Wstrząs w Unii Leszno. Głośny konflikt, rzucił papierami. A teraz takie wieści
Sławomir Kryjom odchodzi z FOGO Unii. Klub z Leszna w jednym momencie stracił człowieka współodpowiedzialnego za politykę transferową, jak i za taktyczne prowadzenie pierwszej drużyny. - Dziś się okazuje, że zatrudnienie Kryjoma było pstryczkiem w nos Dworakowskiego - przyznaje Rufin Sokołowski w rozmowie z Interia Sport. Obie strony są ze sobą skonfliktowane od bardzo długiego czasu. - Na tym wcale nie musi się skończyć - dostrzega były prezes Unii.

Kiedy Józef Dworakowski przejął obowiązki byłego prezesa, Piotra Rusieckiego, w klubie z Leszna zapanowały nowe porządki. Teraz pojawiły się informacje, że wraz z końcem listopada pracę w FOGO Unii zakończył dyrektor zarządzający, Sławomir Kryjom.
Unia Leszno traci Kryjoma. "Teraz usuwa nie swoich ludzi"
- Znalazł po prostu lepszą pracę i za porozumieniem stron się rozstaliśmy - wyjaśnia Dworakowski Przeglądowi Sportowemu. - Z tego co słyszałem, Kryjom otrzymał pracę w firmie Polcopper, Piotra Rusieckiego. To potwierdza moją tezę, że Dworakowskiemu sukcesy Rusieckiego były nie w smak. Teraz usuwa nie swoich ludzi. Na tym wcale nie musi się skończyć - mówi nam Rufin Sokołowski.
Kryjom przez ostatnie dwa lata pełnił obowiązki dyrektora zarządzającego, ale nie tylko. To on wspólnie z Rusieckim ustalał skład na przyszły sezon, a w dodatku zajmował się prowadzeniem pierwszej drużyny. Kwestie taktyczne ma w małym paluszku, a po kilku pierwszych kolejkach w 2024 roku okazało się, że Rafał Okoniewski potrzebuje kogoś takiego u swojego boku.
Powrót Kryjoma był pstryczkiem w nos Dworakowskiego
Angaż Kryjoma w Unii od początku wydawał się jednak kontrowersyjny. I choć Dworakowski od 2013 roku nie był prezesem, to wciąż był żywo zaangażowany w funkcjonowanie klubu. - Wcześniej wydawało mi się, że czas leczy rany. Nie sądzę, żeby Rusiecki przyjął tę wiadomość z uśmiechem na twarzy. W tym sporze jestem po stronie Piotra - podkreśla.
- Z Dworakowskim są skonfliktowani od lat. Dziś się okazuje, że zatrudnienie Kryjoma było pstryczkiem w nos Dworakowskiego. Kiedyś Kryjom oddał sprawę do Sądu Pracy za niezapłacone wynagrodzenia. Dworakowski stwierdził za to, że dał mu 60 tysięcy złotych pod stołem. Zawsze się dziwiłem, bo gdyby powiedział to zwykły szary obywatel, momentalnie by się tym zajęto - wspomina Sokołowski.
W Lesznie tracą prawdziwego fachowca. "Kryjom jest naszym dzieckiem"
Wśród kibiców zapadły mieszane nastroje. Jedni twierdzą, że to dobra decyzja, bo od początku nie byli orędownikami powrotu Kryjoma. Inni zaś podkreślają wiedzę i umiejętności, które są rzadkością na rynku trenerskim. Szczególnie w perspektywie przyszłorocznych zmagań, gdzie walka o awans do fazy play-off będzie rozstrzygać się na każdej płaszczyźnie. Duet Okoniewski-Kryjom do tej pory się z tego wywiązywał.
- Czym innym jest ocena sprzętu lub zawodnika przez trenera, a czym innym są manewry taktyczne i znajomość regulaminu. Ludzie mają do niego pretensje za zaszłości, ale to jest fachowiec, który wywiązuje się w zakresie swojej pracy bardzo dobrze. W Lesznie nigdy nie mieliśmy pieniędzy, więc medale zdobywaliśmy przez zadbanie o wszystko, co otacza żużel. Kryjom jest naszym dzieckiem. Został nauczony, jak zadbać o wszystkie szczegóły.
Dobrucki dowiedział się o tym w ostatnim dniu
Teraz mówi się, że jego obowiązki dyrektora może przejąć Rafał Dobrucki. Były żużlowiec przez ostatnie lata był selekcjonerem polskiej kadry. Wcześniej pracował w Zielonej Górze i Wrocławiu. Los chciał, że on również miewał różne historie z leszczyńskimi działaczami.
- Jeśli faktycznie przyjdzie Dobrucki, będę bardzo zdziwiony. Rafał również miał na pieńku, kiedy przechodził z Leszna do Rzeszowa. Miał obiecane przedłużenie kontraktu, ale w ostatnim dniu dowiedział się, że Unia z niego rezygnuje. Groziła mu więc roczna karencja, lecz finalnie udało mu się załatwić kontrakt w Rzeszowie, dzięki jednemu ze swoich sponsorów. Zdążył w ostatnim momencie - kwituje.












