Były rywal Zmarzlika stracił nadzieję. Koniec złudzeń, brakuje prawie pół miliona
Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie Emil Sajfutdinow nie może startować w cyklu Grand Prix. Rosjanie będą mogli wrócić do mistrzostw świata dopiero, gdy dobiegnie ona końca. - Emil nie ma już nadziei - przyznaje menadżer Tomasz Suskiewicz w podcaście "Mówi się żużel". Problemem ma być nie tylko konflikt i upływający czas, ale przede wszystkim budżet. Sajfutdinow, chcąc walczyć o złoty medal, potrzebuje dodatkowych 100 tysięcy euro. - Trochę przesadzają. Jestem przekonany, że stałby na podium - mówi Jan Krzystyniak w rozmowie z Interia Sport.

- Emil nie ma już nadziei. Wydaje mi się, że już nie wróci. Podstawą jest koniec wojny i niech tak się stanie, bo ludzie tracą życie. To jest poza wszelką dyskusją. Jednak wracać do GP za co najmniej dwa lata, kiedy będziesz miał 38, 39 lat? Trzeba budować wszystko od początku. Poza tym zbuduj budżet, który powinien wzrosnąć o około 100 tysięcy euro - wyjaśnia Tomasz Suskiewicz w rozmowie z Jackiem Dreczką.
Emilowi brakuje niemal pół miliona złotych. "Nikt nie zwiększy swojego wsparcia"
Wszystko na to wskazuje, że 3-krotny brązowy medalista mistrzostw świata nie wróci już do Grand Prix i nie zdobędzie już złotego krążka. - Kogo namówisz z polskich sponsorów? Nie możesz obciążyć ludzi, którzy nam teraz pomagają. Nikt nie zwiększy swojego wsparcia o taką kwotę. A z Rosji? No nie ma takiej opcji - tłumaczy menadżer, mechanik i przyjaciel Sajfutdinowa.
Kwestie polityczne i sportowe stają na drodze do realizacji największego celu 36-latka. Sportowo to nadal zawodnik ze ścisłej czołówki światowej. - Według mnie te słowa są trochę na wyrost. Emil to jeden z najlepszych zawodników na świecie. Jako człowiek i zawodnik prowadzi się wzorowo. Trochę przesadzają. Dwa lub trzy lata to nie jest też tak duży szmat czasu. Trochę nie rozumiem tych obaw, bo nie wierzę, że wszyscy zawodnicy starający się o awans do cyklu dysponują największymi budżetami. Robią jednak wszystko, żeby się tam dostać - twierdzi Jan Krzystyniak.
Odpowiada menadżerowi Sajfutdinowa. "Nadal mógłby walczyć o złoto"
Były reprezentant Polski zauważa, że nawet bez tych środków byłby w stanie powalczyć z Bartoszem Zmarzlikiem. - Nigdy się nie przekona, jeżeli nie spróbuje. Czy to pół miliona złotych to aż tak dużo? Dla zwykłego śmiertelnika oczywiście, że tak, ale trzeba spojrzeć na to w innej skali. Myślę, że byłby w stanie znaleźć brakujące środki, a nawet jeśli nie, to nadal swoim poziomem sportowym mógłby walczyć o złoto - uważa.
Sajfutdinow w ostatnim roku startów w cyklu był trzecim zawodnikiem świata. Wracając później po roku przerwy do rozgrywek ligowych, był kolejno drugim, szóstym i dwunastym żużlowcem PGE Ekstraligi, która zdaniem wielu ekspertów jest silniejsza od mistrzostw świata. - Gdyby Emil w 2026 roku wystartował w Grand Prix, byłby na podium. Jestem przekonany, że tak by się stało, biorąc pod uwagę formę obecnych zawodników cyklu oraz dyspozycję Emila - argumentuje.
- Wciąż jednak spekulujemy, a najważniejszym czynnikiem jest zakończenie wojny. Od początku nie wierzyłem, że ten konflikt skończy się szybko. Wówczas mówiłem, że to potrwa nawet kilka lat i dużo się nie pomyliłem. Niestety, niedługo wybiją cztery lata - kwituje Krzystyniak.












