Totalna demolka pod Jasną Górą. Będzie wielki wstyd, już znaleźli winnego
Już porażka z pierwszoligowcem z Krosna (36:54) była poważnym ostrzeżeniem dla Włókniarza. Jednak to, co stało się we wtorek pod Jasną Górą, to już takie potężne bicie na alarm. Sparta rozniosła Włókniarza w sparingu 61:29, a mogło być jeszcze gorzej, gdyby Brady Kurtz i Artiom Łaguta nie oddali swoich biegów. Marek Cieślak, legenda Włókniarza kreśli scenariusz dla klubu i zwraca uwagę na liczne zagrożenia.

- Jaki jest koń, każdy widzi - mówi Marek Cieślak, legenda Włókniarza Częstochowa, po kolejnym przegranym sparingu drużyny. Przegranym, to mało powiedziane. Wynik 61:29 dla Sparty Wrocław mówi jedno, to była demolka.
Włókniarz przegrywa, znaleźli winnego
To już drugi taki mecz Włókniarza, bo wcześniej zespół przegrał 36:54 z pierwszoligowcem z Krosna. Nic dziwnego, że kibice wpadli w rozpacz. Piszą, byle tylko tych kompromitacji było w sezonie 2026 jak najmniej. Nikt nie ma złudzeń co do wyników. Fani zauważają, że wygranie choćby jednego meczu będzie graniczyło z cudem. Zwracają uwagę, że winny jest były prezes Michał Świącik, bo mógł wcześniej przekazać władzę i sprzedać klub Bartłomiejowi Januszce dwa, trzy miesiące wcześniej. Wtedy ten kupiłby lepszych zawodników.
- To było jasne od dawna - zauważa Cieślak. - Jeśli najlepszy zawodnik ma średnią 1,7, a reszta ma mniejszą, to nie da się wygrywać spotkań. Jakby obowiązywał KSM, to Włókniarz nie łapałby się na dolny limit. Na pewno Michał Świącik powinien był zrezygnować wcześniej i dać temu nowemu właścicielowi więcej czasu na budowę drużyny. Teraz już jednak tego nie zmienimy.
Włókniarz Częstochowa. Ogromne koszty, a ludzie się odwrócą
Cieślak przyznaje, że rozmawiał z nowym właścicielem i jest mu go po ludzku szkoda. - Finansowo to wszystko uratował i wciąż ma nadzieję, że sportowo też się uda, ale ja tego nie widzę. Co gorsza, koszty sezonu będą olbrzymie, bo z każdą kolejną porażką ludzie będą się odwracać i nie będą chodzić na mecze.
Nasz rozmówca widzi wiele zagrożeń dla Włókniarza. To nie tylko koszty, ale też inne sprawy. Choćby to, że między kolejnymi porażkami trzeba będzie budować drużynę, która po spadku powalczy o szybki powrót. A to też nie będzie łatwe, bo już Wilki pokazały Włókniarzowi, że do tego potrzeba konkretnych zawodników. A wcale nie jest powiedziane, że taki Rohan Tungate będzie chciał zostać po spadku.
To jest największy kłopot Włókniarza
- Dobrze, jakby Włókniarz zbudował jakiś fundament. Mam tu na myśli juniorów. Jednak ci, którzy teraz są, to zawodzą na całej linii. Franek Karczewski wyrósł, za tym poszła waga, a na dokładkę widać po nim, że zimą nie pracował, jak należy. To się od razu przekłada na wyniki. A jak dodamy, że Ludwiczak stanął w rozwoju, to wychodzi na to, że trzeba było zostawić Halkiewicza, bo przynajmniej jakieś wyniki robi na tym wypożyczeniu w Orle Łodź - analizuje Cieślak.
- Włókniarz faktycznie może wszystko przegrać. I teraz chodzi tylko o to, żeby nie robić z tego piekła. Miałem kiedyś identyczną sytuację w Sparcie Wrocław. Skład był oszczędnościowy, ale udało się przez to przejść suchą stopą. Także dlatego, że właściciel Andrzej Rusko zjadł zęby na żużlu i bardzo wtedy pomógł. We Włókniarzu nie ma ludzi z takim doświadczeniem, więc jeszcze nie wiemy, co z tego wyjdzie. A trener Mariusz Staszewski będzie potrzebował spokoju, bo Włókniarz z tego sezonu musi wycisnąć, ile się da, by za dwa lata wrócić - kończy legenda klubu.












