Unia Leszno nie ma powodu do niepokoju. Były menedżer zwraca uwagę na jedno
Fogo Unia Leszno po rocznej przerwie powraca do PGE Ekstraligi. Jako beniaminek zbudowali jeden z najlepszych składów od dawna, który przy dobrych wiatrach może nawet powalczyć o awans do fazy play-off. Największy dylemat to jednak problemy zdrowotne lidera zespołu, czyli Janusza Kołodzieja, który niedawno przeszedł operację rekonstrukcji więzadeł krzyżowych - Jeśli nie ma urazu głowy, w kontekście mentalnym, to jestem spokojny o Janka - mówi dla Interii Sport były trener Unii, Jan Krzystyniak.

W Lesznie jest ogromny głód rywalizacji na najwyższym poziomie. Podczas meczu finałowego rywalizację z Abramczyk Polonia Bydgoszcz obserwowało blisko 20 tysięcy kibiców. Komplet na Stadionie im. Alfreda Smoczyka pokazał, że zaangażowanie jest ogromne, a władze klubu mają dla kogo walczyć o najwyższe cele. Teraz jednak trzeba postawić "kropkę nad i", czyli utrzymać się w elicie, bo pierwszy sezon jest zawsze najtrudniejszy.
Poważna kontuzja Kołodzieja. Krzystyniak jest spokojny
Janusz Kołodziej przeszedł poważną operację, która zrekonstruowała więzadła krzyżowe. Pojawiały się nawet plotki, mówiące, że legendarny polski żużlowiec może zakończyć karierę. To jednak zdementował menedżer zawodnika, Krzysztof Cegielski w rozmowie z nami. Kołodzieja teraz czeka rehabilitacja i wiele pracy, by do sezonu przystąpić w dobrej formie.
- Mnie zawsze martwi jakakolwiek kontuzja i zabiegi zawodników. To jest uszczerbek na zdrowiu. Jest to kontuzja miejscowa, którą można wyleczyć. Jeśli chodzi o stronę mentalną, to jestem całkowicie spokojny. Jeśli nie ma urazu głowy, w kontekście mentalnym, to jestem spokojny o Janka - wyjaśnia nam były menedżer.
Nie można tego wymagać od Kołodzieja. Jest coraz bliżej końca kariery
Nie da się ukryć, że Kołodziej nieuchronnie zbliża się do końca kariery. 41-letni weteran jest jednym z ostatnich przedstawicieli starej gwardii, która przez lata cieszyła oko polskich kibiców. Mimo wieku, nadal jest liderem swojego zespołu i to na jego barkach w dużej mierze będzie spoczywać odpowiedzialność za wynik zespołu. Wydaje się, że wychowanka Unii Tarnów dalej stać na to, by średnio robić po 10 punktów na mecz.
- Ja sobie robię taki margines, bo do końca kariery Jaśka jest bliżej, niż dalej. Nie możemy wymagać, że będzie szalał. Myślę, że jego wartość nie spadnie diametralnie. Jeśli jego zdobycz punktowa będzie słabsza o 1-2 punkty, to i tak będzie bardzo dobrze - zakończył Krzystyniak.












