Będzie wielki powrót po latach. Polak do wszystkiego się przyznał
Kilka lat temu Patryk Dudek dokonał największej zmiany. Jego ojciec, Sławomir Dudek opuścił team polskiego mistrza świata. - Układ przestał funkcjonować. Potrzebne było nowe spojrzenie. - mówi 33-latek w Gazecie Pomorskiej. Roszada była zaskakująca, bo ojciec Dudka towarzyszył mu właściwie od początku kariery. Zawodnik PRES Toruń wrócił jednak do cyklu Grand Prix i teraz zapowiada powrót po latach.

Nie byłoby Patryka Dudka w tym miejscu, gdyby nie jego ojciec Sławomir. Kilka lat temu opuścił on szeregi swojego syna. I choć nadal jeździ za nim na zawody, to już nie tak często i nie przebywa w trakcie zawodów w parku maszyn. Teraz już wszystko jasne.
Będzie wielki powrót Sławomira Dudka
- W pewnym momencie przestaliśmy rozumieć żużel i zaczęliśmy się gubić, ten układ po prostu przestał funkcjonować - tłumaczy Patryk. Ówczesny zawodnik Falubazu Zielona Góra w poszukiwaniu formy rotował nie tylko silnikami, ale także osobami w teamie. U jego boku pojawił się choćby Marek Hućko. Od czerwca 2023 roku korzysta z rad Dariusza Sajdaka, z którym znaleźli sposób na wygrywanie. W przyszłym roku należy się jednak spodziewać wielkiego powrotu.
- Potrzebne było nowe spojrzenie, pojawił się Marek Hućko, potem Darek Sajdak. Pojawiły się również nowe obostrzenia i nie ma miejsca dla więcej niż trzech osób w teamie. Myślę jednak, że na Grand Prix tata będzie ze mną jeździł. Potrzebuję kogoś się poradzić, a z nim łatwiej mi pogadać niż z chłopakami z teamu. Inaczej się rozumiemy, a tata często widzi coś, czego inni nie dostrzegają - zauważa Dudek.
Dudek nie przedłużyłby kontraktu do 2027, gdyby nie Piotr Baron
Za Dudkiem, jak i za jego obecną drużyną z Torunia bardzo dobry sezon. "Apator" przerwał po trzech zwycięstwach z rzędu panowie Orlen Oil Motoru Lublin. Dudek był jednym z architektów tego sukcesu. To przede wszystkim na nim mógł polegać trener Piotr Baron. Mowa przecież o drugim najskuteczniejszym zawodniku PGE Ekstraligi. Statystycznie przegrał z Bartoszem Zmarzlikiem, ale na gali to on zgarnął statuetkę dla najlepszego polskiego żużlowca.
- Mógłbym teraz przytaknąć i powiedzieć "tak, było super", ale lubię też pogadać o drugiej stronie medalu i powiem, że nie zawsze wcale było kolorowo. Znowu wracamy do wyniku: wygrywaliśmy, było widowiska, nie było tak wiele punktów zapalnych, więc trochę to wszystko samo dobrze się układało. Toruń jako miasto też zaczął bardzo żyć żużlem. Ale jak ta drużyna zachowa się w trudniejszych momentach, to się dopiero przekonamy - zauważa 33-latek.
Polak jakiś czas temu przedłużył kontrakt w Toruniu. Kluczem w rozmowach negocjacyjnych była osoba Piotra Barona. - Jest tak dobrze u nas, bo jest trener Piotr Baron. Nie przedłużyłbym kontraktu w Toruniu aż do 2027 roku, gdybym nie miał pewności, że dalej będę z nim współpracował. Wszyscy chyba dla niego zostaliśmy na kolejne dwa lata, bo dla zawodników to gwarancja, że będzie stabilnie i przewidywalnie - kwituje.












