Ta smutna wiadomość krąży po klubie. A planu B nie ma
Zatrzymanie prezesa Piotra Rusieckiego i rozstanie z dyrektorem sportowym Sławomirem Kryjomem sprawia, że FOGO Unia nie ma już w klubie żadnej osoby odpowiedzialnej za transfery i wizję składu na kolejne lata. A Leszno stoi przed wielkimi zagrożeniami. Coraz głośniej mówi się o tym, że największa gwiazda pójdzie na emeryturę, a planu B nie ma, bo nie ma ludzi, którzy układali i realizowali transferowe listy życzeń.

Posypał się sztab transferowy FOGO Unii Leszno. W październiku gruchnęła wiadomość o zatrzymaniu w tzw. aferze śmieciowej byłego już prezesa klubu Piotra Rusieckiego, a teraz z klubem pożegnał się dyrektor Sławomir Kryjom. To ci dwaj snuli transferowe plany i wizje. Nie udało im się ściągnąć Dominika Kubery i zatrzymać Damiana Ratajczaka, ale namówili do powrotu Piotra Pawlickiego i Keynana Rew.
Kubera otwierał krótką listę życzeń byłego prezesa Unii Leszno
Rusiecki i Kryjom mieli konkretny plan transferowy rozpisany na lata. Szykowali się na największy wstrząs, jakim dla Unii będzie emerytura Janusza Kołodzieja. Co prawda menedżer zawodnika Krzysztof Cegielski zarzeka się, że nie ma takich planów, ale faktem jest, że Kołodziej ma coraz więcej problemów zdrowotnych, co odbija się na wynikach drużyny. Długa absencja Kołodzieja w 2024 miała wpływ na to, że Unia spadła z PGE Ekstraligi. Szczęśliwie w 2025 Kołodziej był wtedy, gdy drużyna go potrzebowała i udało się do Ekstraligi wrócić.
Wiemy, że na krótkiej liście Rusieckiego był Dominik Kubera. To on miał wrócić i zastąpić Kołodzieja (w 2026 i może 2027 jeździć z nim, a potem wejść w jego buty). Unia jednak za późno wkroczyła do rozmów. Kubera był już wtedy dogadany na 2 lata z Falubazem Zielona Góra. Unia może wrócić do tematu, ale Kubera będzie dostępny dopiero od sezonu 2028, bo wtedy wygaśnie jego obecny kontrakt z Falubazem. Chyba że wcześniej go przedłuży.
Nikt nie wie, kiedy potrzebny będzie zastępca Kołodzieja
W każdym razie Rusiecki z Kryjomem byli w stanie wznieść się ponad pewne zaszłości. Podejście do Kubery jest najlepszym na to dowodem. Odchodził przecież z Leszna po sezonie 2020 w atmosferze skandalu, prawie wszyscy w Unii byli na niego obrażeni. A jednak Rusiecki o tamtych wydarzeniach zapomniał i chciał usiąść z Kuberą do stołu. I jeśli Rusiecki opuści areszt i wróci do klubu, to pewnie ponowi ofertę.
Zasadnicze pytanie brzmi, kiedy tak naprawdę będzie potrzebny następca Kołodzieja. Jeśli ten wytrzyma jeszcze dwa sezony, to Unia będzie się mogła skupić na Kuberze i wiosną zacząć nad nim pracować. Bo w ciemno można założyć, że Falubaz też będzie chciał szybko przedłużyć kontrakt.
Parnicki nie może być jedyną alternatywą dla Kołodzieja
Gorzej, gdy jednak Kołodziej powie pas już po sezonie 2026. Słyszymy, że Rusiecki w takiej sytuacji najpewniej zadzwoniłby do Przemysława Pawlickiego, brata Piotra Pawlickiego, którego ściągnął w tym oknie. Przemysław to wychowanek Unii, który podobnie, jak Kubera jeździ dla Falubazu. Jakby nie spojrzeć szykuje nam się ciekawa rozgrywka. Warunek jest jeden, musi wrócić Rusiecki. Inna opcja, to przekonanie byłego trenera kadry Rafała Dobruckiego, by przyjął funkcję dyrektora sportowego Unii. Dobrucki, to ktoś z kim Kubera, czy Pawlicki też chętnie usiądą do stołu.
W każdym razie strata dwóch ludzi odpowiedzialnych za wizję składu nie mogła się przytrafić Unii w gorszym momencie. Skład Unii na 2026 wygląda dobrze (Kołodziej, Piotr Pawlicki, Cook, Zengota, Rew U24, oraz juniorzy: Parnicki, Mania), ale jeśli w 2027 ma być tak samo, to jedyną alternatywą do zastąpienia Kołodzieja nie może być Parnicki. Tym bardziej że przecież nie wiadomo, jak Cook i Zengota poradzą sobie w przyszłym roku w Ekstralidze.












