To dlatego gwiazdor uciekł do Falubazu. "Nie jestem głupi, widziałem co się dzieje"
Przez lata ciągnęła się za nim łatka "spadkowicza". Andrzej Lebiediew zaliczył trzy degradacje z rzędu, a widmo czwartej zajrzało mu w oczy w Gorzowie. Ostatecznie "klątwa" została przełamana, ale radość nie trwała długo. Łotysz, który chciał zostać w Stali, zderzył się z brutalną rzeczywistością rynku transferowego. Ujawnił, że klub zaczął wykonywać "dziwne ruchy". Zawodnik nie zamierzał czekać na wyrok i sam zadbał o swoją przyszłość, wybierając ofertę odwiecznego rywala, Stelmetu Falubazu Zielona Góra.

To był sezon pełen nerwów. Lebiediew, który wcześniej spadał z ligi z ROW-em Rybnik, Unią Leszno i Wilkami Krosno, w końcu się przełamał. Stal Gorzów utrzymała się w elicie, choć Łotysz przyznaje, że nie należało to do łatwych zadań. Zmiany w regulaminie sprawiły, że 6. miejsce po rundzie zasadniczej nie dawało spokoju. - Niewiele brakowało, to prawda. Było ciężko i w pewnym momencie naprawdę już gorąco. [...] A klątwa? A daj spokój - ucina temat fatum Lebiediew w rozmowie z "Tygodnikiem Żużlowym".
"Stal zaczęła robić dziwne ruchy"
De facto już w trakcie sezonu zaczęła się gra gabinetowa, nawet gdy Stal nie była pewna utrzymania. Lebiediew nie ukrywa, że czuł się w Gorzowie świetnie i chciał tam zostać na sezon 2026. Sielanka skończyła się jednak błyskawicznie, gdy działacze zaczęli budować kadrę bez konsultacji z nim.
- Chciałem zostać w Stali na kolejny sezon, ale w pewnym momencie trochę słabo zaczęło to wyglądać i nie mówię nawet o pieniądzach. Stal zaczęła robić jakieś dziwne ruchy kadrowe, zaczęła rozmawiać z innymi - zdradza kulisy zawodnik.
Lebiediew mówi wprost. "Nie jestem głupi"
Kluczowym momentem były informacje o kontraktach liderów. Lebiediew szybko policzył szable i zrozumiał, że w układance Stali brakuje dla niego miejsca. Podpisanie umów z Andersem Thomsenem i Jackiem Holderem było dla niego sygnałem, który oznaczał wprost "pakuj się".
- Sygnał dla mnie był jasny, że raczej nie ma dla mnie miejsca w 2026 roku. Skoro podpisujesz umowę z Thomsenem i Holderem, to oznaczało, że bez polskiego zawodnika U-24, nie będzie miejsca dla Lebedevsa - analizuje trzeźwo.
Łotysz nie zamierzał czekać, aż prezesi zaproszą go na rozmowę o rozwiązaniu współpracy. - I co miałem się przyglądać? Otwarcie nikt mi oczywiście o tym nie mówił, ale przecież widzę co się dzieje. Nie jestem głupi i regulamin znam dobrze - mówi wprost.
Ujawnił kulisy transferu do Falubazu. W Gorzowie o wszystkim wiedzieli
Decyzja i rozmowy były błyskawiczne, a kierunek to Zielona Góra. Kiedy było wiadomo, że Jarosław Hampel mierzy się z zamiarem zakończenia kariery, to Falubaz zaczął szukać zastępstwa. Wtedy pojawił się właśnie Łotysz. Choć transfery między tymi klubami zawsze budzą emocje, Lebiediew zapewnia, że grał w otwarte karty.
- Wiadomo, że takich rzeczy nie załatwia się w tydzień, ale Stal Gorzów o wszystkim co się dzieje dobrze wiedziała. Takich spraw nie da się ukryć - kończy nowy nabytek Falubazu.












