Tajny plan polskiego klubu. Chodzi o transfer nowej gwiazdy
Zdaniem żużlowych ekspertów skład Włókniarza Częstochowa nie rzuca na kolana i jest skazany na spadek z PGE Ekstraligi. Choć nowy właściciel klubu robił wiele, aby na finiszu giełdy transferowej namówić jakąś gwiazdę do zmiany barw, to jednak ta sztuka się nie udała. W tej sytuacji Włókniarz musi zmienić plany i liczyć na to, że ktoś z obecnego składu wypali. W klubie szczególne nadzieje wiążą przede wszystkim z jednym zawodnikiem.

Włókniarz Częstochowa zbudował skład, który zdaniem wielu nie miałby szans na walkę o awans w 2. Metalkas Ekstralidze. Tymczasem pod Jasną Górą wierzą, że jakimś cudem uda się obronić i utrzymać w PGE Ekstralidze. W końcu o wszystkim decydować będzie najpewniej jeden dwumecz.
To jest materiał na lidera Włókniarza
Oczywiście nikt w Częstochowie nie wywiesza białej flagi. Tym bardziej, że u sterów drużyny jest Mariusz Staszewski, czyli trener, który uznawany jest za jednego z najlepszych fachowców w kraju. Szczególnie, jeśli chodzi o rozwój zawodników i wyciąganie z nim maksimum możliwości.
Włókniarz do skutecznej walki o utrzymanie będzie potrzebował lidera, którego przynajmniej na razie na papierze próżno szukać. Częstochowianie wierzą jednak, że któryś z przeciętnych do tej pory zawodników wypali i tak oto objawi się nowa gwiazda ligi.
Kto mógłby być kimś takim? Chodzi przede wszystkim o Jaimona Lidsey'a, czyli zawodnika, któremu jeszcze nie tak dawno wróżono wielką karierę. Sześć lat temu był przecież Indywidualnym Mistrzem Świata Juniorów. W polskiej lidze od razu zrobił wrażenie, ale w Lesznie, gdzie zaczynał, miał problem z tym, aby się przebić do pierwszoplanowej roli. Później transfer do Grudziądza w zasadzie podtrzymał status quo. Wszyscy mówią o wielkich możliwościach Australijczyka, ale jednak coś hamowało go, aby w pełni rozwinąć skrzydła.
W takich warunkach narodziła się nie jedna gwiazda
Lidsey doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że ten rok to może być dla niego ostatnia szansa na utrzymanie miejsca w PGE Ekstralidze. I zasadniczo nigdzie indzie tak komfortowych warunków do pokazania najlepszej wersji siebie najpewniej miał już nie będzie. We Włókniarzu nie ma gwiazd, które spotykał w poprzednich klubach. Tutaj nie będzie miał presji, że po jednym nieudanym biegu zostanie przez kogoś zastąpiony.
- Jak ktoś we Włókniarzu ma wypalić, to właśnie on. Skład bez gwiazd może mu pomóc - mówią nam nasi rozmówcy, którzy zwracają uwagę na to, że w takich okolicznościach zawodnicy po przejściach potrafili nagle się odrodzić. Przykładów daleko szukać nie trzeba.
Wystarczy spojrzeć na Brady'ego Kurtza czy Maksyma Drabika. Ten pierwszy błysnął dopiero wtedy, gdy odszedł z Leszna i w I-ligowym ROW-ie Rybnik stał się gwiazdą numer jeden. Podobnie Drabik, który przed rokiem szalalł na tle słabo spisujących się kolegów - również w Rybnika. Czy następny będzie Lidsey? Wszystko w jego rękach.











