Stal Gorzów poszła do prezydenta. Szokująca oferta, padło jedno nazwisko
Ekstraliga wyliczyła, że w budżecie Stali Gorzów na 2026 zabraknie około 4,5 miliona złotych. Udziałowcy liczyli na pomoc prezydenta miasta. Poszli nawet do niego, żeby znów dał swojego człowieka do zarządu. W grze był nawet fotel prezesa. Padło też konkretne nazwisko. Znamy odpowiedź prezydenta Jacka Wójcickiego i jej konsekwencje. Udziałowcy nie mają wyjścia, będą zmuszeni wziąć na siebie potężne zobowiązanie.

Nie ma dnia spokoju w Gezet Stali Gorzów. Klub ma licencję nadzorowaną, więc finanse Stali są pod lupą Ekstraligi Żużlowej i Zespołu ds. Licencji dla klubów. Pod lupę wzięto bilans zysków i strat. Po szczegółowych wyliczeniach okazało się, że w kasie brakuje około 4,5 miliona złotych do zamknięcia budżetu.
Stal Gorzów chciała, żeby prezydent wskazał prezesa
Stal po otrzymaniu wieści próbowała odkręcić relacje z miastem, które popsuły się po jesiennej akcji z odsunięciem ludzi prezydenta Gorzowa z klubu. Wtedy funkcje stracili Patryk Broszko, Jacek Gumowski i Monika Piaskowska. W kuluarach mówiło się, że to była część politycznego dealu między udziałowcami i lokalnymi władzami Koalicji Obywatelskiej. Wtedy Stal załatwiała temat poręczenia kredytu i potrzebowała głosów radnych KO. Miała je dostać w zamian za dymisje wymienionej wyżej trójki.
Jednak teraz, gdy udziałowcy zostali sami z dziurą na poziomie 4,5 miliona złotych, uznano, że jednak lepiej byłoby znów iść ręka w rękę z miastem, które jest przecież mniejszościowym udziałowcem. Dlatego w rozmowie z prezydentem Jackiem Wójcickim padła ze strony Stali propozycja, żeby w klubie był jednak jego człowiek. Wskazano nawet konkretną osobę, mianowicie Gumowskiego. Miał on dostać co najmniej fotel wiceprezesa.
Dymisja dyrektora Stali wisiała w powietrzu
Udziałowcy byli gotowi na daleko posunięte ustępstwa. W klubie liczono się bowiem z tym, że tak prezydent, jak i nowy wiceprezes (a być może prezes) nie będą chcieli z pewnymi osobami współpracować. Choćby z panią Izabelą Stach z działu handlowego, która notabene za chwilę zakończy swoją krótką przygodę ze Stalą. Niedawno wróciła, ale za chwilę jej nie będzie, bo w klubie tłumaczą restrukturyzacją.
W ciemno można też założyć, że przyjście Gumowskiego wiązałoby się też z dymisją dyrektora sportowego Dariusza Wróbla, który w ratuszu jest oceniany dość negatywnie. Wypomina mu się rzucanie kłód pod nogi w rozmowach transferowych i kilka błędnych decyzji związanych z prowadzeniem drużyny. Choćby brak zgody na podwójne zastępstwo zawodnika w dwumeczu o 5 miejsce z Włókniarzem Częstochowa. Ówczesny menadżer Piotr Świst nie mając aprobaty Wróbla nie zdecydował się na podwójną zz-tkę i Stal przegrała z Włókniarzem, a potem musiała się bić o utrzymanie w barażu.
Udziałowcy Stali Gorzów nie mają wyjścia
Nie wiemy, czy udziałowcy mieli jakiś pomysł na personalia i dogadanie się z miastem ws. przyszłości kilku osób, ale tematu i tak już nie ma, bo prezydent nie wyraził zainteresowania tym rozwiązaniem. Miasto uznało, że skoro jesienią 2025 udziałowcy wzięli na siebie całą odpowiedzialność, to teraz powinni sami ciągnąć ten wózek. Nie będzie więc Gumowskiego w Stali. Nie będzie też większego zaangażowania ze strony miasta.
To oznacza, że Stal nie ma wyjścia. Jeśli chce utrzymać się na powierzchni, to udziałowcy muszą podpisać zobowiązanie do zasypania finansowej dziury. Jeszcze tego nie zrobili, ale wiemy, że już zapadła decyzja o tym, że to zrobią. Jeśli na koniec sezonu wyjdzie, że nie udało się znaleźć 4,5 miliona złotych, to Gezet do spółki z Budnexem wyłożą te pieniądze. W Stali zapewniają nas, że piłka jest w grze, że jeszcze jest możliwe zdobycie dodatkowych sponsorów, ale Ekstraliga chce twardych dowodów. W innym razie wyśle do Stali pismo z prośbą o renegocjację kontraktów lub pozbycie się jednego, lub nawet dwóch zawodników, byle tylko zasypać dziurę.












