To może być transferowy niewypał. Zamknął się w aucie i nie chciał wyjść
1,1 miliona złotych za podpis i 11 tysięcy złotych za punkt miał wyłożyć Bayersystem GKM Grudziądz na transfer Maksyma Drabika. Były prezes klubu łapie się za głowę i nawet nie chodzi o kwotę, ale o pewne zdarzenia z przeszłości. To może być największy transferowy niewypał. Wystarczy wspomnieć dantejskie sceny na ligowym meczu w Grudziądzu w 2020. To, co wtedy zrobił Drabik, przechodzi ludzkie pojęcie.

- Może odpalić, ale to nic pewnego. On w Grudziądzu nigdy nie błyszczał - mówi były prezes GKM-u Zbigniew Fiałkowski o transferze Maksyma Drabika do tego klubu. W Grudziądzu wiele sobie po Drabiku obiecują, ma im dać upragnioną czwórkę. Szansę na to, że się uda, można jednak ocenić 50 na 50.
Dantejskie sceny na meczu ligowym w Grudziądzu. Gwiazdor Sparty uciekł
Bo, że Drabikowi nigdy w Grudziądzu nie szło, to mało powiedziane. Wystarczą te dwie historie, by zrozumieć, co GKM oznacza dla Drabika. Pierwsza zdarzyła się w sezonie 2020. Wtedy jeździł dla Sparty Wrocław. I przyjechał ze Spartą na ligowy mecz do Grudziądza. Koledzy szaleli, wygrali gładko 54:36, ale jego wkład w ten wynik był niemalże zerowy.
Zero na otwarcie, 1 punkt w drugim biegu, a potem Drabik poszedł do swojego busa i zamknął się w nim na cztery spusty. Obraził się na wszystkich o to, że mu nie szło, że tor mu nie pasował, a on nie potrafił tego w żaden sposób zmienić. To był jego ostatni sezon w Sparcie, a tamto spotkanie było pierwszy, gdzie zobaczyliśmy twarz rozkapryszonego milionera. To samo zrobił potem, startując dla Włókniarza. Defekt jeden, drugi i już nie było go na stadionie.
Największa wpadka w szalonym sezonie, Drabik oglądał plecy
Ostatni sezon, tak szałowy w wykonaniu Drabika, też był przykrym zderzeniem z torem w Grudziądzu. Punktów zdobył trochę więcej, bo 5 z bonusem, i nawet wygrał bieg, ale dwa razy przyjechał trzeci, raz pokonał tylko kolegę z zespołu, a potem dwa razy oglądał plecy wszystkich zawodników na torze. I został odstawiony od składu, bo w dwóch kolejnych spotkaniach nie pojechał. Nie pomogło mu to, że przed startem ligi pojechał do Grudziądza na finał MPPK. Znów nie zdołał się dopasować.
Słowa byłego prezesa GKM ("jemu tam nigdy nie szło") dźwięczą w tym momencie w uszach jeszcze mocniej. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że Drabik ma być tą wartością dodaną, ma robić różnicę. Jeśli jednak nic się w jego nastawieniu do toru w Grudziądzu nie zmieni, to jego kariera szybko się posypie i wróci do momentu, w którym był przed startem sezonu 2025.
ROW Rybnik słono zapłacił za stawianie Drabika na nogi
Tu trzeba wspomnieć o jeszcze jednej ważnej rzeczy, której najpewniej GKM nie wziął pod uwagę. Bo też niby skąd miał o niej wiedzieć. Dość powiedzieć, że ROW Rybnik za to stawianie Drabika na nogi zapłacił słoną cenę. To jednorazowe odstawienie od składu wprowadziło sporo zamętu, Drabik na wszystkich się obraził, a trener Piotr Żyto podpadł za to prezesowi Krzysztofowi Mrozkowi i za chwilę straci pracę. Jego obowiązująca do końca grudnia umowa nie zostanie przedłużona po wygaśnięciu.
Zasadniczo ROW obchodził się z Drabikiem, jak z jajkiem. Prezes Mrozek znalazł jakiś sobie tylko znany sposób, żeby do niego dotrzeć i jakoś to szło. Wszystko jednak kręciło się wokół Drabika. On był w centrum uwagi, był numerem 1. W GKM-ie ciężko będzie jednak to powtórzyć i zawodnik ze średnią 2,136 (11 wynik) oraz 178 punktami i 10 bonusami na koncie może szybko wrócić do tego, bo było wcześniej. To byłaby kiepska wiadomość dla GKM-u.












