Przyszłość Stali Gorzów wisi na włosku. To może być katastrofa
Żużlowa Stal powoli wychodzi z głębokiego kryzysu. Działaczom udało się spłacić długi, a klub właśnie otrzymał licencję nadzorowaną. Start w lidze jest już przesądzony, ale za chwilę czekać będą ich kolejne wyzwania. Eksperci już przestrzegają, że los gorzowian wisi na dwóch zawodników. Wystarczy jedna kontuzja, a wszystko posypie się jak domek z kart.

Stal Gorzów uciekła spod topora i w przyszłym sezonie na pewno pojedzie w PGE Ekstralidze. Potwierdził to w poniedziałek Zespół ds. Licencji przyznając klubowi licencję nadzorowaną. Eksperci przestrzegają jednak, że drużyna może mieć w przyszłym sezonie duży problem z utrzymaniem.
To największa bolączka nowej Stali
Gorzowianie przeprowadzili rewolucję nie tylko w obszarze finansów i zarządzania klubem, ale także w pionie sportowym. Działacze postawili na dwa konie pociągowe w osobach Jacka Holdera i Andersa Thomsena. Dalej mamy młodych i ambitnych zawodników na dorobku. - Każdy z nich ma olbrzymie umiejętności, ale problem w tym, że na razie niczego konkretnego w PGE Ekstralidze nie gwarantują - mówią nam eksperci, których prosimy o opinię w sprawie potencjału sportowego Stali.
Rzecz w tym, że gorzowianie nie chcieli wydawać kasy na lewo i prawo, stąd zdecydowali się zaryzykować i dać szanse młodym. Adam Bednar, Mathias Pollestad to przyszłość żużla. Pytanie tylko, czy już teraz dźwigną presję jazdy w najlepszej lidze świata. - Do tego chimeryczny jest Paluch, a po Przedpełskim nie wiadomo czego się spodziewać. Niby w 2. Metalkas Ekstralidze wyglądało to dobrze, ale PGE Ekstraliga to inne progi - dodają nasi rozmówcy.
Kontuzja lidera może przynieść wielkie problemy
Jednak gorzowianie największy problem mogą mieć w przypadku kontuzji któregoś z dwójki liderów. Jeśli założyć, że będą oni łatać dziury po słabiej dysponowanych młodszych kolegach, to jednak taka zależność w drugą stronę już raczej nie będzie działać. Holdera czy Thomsena nie da się zastąpić. I tu nie pomogą nawet rezerwy taktyczne.
W Stali będą więc siedzieć jak na szpilkach modląc się o zdrowie swoich liderów. Na szczęście dla klubu w Grand Prix 2026 startować będzie tylko Holder, więc Thomsenowi, który często łapie kontuzje odpadną wymagające turnieje. W każdym razie, uraz któregoś z tej dwójki w ewentualnej fazie play-down mógłby oznaczać najgorsze, czyli nawet spadek.











