Czarny weekend Zmarzlika. To daje do myślenia, selekcjoner ogłasza
Za nami pracowity weekend Bartosza Zmarzlika. Polski mistrz w piątek jeździł w Gorzowie, w sobotę w Łodzi, a w niedzielę w Ostrowie. W każdym z trzech turniejów mierzył się z Bradym Kurtzem, który w tym roku chce strącić Zmarzlika z żużlowego tronu. I patrząc na liczby ostatniego weekendu, można się obawiać, że to mu się uda. Tak czarnego weekendu na wejściu w sezon Zmarzlik nie miał nigdy. - Wyniki Bartka dają do myślenia - przyznaje selekcjoner kadry Stanisław Chomski.

Zaczęło się od piątkowego Memoriału Edwarda Jancarza na dobrze znanym Bartoszowi Zmarzlikowi w Gorzowie. Wszyscy spodziewali się, że mistrz będzie rozdawał karty, a nawet nie wszedł do finału, przegrywając półfinał z Oskarem Paluchem i Mathiasem Pollestadem.
Zmarzlik bez turniejowej wygranej. Przegrywa z Kurtzem na punkty
W sobotę mieliśmy powtórkę w finale IMME. Znów przegrany półfinał i dopiero piąte miejsce. Na podium Zmarzlik wskoczył dopiero w niedzielnym turnieju Speed Masters. Problem w tym, że w tych zawodach przegrał oba biegi z Bradym Kurtzem. To samo było zresztą w sobotę, choć tam przegrał z Kurtzem tylko raz.
A wszyscy patrzyli na turnieje właśnie przez pryzmat zbliżającej się walki o złoto. Rok temu Kurtz przegrał Grand Prix o 2 punkty, więc teraz znów zaatakuje. I właśnie zyskał psychologiczną przewagę nad Zmarzlikiem, bo wygrał trzy z czterech biegów z Polakiem, a w dwóch z trzech turniejów, w których wspólnie startowali, zajął wyższe miejsce. - To są fajne statystyki dla koneserów i dziennikarzy - mówi nam trener kadry Stanisław Chomski, by jednak po chwili dodać. - To na pewno daje do myślenia.
Selekcjoner tłumaczy porażki Zmarzlika
- Gdybyśmy jednak rozebrali ten ostatni weekend na detale, to moglibyśmy dojść do zaskakujących wniosków. Zmarzlik miał mniej szczęścia niż Kurtz. W IMME karty rozdawała maszyna startowa. Przez to Zmarzlik przegrał półfinał. A kiedy Kurtz jechał trzeci wskutek awarii maszyny, to powtórzono bieg - zauważa Chomski.
Selekcjoner zwraca też uwagę na to, że jednak mamy czas testów i poszukiwań. - Zmarzlik w tych ostatnich turniejach próbował rozwiązań, które mogły okazać się skuteczne. Stało się inaczej, ale ta nauka nie pójdzie w las - przekonuje Chomski, jakby czarny weekend Zmarzlika i brak choćby jednego zwycięstwa w trzech turniejach nie zrobił na nim wrażenia.
Chomski ma swoje wnioski. Na to zwraca uwagę
- Ja to widzę tak, że obaj, czyli Zmarzlik i Kurtz, są na starcie sezonu mocni. Bartosz w żadnych z turniejów nie zszedł poniżej 12 punktów, wygrywał większość biegów, więc już ma wszystko, czego potrzebuje, by kolejny raz zwyciężyć w Grand Prix. Nie wiem oczywiście, czy to się uda, ale forma Zmarzlika wydaje się stabilna, a to jest bardzo ważne. Kiedyś Loram został mistrzem świata, nie wygrywając żadnego turnieju - przypomina selekcjoner.
Zmarzlik raczej jednak nie może liczyć na powtórkę z Lorama. Pamiętamy, jak Kurtz zdominował drugą część sezonu Grand Prix 2025, jak wygrał kilka turniejów z rzędu, a Zmarzlik bronił przewagi, zajmując miejsca tuż za jego plecami. Wtedy mógł sobie na to pozwolić, bo miał przewagę z wiosny. A te ostatnie turnieje pokazują, że tym razem Kurtz chce wejść mocno w sezon. - Niemniej Bartek nie boi się tej konfrontacji. Pokazał to, jadąc wszędzie tam, gdzie jest Kurtz. I choć liczby lepsze ma Kurtz, to ja uważam, że dopiero pierwsza runda Grand Prix w Landshut wszystko zweryfikuje - kwituje Chomski, dodając, że Zmarzlik ma swoje atuty, czyli doświadczenie i fakt, że jest długodystansowcem.












