Polski klub ma to na wyciągnięcie ręki. Boją się tylko jednego
Jeśli Bayersystem GKM wygra co najmniej jeden z dwóch pozostałych spotkań, to awansuje do fazy play-off. Drużyna może zamknąć temat już w niedzielę w Rybniku, gdzie będzie głównym faworytem do zwycięstwa. Stelmet Falubaz Zielona Góra swoją szansę już zmarnował i teraz wszystko jest w rękach klubu z Grudziądza. - Znamy sytuację Falubazu. Nadal czuję jednak presję. Musimy to udowodnić - przyznaje Jan Przanowski w rozmowie z Interia Sport.

Walka o czwarte miejsce, które premiuje awansem do fazy play-off może się rozstrzygnąć już w najbliższą niedzielę. Już nic nie jest w rękach Stelmet Falubazu, który dwukrotnie przegrał z Bayersystem GKM-em. Teraz wszystko zależy od postawy grudziądzan.
Żużel. GKM Grudziądz ma play-off na wyciągnięcie ręki. Tylko kataklizm im to odbierze
Jeśli niedzielne spotkanie pójdzie po myśli GKM-u i zespół wygra w Rybniku, to zamknie sprawę. Gorzej będzie, gdy ROW zwycięży, ale drużyna tak czy inaczej będzie faworytem starcia z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa. Tak naprawdę tylko kataklizm może w tej chwili zmienić to, że GKM wejdzie drugi rok z rzędu do play-off. Tym razem jednak z miejsca w TOP4.
W Grudziądzu mają świadomość wagi tego meczu, więc tonują nastroje. - Spoglądamy gdzieś na Falubaz i znamy ich sytuację. Nadal czuję jednak presję. Musimy naszą siłę jeszcze udowodnić. Zawsze może się coś nie udać. Mamy jeszcze robotę do wykonania - odpowiada nam Jan Przanowski.
Żużel. Ból głowy Kościechy. Rywalizacja o skład
Młodzieżowiec w tym roku zadebiutował w PGE Ekstralidze i jest rywalem Kacpra Łobodzińskiego. Do tej pory miał on pewne miejsce w drużynie. Ten sezon układa się dla niego zgoła inaczej od poprzedniego, więc trener Robert Kościecha zaczął reagować. Przanowski pokazał się już w kilku spotkaniach, a teraz czeka go również starcie w Rybniku.
- Jestem gotów pomóc drużynie w Rybniku. Między mną a Kacprem jest zdrowa rywalizacja. Mamy tego świadomość podczas treningów - mówi Przanowski. Sęk w tym, że sytuacja nie jest do końca oczywista. Łobodziński ma nieźle sobie radzić na treningach, ale gdy przychodzą zawody, coś go nagle paraliżuje. W drugą stronę za to Przanowski dużo lepiej radzi sobie podczas zawodów, aniżeli na treningach. Kościecha ma zatem spory ból głowy.











