Poważne zmiany gwiazdy Motoru. Wywrócił wszystko do góry nogami
Martin Vaculik po rozczarowującym sezonie dokonał rewolucji. Słowak zmienił klub w Polsce, zrezygnował ze startów w Grand Prix, jak i rozstał się ze swoim mentorem, Bastianem Pedersenem. Wszystko po to, aby odzyskać radość z jazdy i wrócić do wysokiej dyspozycji. Pierwsze starty byłego mistrza Europy napawają dużym optymizmem. Vaculik najpierw stanął na podium Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi w Łodzi, a kolejnego dnia zgarnął pierwsze w tym roku trofeum.

Martin Vaculik w 2025 roku męczył się niemiłosiernie. Słowak nie grzeszył prędkością, a w pewnym momencie sezonu miał już dość jazdy, która nie sprawiała mu żadnej radości. Zupełnie nie poszło mu w Grand Prix, z którego wyleciał z hukiem.
Vaculik wyraźnie spuścił z tonu. Przerzucił masę silników
Jeśli chodzi o starty w PGE Ekstralidze, to finalnie nie wyglądało to wcale źle. Vaculik był 15. najskuteczniejszym zawodnikiem ligi ze średnią powyżej dwóch punktów na bieg. To go jednak nie satysfakcjonowało. Wcześniej przyzwyczaił kibiców do statusu jednego z najlepszych. Pod tym kątem wyraźnie spuścił z tonu.
Były mistrz Europy przez cały rok rotował silnikami od różnych tunerów. Próbował wszelakich kombinacji, żeby tylko móc wrócić do wysokiej dyspozycji. Łatwiej byłoby wymienić, z usług którego tunera nie korzystał, niż odwrotnie.
Vaculik wywrócił wszystko do góry nogami
Z Grand Prix wyleciał, choć mógł skorzystać ze stałej dzikiej karty. Vaculik najbliższe dwa sezony chce jednak przeznaczyć na odbudowę. Rozstał się z wieloletnim mentorem Bastianem Pedersenem oraz pierwszy raz od 5 lat zmienił klub w Polsce. Trafił do Lublina, gdzie będzie ścigał się u boku Bartosza Zmarzlika.
W Lublinie z reguły zawodnicy wydostawali się z ogromnych tarapatów. Tak było chociażby z Jackiem Holderem czy Fredrikiem Lindgrene. Zresztą Vaculik już teraz bryluje, mimo że okazji do startów spod taśmy nie miał zbyt wiele. Więcej treningów odbył u siebie na Słowacji, aniżeli w Lublinie, gdzie ponownie są pewne problemy z torem.
Lider Motoru Lublin rozpoczął sezon z wysokiego C
Sobotni turniej IMME w Łodzi był tak naprawdę pierwszym poważnym sprawdzianem Vaculika w tym roku, bo sparingów z Motorem też żadnych nie odbył. Słowak zaczął niemrawo, ale w drugiej części zawodów wygrywał niemal wszystko. Dopiero w wyścigu finałowym musiał uznać wyższość Brady'ego Kurtza. Żeby tego było mało, to nazajutrz po raz został kolejny mistrzem Słowacji.
Widać, że Vaculik od początku stawia na jednostki Ashleya Hollowaya. Były medalista mistrzostw świata jest szybki, mimo że w poprzednich latach tendencja była zupełnie odwrotna. Vaculik szukał prędkości nawet do połowy maja. Pierwsze mecze ligowe nie były w jego wykonaniu najlepsze i dopiero z biegiem czasu wskakiwał na swój wysoki poziom. Teraz zaczyna z wysokiego C, a eksperci zauważają, że to może być jego najlepszy sezon od lat. Właśnie dlatego, że będzie mógł się skupić wyłącznie na lidze i spokojnej odbudowie.












