Znów głośno o polskim klubie. Możliwe uruchomienie "opcji atomowej"
800 tysięcy złotych dotacji do zwrotu - o tej decyzji Stal Gorzów dowiedziała się od prezydenta miasta na specjalnie zwołanej konferencji. Wiemy, że dwaj najwięksi udziałowcy żużlowej spółki są wściekli i zmęczeni całą sytuacją wokół klubu. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego mają zwracać kasę, której nie brali. Na stole leżą różne opcje, także ta najgorsza, "atomowa".

Najpierw o tym, że Stal Gorzów będzie musiała zwrócić 1,5 miliona złotych dotacji, poinformował były wiceprezes klubu Patryk Broszko. Teraz do akcji wszedł prezydent miasta Jacek Wójcicki. Stal już dostała wezwanie do zwrotu 800 tysięcy. W klubie jest gorąco.
Udziałowcy Stali Gorzów zdziwieni. Dlaczego mają oddać coś, czego nie brali?
Wściekli są dwaj główni udziałowcy Stali. Od osoby będącej blisko klubu słyszymy, że ich zdaniem wezwanie do zwrotu, to polityczna zemsta prezydenta za usunięcie z zarządu jego ludzi (Broszki, Jacka Gumowskiego i Moniki Piaskowskiej). Poza tym nie potrafią oni zrozumieć, dlaczego mają zwracać dotację, której nie brali. Te 800 tysięcy źle rozliczonej dotacji zostało wzięte przez Stal za czasów Marka Grzyba i Waldemara Sadowskiego.
Za argumentem o zemście ma według klubu przemawiać to, że przecież prezydent o źle rozliczonej dotacji wiedział już dawno, a jakoś nie zwoływał konferencji, gdy w Stali był wiceprezes Broszko. Pierwsze wezwania do zapłaty Stal dostała już w październiku 2025, kiedy Broszko był jeszcze w klubie. Wtedy jednak prezydent nie reagował.
Stal Gorzów na zakręcie. Każda opcja jest możliwa
Słyszymy, że panowie Zbigniew Głuchy i Krzysztof Nuckowski, czyli dwaj najwięksi udziałowcy, są tak zmęczeni całą sytuacją i tak wściekli, że każda ich reakcja jest możliwa. W rachubę wchodzi więc nawet użycie przez nich "opcji atomowej", czyli wyjście z klubu. Choć akurat ten wariant, to ostateczność. Problemem na drodze do realizacji tego wariantu jest fakt, iż jesienią Głuchy i Nuckowski dokapitalizowali spółkę kwotą 2,5 miliona złotych.
Pewne jest, że udziałowcy nie chcą politycznej wojny. Z ich otoczenia dochodzą do nas informacje, że Broszko, Gumowski i Piaskowska dalej byliby w klubie, gdyby prezydent dotrzymał słowa. Upierają się, że desygnując swoich ludzi do zarządu Wójcicki miał obiecać pomoc w załatwieniu do Stali aż 4 milionów złotych. Stal dotąd jednak miała nie dostać tych pieniędzy.
Udziałowcy Stali Gorzów mają dwa wyjścia
Frustracja udziałowców, którzy rok temu przy wsparciu miasta uratowali klub, jest tym większa, że ostatnio wiele spraw nie układa się po ich myśl. Sprzedaż karnetów nie idzie jakoś przesadnie dobrze (84 procent tego, co w zeszłym roku o tej porze), to samo jest z lożami VIP (choć w klubie zapewniają, że sprzedaż idzie dobrze). Poza tym co rusz wyciekają mało ciekawe informacje z życia klubu. Informowaliśmy, jak przez upór byłego prezesa Dariusza Wróbla Stal zaprzepaściła szansę na transfer Piotra Pawlickiego.
Do tego wszystkiego dochodzi teraz zachowanie ważnego udziałowca, jakim jest miasto. Udziałowcy mają w zasadzie dwa wyjścia. Pierwsze to ogłoszenie wyjścia z klubu, co sprawi, że opinia publiczna zacznie wywierać nacisk na prezydenta. Drugie, to przywrócenie ludzi prezydenta do łask i próba ułożenia personaliów od nowa. Udziałowcy mogą też pójść na wojnę z miastem, ale na tym żadna ze stron nie skorzysta.












