Polski klub skazany na spadek. Powiedział to otwarcie, czarna wizja
Krono-Plast Włókniarz zmienił właściciela i prezesa klubu. Wszystko w celu ratowania finansów spółki. To się udało, ale sportowo częstochowianie skazywani są na pożarcie. W oczach ekspertów Włókniarz nie ma żadnych argumentów, przemawiających za tym, żeby drużyna utrzymała się w PGE Ekstralidze. - Musimy być przygotowani na najgorsze - przyznaje trener Mariusz Staszewski w mediach klubowych. - Przed nami dużo pracy - nie ukrywa szkoleniowiec.

Gdyby nie Bartłomiej Januszka, Krono-Plast Włókniarz miałby poważne problemy z uzyskaniem licencji na przyszłoroczne starty w PGE Ekstralidze. Sytuacja finansowa klubu nie była za ciekawa, a zmiana właściciela i prezesa pozwoliła uniknąć kompromitujących wydarzeń.
Pod Jasną Górą pozostała już tylko wiara w cud
Uzdrowić finanse klubu się udało, ale pomimo wielkich starań Włókniarz nie dał rady przekonać żadnego z ekstraligowych liderów do współpracy. Zespół musi polegać na tym, że Jaimon Lidsey i Rohan Tungate pojadą swój najlepszy sezon w życiu. W innym wypadku nie będzie utrzymania. A nawet jeśli nie cały sezon, to końcowy okres rozgrywek, kiedy odbywać się będzie faza play-down. To ona podtrzymuje nadzieje na pozostanie w elicie.
Poza dwoma Australijczykami są jeszcze Mads Hansen i Jakub Miśkowiak. Ich status to jednak co najwyżej zawodnik drugiej linii. Do tego dochodzi jeszcze Sebastian Szostak, stanowiący formację U24. - Wszystkich chłopaków znam, bo w tym środowisku jestem od wielu lat. Z każdym już rozmawiałem, znałem się. Z niektórymi współpracowałem wcześniej, więc takiego problemu nie mam. Poza tym charakterologicznie na pewno ci chłopacy są bardzo fajni i łatwi do prowadzenia. Nie ma nikogo konfliktowego, więc o atmosferę w drużynie i wokół to na pewno się nie boję - wyjaśnia trener Mariusz Staszewski.
Włókniarz nie wygra żadnego meczu? "Przygotowani na najgorsze"
Eksperci skazują częstochowian na pożarcie. Niektórzy mówią wprost, że Włókniarz nie wygra w przyszłym roku żadnego spotkania. - Nie ukrywamy, że personalnie na papierze nie wygląda to najlepiej. Przed nami dużo pracy. Musimy zbudować kilku zawodników, żeby wynik był zadowalający, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie będzie to proste zadanie - zaznacza Staszewski.
Już przed poprzednim sezonem Włókniarzowi nie wróżono najlepiej, lecz finalnie zespół utrzymał się na szóstym miejscu w tabeli. Wynik dowieźli ci, o których były największe obawy. Teraz znów muszą liczyć, że któryś z wyżej wymienionych zawodników będzie w stanie powtórzyć chociażby w pewnym stopniu wyczyn Piotra Pawlickiego czy Jasona Doyle'a. Obaj mieli za sobą trudne sezony, a w Częstochowie na nowo rozwinęli skrzydła.
- Na pewno nie będzie łatwo. Musimy być przygotowani na najgorsze, ale liczyć na jak najlepsze, więc będziemy ciężko pracować i trenować, żeby ten sezon nie był tak zły, jak wszyscy nam go zapowiadają - kwituje szkoleniowiec.











