Cyrk wokół mistrza świata. Zachodzi w głowę. "Czemu to miało służyć?"
Tai Woffinden jeszcze w styczniu nabijał się z polskich mediów, które informowały o tym, że Brytyjczyk nie wystartuje w Grand Prix. Teraz jednak trzykrotny mistrz świata oficjalnie poinformował o rezygnacji z jazdy w cyklu. - Nie wiem, czemu to wszystko miało służyć? Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni samą nominacją - przyznaje Jacek Frątczak w rozmowie z Interia Sport. 35-latek wraca w tym roku po niemalże dwóch latach przerwy od poważnego ścigania.

W styczniu Interia Sport informowała, że Tai Woffinden nie wystartuje w Grand Prix, a jego miejsce zajmie Nazar Parnicki. Brytyjczyk wyśmiał te doniesienia, które finalnie okazały się prawdą. - Chyba wszyscy byliśmy zaskoczeni samą nominacją - mówi nam Jacek Frątczak.
Niezrozumiała decyzja promotora cyklu Grand Prix
- Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę kwestie zdrowotne i brak jazdy, zacytuję klasyka: "co autor miał na myśli"? To była zupełnie niezrozumiała decyzja. Mówiąc wprost, większość obserwatorów mimo wszystko zakładała taki scenariusz, w którym Tai nie wystąpi w cyklu. Nie wiem, czemu to wszystko miało służyć? Absolutnie nie odbieram Taiowi osiągnięć sportowych, znam go też bardzo dobrze, kiedy dopiero zaczynał w polskiej lidze, by następnie kibicować mu, gdy walczył o życie - podkreśla były menadżer.
Stała dzika karta wręczona Woffindenowi przez nowego promotora z Wysp Brytyjskich była ogromnym zaskoczeniem. Trzykrotny mistrz świata ostatnie oficjalne zawody odjechał bowiem w czerwcu 2024 roku. Nomen omen właśnie w Grand Prix, kiedy to na gorzowskim torze upadł tak niefortunnie, że poważnie złamał łokieć. Następnie w marcu 2025 roku brał udział w makabrycznym wypadku w Krośnie, doznając licznych złamań. Wtedy jego dalsza kariera stanęła pod dużym znakiem zapytania.
Przed Parnickim wielkie wyzwanie
Woffinden chce wrócić do poważnego żużla. Podpisał nawet dwuletni kontrakt w Ostrowie. I choć od samego początku wiele cenionych osób w środowisku żużlowym odradzało mu potencjalną jazdę w cyklu, oficjalnie poinformowano o tym dopiero teraz. - Szkoda, że pewnych rzeczy dowiadujemy się z tak wyraźnym opóźnieniem. Planowanie startów w Grand Prix diametralnie różni się od przygotowań do jazdy nawet w PGE Ekstralidze. Skoro podjął taką decyzję, to najwidoczniej zdaje sobie sprawę z tego, jakie wyzwania niesie za sobą jazda w cyklu. Nie czuł się pewnie do końca na siłach - twierdzi.
Miejsce Woffindena zajmie Parnicki. Do Ukraińca wcześniej miały docierać pewne przesłanki, przez co ten uzbroił się sprzętowo po zęby oraz zaczął rozmawiać pod tym kątem ze sponsorami. - Mam nadzieję, że kandydat w miejsce Woffindena będzie w stanie ogarnąć to logistycznie. Zakładam, że tak się właśnie wydarzyło i nikt nie został w ten sposób nieco pokrzywdzony - kwituje.











