Problemy 18-krotnego mistrza Polski. Już tylko na to mogą liczyć
Unia Leszno zwykle sprzedawała swoich juniorów na pniu. Chętni wyrywali ich sobie z rąk. Teraz trener młodzieży Adrian Gomólski dzwoni po klubach i szuka kupców aż na pięciu zawodników, ale nikt nie chce ich brać. Nawet za grosze. A wszystko z powodu jednego przepisu, który z jednej strony da Unii fortunę, a z drugiej sprawi, że kilka talentów może pójść na zmarnowanie.

Takiej sytuacji już dawno nie było. W ostatnich latach kluby wyrywały sobie wychowanków Unii Leszno z rąk. Każdy chciał ich mieć, bo Unia wyrobiła sobie markę fabryki talentów. Zatem kolejka chętnych stała pod klubem, a księgowa liczyła zyski.
Unia Leszno skasowała milion złotych i koniec
Teraz jest jednak inaczej. Unia jeszcze rok temu przeprowadziła definitywny transfer Damiana Ratajczaka do Falubazu Zielona Góra, ale też wypożyczyła Huberta Jabłońskiego do Stali Gorzów i Maksyma Borowiaka do Stali Rzeszów. Łącznie Unia zarobiła milion złotych. Kolejnych transferowych zysków jednak raczej nie będzie, bo choć trener młodzieży Adrian Gomólski dzwoni po klubach i oferuje zawodników, to chętnych brak.
ROW Rybnik, który dotąd tak chętnie korzystał z fabryki w Lesznie teraz woli wziąć Nikodema Mikołajczyka ze Sparty Wrocław. Inni też się wstrzymują. I to pomimo tego, że żużlowcy Unii są do wzięcia za grosze. Co jest grane? Raz, że jest nadwyżka juniorów, a dwa, że wszedł system PRO Junior. Ekstraliga ma w tym roku płacić klubom za punkty zdobywane przez ich zawodników w ligowych rozgrywkach. Ktoś zapyta, jaki to ma związek z brakiem ofert dla juniorów Unii? Zaraz wyjaśnimy.
Przepis PRO Junior sprawił, że nikt nie chce płacić za juniorów
Otóż kluby niższych lig nie chcą brać zawodników Unii i jeszcze za nich płacić, bo wiedzą, że takie wypożyczenie jest w interesie Unii i to jej powinno na tym bardziej zależeć. Każdy więc czeka na to, aż Unia da takiego zawodnika za darmo, a może jeszcze wyposaży go w sprzęt (to są kolejne koszty, które musi pokryć klub pozyskujący zawodnika z Leszna). W końcu Unia, dzięki PRO Junior, i tak zarobi na wypożyczeniu.
Każdy klub, w tym Unia, ma zarabiać 5 tysięcy złotych na punkcie wychowanka w PGE Ekstralidze. 25 procent tej kwoty dostanie za punkt w Metalkas 2 Ekstralidze, a 12,5 procent za punkt zdobyty przez swojego juniora w Krajowej Lidze Żużlowej. Unia z jednej strony zgarnie dzięki przepisowi nawet 1,6 miliona złotych za punkty Kacpra Manii, Ratajczaka, Jabłońskiego i Borowiaka, ale z drugiej aż pięciu młodych adeptów może pójść na zmarnowanie.
Unia Leszno może już tylko czekać na kontuzje
W sezonie 2026 Unia ma korzystać w lidze wyłącznie z Manii, bo drugim juniorem w składzie ma być Ukrainiec Nazar Parnicki. W 2025 juniorzy mieli dużo jazdy w Ekstralidze U24, ale w tym roku E U24 się zmienia. W składzie ma być czterech zawodników plus rezerwowy. W przypadku Unii jedno miejsce jest zarezerwowane dla 16-latka z Anglii Coopera Rushena. Dla polskich juniorów zostaną trzy miejsca. Poza wszystkim Ekstraliga U24 to nie to samo, co rywalizacja z seniorami.
Niewykluczone, że Unia, chcąc ratować kariery Juskowiaka, Koniecznego, Wojtyńki, Żurka i Gano będzie musiała pójść na daleko idące ustępstwa i zaproponować coś ekstra. Bo groszowe stawki nie są traktowane jak promocja. Także dobre występy takiego Żurka w ostatnim finale KLŻ nie są dla nikogo magnesem. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że tylko kontuzje juniorów w innych klubach mogą sprawić, że ci z Leszna znajdą pracę.












