Stal Gorzów tłumaczy się z zakupu drogiej "polisy". Jest gorzej niż myśleli
Nie milkną echa angażu juniora Huberta Jabłońskiego w Stali Gorzów. Dla wielu ten kontrakt to głupota i wyrzucenie miliona złotych w błoto. Co przy kredycie na 6 milionów, który Stal ma spłacać przez najbliższe 10 lat, ma ogromne znaczenie. Na jaw wychodzą kulisy transakcji i kto za tym stał. Działacze przerazili się, kiedy kierownik drużyny Krzysztof Orzeł wziął do ręki program zawodów i pokazał im, co się stanie, jeśli Stal nie kupi Jabłońskiego.

300 tysięcy złotych za wypożyczenie, drugie tyle za podpis plus 4 do 5 tysięcy za każdy zdobyty punkt. Przy 100 punktach wyjdzie około miliona złotych. Nic dziwnego, że ludzie desygnowani do Stali Gorzów przez prezydenta miasta próbowali zablokować kontrakt Huberta Jabłońskiego. Z tyłu głowy mieli to, że Stal w ostatnich latach wpadła w spiralę zadłużenia i musiała się ratować kredytem na 6 milionów złotych.
Stal Gorzów jednak to zrobiła. On ich przekonał
Finalnie jednak Stal ściągnęła Jabłońskiego na kolejny sezon. Transfer finalizował były prezes, a obecnie dyrektor sportowy Dariusz Wróbel. Tym, który przekonał Stal do zakupu, był jednak Krzysztof Orzeł, kierownik klubu i osoba mająca regulaminy w małym paluszku. Orzeł jest też tym człowiekiem, który od lat odpowiada za meczową taktykę Stali. Czasem mniej, czasem bardziej, ale jednak.
Orzeł zakup Jabłońskiego określa jako niezbędny. Mówi, że to polisa Stali. Droga, ale trzeba ją mieć, bo klub już w 2025 przekonał się, co znaczy jazda z podziurawionym składem. Stal od startu ligi jechała z jednym kevlarem (czytaj jedną dziurą), a na finiszu miała już dwa kevlary w składzie (brakowało dwóch zawodników). Wszystko skończyło się dobrze, ale tylko Orzeł i były już trener Piotr Świst wiedzą ile strachu się najedli.
Przekonał działaczy, że Stal Gorzów ma gigantyczny problem
Kiedy kierownik Orzeł usłyszał, że w Stali 2026 mają być dwa kevlary, to bardzo szybko wziął meczowy program i pokazał działaczom, co może się stać, kiedy Stal będzie jechała mecz szóstką zawodników. Znamy kulisy tej rozmowy. Orzeł zaczął od wyjaśnienia, co będzie w biegach nominowanych. Najważniejsi ludzie w klubie usłyszeli, że w 15. biegu pojadą Holder z Thomsenem, ale w 14. biegu może być gigantyczny problem.
Przy jeździe szóstką zawodników juniorzy Bednar i Paluch już przed nominowanymi mieliby zaliczoną regulaminową liczbę startów i nie mogliby jechać dalej. W istocie trener musiałby w 14. biegu postawić na duet Przedpełski, Pollestad. Nie miałby innego wyjścia. Pollestada musiałby wystawić nawet, jakby w czterech programowych biegach nie zdobył punktu. Jeśli do tego dodamy, że Przedpełski też nie jest żadną armatą na nominowane, to łatwo można się domyślić, że ten argument przeważył.
Dwa mocne argumenty kierownika Stali Gorzów
W 2025 Stal miała trzech pewniaków na nominowane (Thomsen, Vaculik, Lebiediew), ale dwaj ostatni odeszli, a w nowej konstrukcji składu nie ma trzech armat. Jest lepsza druga linia, można mówić o lepszej głębi składu, ale armaty są dwie. Dlatego te nominowane są takie ryzykowne. Jabłoński w Stali daje to, że można mu dać jeden bieg i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Jeśli wypali, to będzie jechał dalej. W innym razie zostanie zastąpiony. Jednak ten jego jeden start spowoduje, że ktoś z dwójki: Paluch, Bednar będzie opcją na nominowane. Trener będzie miał do wyboru już nie tylko Przedpełskiego i Pollestada, ale też jednego z wymienionych.
Orzeł przekonał też Stal do Jabłońskiego tym, że pokazał, co stanie się, gdy jeden z zawodników złapie kontuzję. Gdyby już od startu ligi Stal jechała szóstką zawodników (miejsc w składzie jest siedem, a z rezerwowym osiem), to przy stracie jednego musiałaby łatać dziurę juniorami bez większego doświadczenia. A tak ma Jabłońskiego, który na finiszu 2025 jeździł całkiem nieźle i zdobył 34 punkty i 6 bonusów. Wygrał dwa biegi. Czyli coś potrafi. Dlatego został polisą Stali.












