Seria fatalnych decyzji i cicha dymisja w Stali Gorzów. To już oficjalne
Prezes Dariusz Wróbel zasłynął w Stali Gorzów z serii fatalnych decyzji. To on zablokował transfer Piotra Pawlickiego, popsuł szyki trenerowi Piotrowi Świstowi przed meczem z Włókniarzem, a po sezonie go zwolnił. Na deser jeszcze wypożyczył za grube pieniądze Huberta Jabłońskiego. Mimo to Wróbel miał w tym sezonie dostać ogromną władzę w Stali. Docierają do nas jednak sensacyjne wieści z nim związane. Prawda wyszła na jaw przy okazji pierwszego treningu Stali w tym sezonie.

5 grudnia 2025 Dariusz Wróbel zrezygnował z funkcji prezesa Gezet Stali Gorzów. Miał być dyrektorem sportowym z wielką władzą w klubie. Jednak to już nieaktualne. Na pierwszym treningu Stali Wróbel poinformował dziennikarzy Radia Gorzów, że obecnie jest jedynie akcjonariuszem, a funkcję dyrektora sportowego pełni Krzysztof Orzeł.
Wróbel zjednoczył wszystkich wokół akcji ratowania Stali Gorzów
Historia Wróbla w Stali zaczęła się wtedy, gdy wyszło na jaw, że klub ma gigantyczne długi na poziomie 12 milionów złotych. Wróbel został pod koniec 2024 roku twarzą misji ratunkowej. Pierwsze miesiące były dla niego udane, bo zjednoczył środowisko i finalnie Stal wystartowała w lidze.
Potem jednak zaczęły się pojawiać pierwsze rysy. Gdy swoich ludzi wprowadził do klubu prezydent miasta Jacek Wójcicki, to pozycja Wróbla zaczęła słabnąć. Na pierwszy plan wyszedł Patryk Broszko. Człowiek prezydenta okazał się specem od transferów. To on załatwił Jacka Holdera, Pawła Przedpełskiego, czy Andersa Thomsena. Mógł jeszcze do listy zdobyczy dorzucić Piotra Pawlickiego, ale kiedy Broszko wynegocjował kontrakt, to do akcji wkroczył Wróbel i przekonał udziałowców i zarząd, że trzeba ten wynegocjowany kontrakt spróbować obciąć o 100 tysięcy. Jak Pawlicki to usłyszał, to się wycofał.
Transferowy pojedynek w Stali Gorzów
Zasadniczo transferowy pojedynek Broszko z Wróbel zakończył się jednogłośną wygraną na punkty tego pierwszego. Wróbel miał załatwić Jakuba Krawczyka, ale nie zrobił tego. W sumie dograł jedynie kontrakt Marcela Szymko, który w 2026 ma być kevlarem (ma jedynie wychodzić do prezentacji, a w trakcie meczu być zastępowany przez juniorów i zawodnika U24). Potem gdy odszedł Broszko, dołożył jeszcze kosztowny kontrakt juniora Huberta Jabłońskiego. W sumie Stal dała pół miliona za zawodnika, który nie gwarantuje większej zdobyczy punktowej, a z drugiej strony oddała lekką rączką (za 100 tys. zł) Villadsa Nagela.
Wróbel miał też na koncie kilka wpadek związanych z pierwszym zespołem. Iskrzyło nie tylko między nim i byłym już trenerem Piotrem Świstem, ale i też zawodnikami i mechanikami. Największą wpadką było bodaj to, że Wróbel nie zgodził się na to, żeby Świst w dwumeczu z Włókniarzem o 5. miejsce jeździł zz-tką za Oskara Fajfera. Ostatecznie Fajfer wyjechał na tor, choć miał kontuzję, a jego słaba jazda położyła wynik i Stal wylądowała w meczu o 7. miejsce, a potem w barażu tracąc dodatkowo 1,5 miliona na organizację dwóch spotkań u siebie i wypłaty dla zawodników.
Miał mieć wielką władzę w Stali Gorzów
Mimo wielu błędów Wróbel był szykowany do roli dyrektora sportowego z nieograniczoną władzą nad sztabem trenerskim, gdzie na fotelu głównego szkoleniowca umieścił swojego kolegę Piotra Palucha. Wróbel miał nawet szykować tor na zawody. Robił to już w 2025, bo umie obsługiwać traktor.
Były duże obawy, co z tego wyjdzie i czy sztab będzie dobrze funkcjonował. Bano się, że Stal pod okiem Wróbla może przegrać wszystko. To, że dyrektorem będzie Orzeł, daje nadzieję, choć błędów popełnionych przez byłego już prezesa nie da się naprawić. Brak tak mocnego zawodnika, jak Pawlicki i niczym nieuzasadniona zmiana trenera (Świst perfekcyjnie wywiązał się z zadania) będzie odbijać się na wynikach.












