Sezon prawdy dla mistrza Polski. Będzie rewolucja. Chodzi o dalszą karierę
Przed Bartłomiejem Kowalskim ostatni sezon w gronie zawodników do lat 24. Polak stawia wszystko na jedną kartę, ponieważ chce pozostać w PGE Ekstralidze. - Nie chciałby schodzić niżej, jeśli chodzi o drużynę, a już tym bardziej ligę - mówi Krzysztof Cegielski, będący blisko otoczenia zawodnika. Kowalskiego czekają teraz duże zmiany w warsztacie. Do poprawy jest całkiem sporo rzeczy. - Bez dwóch zdań. To sezon, który wpłynie na jego dalszą przyszłość - przyznaje w rozmowie z Interia Sport.

Bartłomiej Kowalski to jeden z czołowych zawodników U24. Ten rok będzie jednak dla niego ostatnim w tym gronie. W sporcie zawodowym bardzo często funkcjonuje zasada, że jesteś tak dobry, jak twój ostatni sezon. - Nie lubię słów przełomowy czy najważniejszy, ale muszę się zgodzić, że to bardzo ważny sezon, który wpłynie na jego dalszą przyszłość - twierdzi Krzysztof Cegielski.
Kowalski nie chce opuszczać Ekstraligi. Dojdzie do poważnych zmian
Dla Kowalskiego debiutancki rok zmagań w gronie seniorów był niezwykle udany. Niestety dużo gorzej było w kolejnym. Teraz przed nim walka o swoją przyszłość w PGE Ekstralidze. - Bartek na pewno nie chciałby schodzić niżej, jeśli chodzi o drużynę, a już tym bardziej ligę. Na pewno jest to bardzo ważny sezon dla Bartka i on o tym wie. Mocno się do niego przygotowuje. Wie, jakie błędy popełniał do tej pory i że nie może liczyć na to, co nie działało wcześniej. Dokonuje potrzebnych zmian, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie na torze - wyjaśnia.
- Tym bardziej, że jest w klubie, gdzie na sentymenty nie ma co liczyć. Na pomoc owszem, ale wynik jest rzeczą nadrzędną. Pojawił się nowy trener, który może też wpłynie mobilizująco. Na pewno będzie mógł inaczej spojrzeć na tę sytuację. To może podziałać na plus, gdy ktoś innym okiem na to spojrzy - mówi prezes stowarzyszenia Metanol.
Musi być na to gotowy. Może przerzucić wszystko do góry nogami
Jedna rzecz najbardziej rzuca się w oczy. 23-latek do tej pory wciąż nie rozwiązał największego problemu. Chodzi o znaczną dysproporcję między wynikami domowymi, a wyjazdowymi. - Myślę, że głównie chodzi tutaj o regulację sprzętu. Nawet nie o jakość, tylko o konkretne decyzje. Być może też charakterystyka. Tutaj nie można czekać i trzeba dokonywać zmian. Bartek musi być przygotowany, że jeśli coś nie zadziała w marcu i kwietniu, to będzie trzeba przerzucić wszystko do góry nogami - tłumaczy.
- Były takie wyścigi, gdzie aż nieprawdopodobnie to wyglądało. Potrafił wygrać start i pierwsze okrążenie prowadził. Później jednak zaciągały się jakieś hamulce w tych motocyklach i gdzie by się na torze nie pojawił, to rywale mijali go z każdej strony. Myślę, że problemem było wszystko razem wzięte, gdy chodzi o sprzęt. To było aż nieprawdopodobne, bo Bartek był chyba zawodnikiem numer jeden pod względem utraty pozycji na pierwszym okrążeniu. Możemy mówić o błędach, ale co innego jest, kiedy gdzie się nie pojawisz na torze, to cię wyprzedzają - kwituje.












