Prezes Motoru już się wygadał. Ujawnił prawdę ws. transferu
Po tym, jak z Motoru Lublin odszedł Wiktor Przyjemski, wielu sugerowało miejscowym działaczom szturm na giełdzie transferowej i poszukiwanie nowego juniora. Problem jednak w tym, że możliwości były bardzo ograniczone, bo najlepsi zawodnicy już mieli klub. Poza tym zdecydował jeszcze jeden ważny aspekt. O wszystkim powiedział prezes Jakub Kępa.

Motor Lublin w trakcie ostatniego okna transferowego zmienił się nie do poznania. Z drużyny odeszli Jack Holder, Dominik Kubera i Wiktor Przyjemski. Eksperci są zgodni i mówią wprost, że wicemistrzów Polski najbardziej zaboli strata tego ostatniego.
To dlatego Motor nie szukał zastępstwa za Przyjemskiego
W gruncie rzeczy na rynku polskich młodzieżowców nie było nikogo, kto wydawałby się sensowną opcją zastępstwa za Przyjemskiego. Lublinianie musieliby więc skoncentrować się na poszukiwaniach zawodników zagranicznych, choć i tam łatwo by nie było. Najlepsi już byli "przyklepani" przez inne kluby.
Poza wszystkim wcale nie oznacza to, że władze Motoru były chętne na taki ruch. Od początku bowiem zakładano, że miejsce Przyjemskiego zajmie Bartosz Jaworski, a większa odpowiedzialność za punkty w formacji juniorskiej spłyną teraz na Bartosza Bańbora, który wcześniej był w cieniu Przyjemskiego.
- Czułem, że to jest ten czas, aby dać szansę wychowankowi Motoru Lublin - powiedział z kolei otwarcie prezes Jakub Kępa w serialu wyemitowanym przez Canal Plus. Działacz wyszedł z założenia, że miejscowe środowisko potrzebuje wreszcie mieć w drużynie kogoś "swojego".
Na co będzie stać parę Bańbor - Jaworski?
Inna sprawa, że Jaworski w poprzednim roku solidnie pracował na taką szansę. W zawodach młodzieżowych spisywał się bardzo dobrze. Swoją szansę otrzymał już nawet w PGE Ekstralidze. Trudno zakładać, że za rok w parze z Bańborem będą rozdawać karty w lidze, ale na pewno na tle rówieśników nie są bez szans. Szczególnie na domowym torze w Lublinie.











