej przez Chomskiego, to Pawlicki był jego głównym rywalem w juniorskich zawodach. I tam leciały iskry, bo Pawlicki miał w sobie to coś i często wygrywał ze Zmarzlikiem. Później jednak Pawlicki zaczął rozmieniać się na drobne, a Zmarzlik ciężką pracą doszedł do sześciu tytułów. W Hiszpanii Zmarzlik mógł sobie przypomnieć te czasy, kiedy miał na krajowym podwórku godnego konkurenta. Reprezentacja Polski potrzebuje obu panów w świetnej formie, bo od tego mogą zależeć losy złotego medalu dla ŻRP w finale DPŚ.











