Mateusz Wróblewski, Interia: Bartosz Zmarzlik miał trzy punkty przewagi przed turniejem we Wrocławiu i tyle też pozostanie przed turniejem w Vojens. To zwiastuje duże emocje w Danii.
Piotr Protasiewicz, menedżer Falubazu Zielona Góra: - Na pewno tak. Cały cykl w tym sezonie opiewa w emocje. Uważam, że Bartosz Zmarzlik jest w jednej ze swoich najlepszych dyspozycji, jak nie najlepszej, a ma godnego rywala w postaci Brady'ego Kurtza.
Przy trzech punktach przewagi możemy mówić o jakimkolwiek spokoju u Bartka Zmarzlika?
- To tylko trzy punkty i aż trzy punkty. Wynik jest sprawą otwartą. Nie martwię się o nerwy Bartka, bardziej o to, że marginesu błędu już nie ma. Pomyłka może spowodować, że przewaga zostanie zminimalizowana bardzo szybko. To jednak dobrze dla żużla, że wszystko rozstrzygnie się w ostatniej rundzie, a być może i ostatnim wyścigu. Lepiej, że Bartek ma przewagę trzech punktów, niż analogiczną stratę. Zadecyduje dyspozycja dnia.
Żużel. To najlepsza wersja Bartosza Zmarzlika od wielu lat
Wysnułem teorię, że Bartoszowi Zmarzlikowi nie mogło przytrafić się nic lepszego, niż Brady Kurtz w takiej formie. Dzięki temu i Zmarzlik musi się wspinać na Everest swoich możliwości.
- Bartek jest w genialnej formie, ale nie dzięki Brady'emu Kurtzowi. Ma godnego rywala i to fakt. Gdyby nie Brady Kurtz, od dwóch rund znalibyśmy już mistrza świata. Trzymam kciuki za naszego rodaka, ale musi się wspiąć na wyżyny umiejętności żeby obronić przewagę.
Gdyby to pan był w skórze Bartka Zmarzlika, wybrałby pan pole A na finałowy wyścig?
- Wybór się broni. Ciężary zaczęły się na dojeździe do pierwszego łuku, bo Bartek stracił płynność jazdy. Gdyby w pierwszym łuku przymknął Holdera i Bewley'a, miałby do złapania tylko Kurtza. Potoczyło się tak, że Zmarzlik musiał rywalizować z Danem, a Brady Kurtz miał pustą drogę przed sobą i mógł odskoczyć. I tak na metę zawodnicy wpadli prawie równo. Gdyby nie sytuacja z pierwszego łuku, Bartek złapałby Australijczyka.
Żużel. Niecodzienna sytuacja Jana Kvecha. Takie wykluczenia się nie zdarzają
Okiem eksperta, co się stało z ekwipunkiem Jana Kvecha? Takie wykluczenia się praktycznie nie zdarzają.
- To zwykły pech. Nie znam tak dogłębnie przepisów, ale widocznie musiało się tak stać. Pękł mu tłumik, to siła wyższa i nic z tym nie możemy zrobić. Podejrzewam, że regulamin mówi o tym, że motocykl powinien być sprawny technicznie w trakcie wyścigu. Sprzęt Janka sprawny nie był, stracił sprawność. Na pewno dzięki temu tłumikowi Janek szybciej nie jechał i nie miał z tego żadnej korzyści, ale punkty mu zabrano.













