To może być nokaut. Biegali po sponsorach, ale było już za późno
Gezet Stal Gorzów po pracowitym oknie transferowym zbudowała skład niewiele lepszy od tego z 2025. Klubowi znów grozi jazda w barażach, a może być jeszcze gorzej. Terminarz nie jest łaskawy dla Stali. Na pierwszą wygraną może ona poczekać do piątej kolejki. A wszystko przez jedną złą decyzję. Na jaw wychodzą kulisy negocjacji z Piotrem Pawlickim. Okazuje się, że gwiazdor był jedną nogą w Stali. Jednak po omówieniu szczegółów kontraktu stało się coś, czego zawodnik nie mógł zaakceptować. Znamy szczegóły.

W 2025 Stal Gorzów jechała na trzech liderów: Andersa Thomsena, Martina Vaculika i Andrzeja Lebiediewa. Reszta składu była dziurawa, ale liderzy lepiej lub gorzej łatali dziury i finalnie Stal obroniła się przed degradacją. W 2026 może być zdecydowanie trudniej. Thomsen został, za Vaculika przyszedł Jack Holder, ale trzeciego lidera nie ma, a mógł być.
Stal Gorzów była o krok od hitowego transferu
Okazuje się, że Piotr Pawlicki był o krok od transferu do Stali. Były wiceprezes klubu Patryk Broszko odwiedził zawodnika we Wrocławiu, dogadał z nim wszystkie szczegóły, ustalił cenę, panowie podali sobie rękę i Pawlicki czekał już tylko na to, aż zarząd klepnie transfer.
I tu zaczynają się schody, bo na spotkaniu działaczy Stali, gdzie miało dojść do zatwierdzenia porozumienia z zawodnikiem, nagle pojawiły się schody. Były prezes, a obecnie dyrektor sportowy Dariusz Wróbel zaczął mówić, że Pawlicki jest za drogi, że trzeba by urwać ze sto tysięcy z kwoty za podpis (miała ona wynosić około 1,1 miliona złotych) i tak się stało, że przekonał on pozostałych do swoich racji.
Wiceprezes Stali Gorzów biegał po lożach i zbierał kasę na transfer
Były wiceprezes Broszko chcąc nie chcąc zadzwonił do Pawlickiego i powiedział mu o tym, że jest zgoda, ale stawka za podpis musiałaby być 100 tysięcy mniejsza. Żużlowiec nie bardzo chciał o tym słyszeć, więc Broszko z pozostałymi przedstawicielami miasta w Stali ruszył w trakcie jednego ze spotkań po lożach sponsorskich i zebrał deklaracje na te 100 tysięcy. Błyskawicznie skontaktował się z Pawlickim, ale ten już nie chciał rozmawiać.
Najpewniej Pawlicki uznał, że skoro klub targuje się o 100 tysięcy, to znaczy, że jednak z jego płynnością i finansami nie wszystko jest w porządku. Stal po tej stracie jeszcze próbowała ratować sytuację, kontaktując się z Maksymem Drabikiem, ale tam cena była identyczna. Poza tym był on już po słowie z GKM-em Grudziądz i nie było klimatu do rozmów.
Były prezes Dariusz Wróbel sam zrobił sobie kłopot
Stal z Pawlickim mogła zdecydowanie więcej. Bez niego będzie kolejny rok łatania dziur i problem z obsadą biegów nominowanych, gdzie jadą najlepsi. Holder z Thomsenem najpewniej będą ścigali się w wyścigu ostatnim, ale z czternastym biegiem będzie kłopot. Będzie musiał jechać Paweł Przedpełski, który rok spędził poza Ekstraligą. Do tego będzie musiał dojść któryś z młodszych zawodników, co najpewniej odbije się na wyniku.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że były prezes Wróbel sam zrobił sobie kłopot, bo w nadchodzącym sezonie będzie on najpewniej numerem 1 w sztabie szkoleniowym. Będą oczywiście trener Piotr Paluch i kierownik Krzysztof Orzeł, ale pierwsze i ostatnie słowo należeć będzie do Wróbla. Z Pawlickim miałby pole manewru, a tak to będzie musiał się nieźle natrudzić, żeby to jakoś ogarnąć. A terminarz jest tak trudny dla Stali, że na pierwszą wygraną może poczekać do 5. kolejki, czyli do wyjazdu do Częstochowy. A jak tam się nie uda, to Stal może zakończyć pierwszą rundę fazy zasadniczej choćby bez jednej wygranej.












