Jeden z kibiców wysłał nam filmik z finałowego biegu w Workington. Młodzi zawodnicy długo ustawiali się pod taśmą, ale kiedy ta wystrzeliła w górę, to nie było czego zbierać. Bartosz momentalnie wyskoczył i już na dojeździe do łuku zbudował przewagę, a potem ją tylko powiększał. W pewnym momencie miał przewagę niemal całej prostej. Kiedy mijał linię mety, to rywale byli na łuku.
"Straszny z niego walczak", mówi dumny tata
- Jak byli żużlowcy, widzieli syna w akcji, to mówili o nim, że dużo myśli na torze i że straszny z niego walczak. W tym finale nie musiał jednak włączać tego trybu. Wygrywał wszystko ze startu - mówi nam tata zawodnika, z którym rozmawialiśmy, kiedy zatrzymał się w drodze powrotnej w hotelu w Anglii. - Wyjazd do Workington, to cała wyprawa. Z Rybnika do Calais 1350 kilometrów, potem prom na Wyspy i jeszcze 700 kilometrów z Dover - wyjaśnia nam Bartkowiak.
Wróćmy jednak do zawodów. Bartek nie był murowanym kandydatem do złota. Liczyli się jeszcze dwaj inni Polacy: Sawin Turowski i Marcel Zwierzyński oraz mistrz SGP4 Blake Schlein. - Ostrzegano nas jeszcze przed Anglikami. Mówiono, że mają szybki i dobrze spasowany sprzęt na ten tor. A jednak mieliśmy lepszy od nich - cieszy się tata zawodnika.
Młodszy brat mistrza świata, to "niezły harpagan"
Ten lepszy sprzęt, swoje kosztował. Jeden motocykl do ścigania w klasie 125cc kosztuje 18 do 20 tysięcy. Świeżo upieczony mistrz miał w Workington dwa takie motocykle i jeszcze jeden zapasowy silnik. - Pojawili się ludzie z zewnątrz, który nas zauważają i pomagają nam. Bez tej pomocy byłoby ciężko - wzdycha pan Paweł, dodając po chwili. - Ja mam jeszcze to nieszczęście, że drugi syn, który ma 8 lat, też chce jeździć. Młody to też jest niezły harpagan, ale jeszcze ma czas. Licencję zdaje się w wieku 10 lat, zobaczymy, co się wydarzy do tego czasu.
U Bartka też wszystko się zaczęło, jak miał 8 lat. - Dokładnie osiem i pół. Sąsiada mieliśmy, który cały czas mówił, że jeździ, że jest żużlowcem. Bartek chłonął te opowieści i męczył mnie i żonę. Ten sąsiad już nie jeździ, bo miał wypadek i skończył nawet jeszcze przed licencją, a Bartek rok temu znalazł się w kadrze Polski, został wicemistrzem Europy, a teraz mistrzem świata - podkreśla dumny ojciec.
Żużlowe tradycje i przyjaźń z rodziną Franka Szczyrby
Żużlowe tradycje są w rodzinie Bartkowiaków. - Bratem mojej babci był Bogdan Berliński, a Mirosław Berliński to kuzyn mojego taty - mówi nam tata mistrza, a my wyjaśnijmy, że Bogdan zdobywał mistrzowskie tytuły z wielką drużyną Górnika Rybnik. Natomiast Mirosław to postać doskonale znana kibicom Wybrzeża Gdańsk.
Nie sposób nie wspomnieć też o tym, że rodzina Bartkowiaków trzyma z rodziną Franciszka Szczyrby, który też został mistrzem świata w wieku 12 lat, a w tym roku wygrał SGP3. - Jak tylko mam możliwość, to jeżdżę z nimi na zawody. Jak byliśmy na mistrzostwach Europy, to nie było za wiele miejsca w pokoju hotelowym i spałem z mistrzem świata - śmieje się Bartkowiak, wyjaśniając, że jego współpraca ze Szczyrbami to koleżeńska pomoc. - Przy okazji podpatrujęi się uczę. Przyjaciółmi jesteśmy. Markowi, tacie Franka, już powiedziałem, że ma trzy tytuły, bo dwa z Frankiem, a ten Bartka to też jego rady.
"Wydawało się, że to koniec"
Tata mistrza mówi nam też o trudnym momencie w krótkiej karierze syna. - Rok temu zaczęliśmy się ścigać, a on od pierwszych zawodów był w stanie rywalizować z najlepszymi. Po sezonie pojechaliśmy na cross i złamał kość prawego uda. Mnie się wydawało, że to koniec. Tu bym chciał podziękować Marcinowi Momotowi (menedżer Mikkela Michelsena - dop. red.), bo pomógł załatwić lekarza i fizjoterapeutę. Przez zimę postawili go na nogi. U Bartka nie ma jednak strachu po tym, co się stało. Jest sportowa złość, bo wszystko, co najgorsze już go spotkało.
Teraz Bartek jeździ na miniżużlu. To potrwa jeszcze dwa lata. - A potem duży żużel, jak będzie chciał. Już trenujemy z ROW-em Rybnik i jest duże wsparcie z tego klubu. Na pewno nigdzie nie będziemy się ruszać. Dobrze nam w domu, a szkoła też jest ważna. Wykształcenie syn musi zdobyć, bo nigdy nie wiadomo, co będzie. Musi być jakiś świat poza sportem, poza żużlem. Czwartą klasę skończył świadectwem z paskiem. Jest dobry z przedmiotów ścisłych. Jeśli jednak wyjdzie w żużlu, to będzie żużel, bo w każdej pracy ważna jest pasja - kwituje pan Paweł.













