Po telefonie od trenera natychmiast ruszył na lotnisko. Szalona akcja Stali Gorzów
To była najbardziej spektakularna akcja ostatniego okna transferowego, a w Częstochowie jeszcze dziś nie mogą wyjść z podziwu. Były prezes Włókniarza Michał Świącik przyznaje w prywatnych rozmowach, że gdyby były wiceprezes Stali Gorzów Patryk Broszko nie wpadł niespodziewanie na Galę PGE Ekstraligi, to w Częstochowie mieliby Jacka Holdera. Broszko w ogóle nie wybierał się na galę, ale po telefonie od trenera Piotra Śwista, pojechał na lotnisku w Mirosławcu i stamtąd poleciał awionetką do Warszawy. A to nie koniec.

Dzięki transferowi Jacka Holdera Stal Gorzów najpewniej utrzyma się w PGE Ekstralidze. Kosztem Włókniarza Częstochowa. Nic dziwnego, że Włókniarz do końca walczył o to, żeby wyrwać Holdera ze Stali. A już hitem było to, co stało się na Gali PGE Ekstraligi. Wtedy wianuszek działaczy Włókniarza otoczył gwiazdora i położył na stole wielką kasę, byle tylko przekonać go do zmiany zdania.
Telefon od Śwista i błyskawiczna akcja wiceprezesa Broszko
Obecny na gali trener Stali Piotr Świst jeszcze przed tą akcją zadzwonił do wiceprezesa Stali Patryka Broszko i przekazał mu, że coś się szykuje, że jest duża grupa z Włókniarza, że jest nowy właściciel Bartłomiej Januszko i może dojść do próby przejęcia Holdera. Broszko nie miał w planach gali, ale błyskawicznie zorganizował transport na lotnisku w Mirosławcu, a stamtąd poleciał do Warszawy, gdzie odbywała się impreza.
Lot trwał dwie i pół godziny. Kiedy Broszko wpadł na salę, to zobaczył Holdera otoczonego wianuszkiem działaczy Włókniarza. Wiceprezes Stali zadziałał bardzo szybko, a były prezes Włókniarza Michał Świącik przyznał później, że gdyby nie Broszko, to w Częstochowie mieliby Holdera. Włókniarz oferował zawodnikowi o pół miliona złotych więcej niż Stal. Włókniarz był też gotowy na opłacenie za Holdera umownej kary za zerwanie umowy wstępnej ze Stalą. Chodziło o kolejne pół miliona.
Telefon do Holdera po każdej publikacji
Nowy prezes Stali Gorzów Zbigniew Głuchy mówił niedawno w wywiadzie dla WP SportoweFakty, że Holder w Stali to zasługa Krzysztofa Orła i jego pieniędzy (one gwarantowały kontrakt), ale w Częstochowie widzą to inaczej. Oczywiście z kasą to prawda i z tym że Orzeł pomógł na wstępnym etapie też, ale kluczowe dla transferu było jednak to, że Broszko na pierwszą rozmowę pojechał z prezydentem Gorzowa (dla Holdera to był gwarant, że wszystko będzie wypłacone), a potem pilnował zawodnika.
Po każdej publikacji Broszko dzwonił do Holdera z pytaniem, czy wszystko jest w porządku. Trzymał rękę na pulsie, dbał o to, żeby zawodnik czuł, że Stal interesuje się jego losem, że jest w klubie potrzebny. I tak było do samego końca. Holder był tak zaskoczony obecnością Broszki na gali, że zapewniał go, iż nie zerwałby umowy ze Stalą za nic w świecie, że nie złamałby danego wcześniej słowa.
Były prezes Włókniarza zdziwiony
W sumie to ta jedna akcja byłego wiceprezesa może przesądzić o tym, że Stal uratuje Ekstraligę kosztem Włókniarza, więc w Częstochowie dziwią się temu, że klub pozbył się Broszki i postawił na dyrektora sportowego Dariusz Wróbla, który był na tamtej gali, ale chyba nawet nie podejrzewał, że jest jakieś zamieszanie wokół Holdera.
Tak swoją drogą, to jak teraz musi czuć się Holder, kiedy człowiek, z którym rozmawiał o kontrakcie, nagle zniknął. Stal mocno się napracowała, żeby przekonać gwiazdora, ale teraz czeka ją ostra walka o zatrzymanie zawodnika, który już jest kuszony przez innych, choćby Betard Spartę Wrocław i Stelmet Falubaz Zielona Góra.












