To dlatego Zmarzlik jest mistrzem świata. Niebywała historia, chodzi o 20 minut
Bartosz Zmarzlik przerwał milczenie w sprawie tego, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami jego warsztatu. Kibice widzą wyścigi, medale i szampana na podium, ale mistrz ujawnił dane, które mogą przyprawić o zawrót głowy. Silników jest więcej, niż ktokolwiek przypuszczał, a reżim serwisowy jest wręcz nieludzki. Mistrz świata wyjawił niebywałą historię. Jego maszyny "żyją" tylko 20 minut. To dlatego jest najlepszy.

Widzimy go na podium, z szampanem i złotym medalem. Ale to, co dzieje się za kulisami, to prawdziwy obłęd. Bartosz Zmarzlik w rozmowie z magazynem "Viva" zdradził detale, które pokazują, dlaczego reszta stawki ogląda jego plecy. Skala inwestycji i rygor, jaki narzucił sobie i mechanikom lider Orlen Oil Motoru Lublin jest ogromna.
Fabryka, a nie garaż. "Silniki bez przerwy rotują"
Liczba motocykli w garażu Polaka może przyprawić o zawrót głowy. To nie są dwa, trzy motocykle. To cały arsenał gotowy na każdą wojnę o tytuły, która w tym roku była niezwykle fascynująca, bo mistrzostwo zdobył najmniejszą przewagą, jaka jest tylko możliwa, czyli jednym punktem.
- Mam kilka motocykli. Pięć kompletnych podwozi, od 12 do 18 silników, które bez przerwy rotują, bo dobieramy je w zależności od tego, na jakim torze startuję, w jakim kraju, przy jakiej pogodzie - wylicza Zmarzlik.
Dla mistrza każda zmienna ma znaczenie. 18 silników to luksus, na który mogą pozwolić sobie tylko najlepsi, ale też konieczność, gdy celuje się w absolutną dominację. - Zależności jest naprawdę dużo - dodaje.
Niesłychany rygor. Koniec po 20 minutach
Największy szok budzi jednak żywotność tego sprzętu. W świecie Zmarzlika nie ma miejsca na "zmęczenie materiału". Silnik ma być perfekcyjny, albo nie ma go wcale. Czas pracy jednostki napędowej między serwisami jest liczony w minutach.
- Każdy z nich jest remontowany co 20 moich wyścigów, czyli co jakieś 20 minut -ujawnia niesłychaną prawdę Zmarzlik. To oznacza, że po każdych zawodach sprzęt jest rozbierany na części pierwsze. Koszty? Gigantyczne. Efekt? Złote medale. I właśnie dlatego Zmarzlik już niedługo najprawdopodobniej będzie najlepszy w całej historii dyscypliny, choć wielu już o nim mówi w taki sposób.
"Muszę mieć kontrolę". Zmarzlik mówi o tym wprost
To obsesja doskonałości napędza Polaka. Zmarzlik nie ukrywa, że w tym sporcie nie ma miejsca na przypadek. - Żeby osiągnąć to, do czego dążę, czyli tytuł mistrza świata, muszę mieć jak największą kontrolę nie tylko nad sobą, swoim ciałem, swoimi myślami, ale także nad sprzętem - kończy.
Teraz już wiemy, dlaczego Zmarzlik jest lata świetlne przed rywalami. Oni się ścigają, a on zarządza imperium, mając kontrolę nad każdym detalem, który ostatecznie daje choćby kluczowy punkt przewagi.












