Niepokój ws. gwiazdy Falubazu. Nie trenuje z drużyną. Już raz to przeżyli
Stelmet Falubaz dawno zdążył już wyjechać na własny tor, lecz na żadnym treningu nie było Leona Madsena. Kibice zaczęli się martwić, bo Duńczyk w zeszłym roku zupełnie chybił z doborem sprzętu, przez co klub z Zielonej Góry nie awansował do fazy play-off. - Każdy zawodnik ma swój osobisty rytm wejścia w sezon. I on dokładnie wie, czego potrzebuje - mówi Jacek Frątczak w rozmowie z Interia Sport. Obawy są zrozumiałe, bo teraz punkty Madsena będą jeszcze cenniejsze. Celem Falubazu jest bowiem walka o medal.

Zielonogórski zespół w zeszłym tygodniu skorzystał z pięknej pogody i wyjechał na tor. Byli praktycznie wszyscy poza Leonem Madsenem. - Mogę powiedzieć, jak to widzę, choć jestem już pomawiany o kierowanie klubem, sztabem, akcjami, strategią i Bóg wie co jeszcze - rozpoczyna Jacek Frątczak.
Frątczak wyjaśnia, dlaczego Madsen nie trenuje z drużyną na torze
Brak obecności Duńczyka podczas pierwszych jazd niewielu dziwi, biorąc pod uwagę poprzednie lata. Część kibiców zaczęła jednak podkreślać fakt, że w zeszłym roku zawalił im sezon, bo nie był dobrze przygotowany sprzętowo. - Leon mieszka już w Polsce, i to na mojej dzielnicy, jakieś 200 metrów w linii prostej od mojego domu. Mieliśmy okazję spotykać się wielokrotnie na kawie. Każdy zawodnik ma swój osobisty rytm wejścia w sezon. I on dokładnie wie, czego potrzebuje - uspokaja Frątczak.
Kibice zauważają, że na torze pojawiła się już światowa czołówka ze Zmarzlikiem na czele. - Nie ma żadnego powodu do niepokoju. Będąc cały czas na łączach z zawodnikiem, dokładnie wiem, ile jednostek treningowych potrzebuje. Najważniejsze jest to, żeby pojawił się w składzie podczas pierwszego sparingu, który będzie miał miejsce 20 marca. To jest absolutny deadline, czyli pierwszy sparing z Toruniem. Oby pogoda tego nie zakłóciła, bo to pierwszy dzień sparingów w Polsce - tłumaczy.
Występ w treningach punktowanych ma uciąć wszelkie spekulacje. - Następnie wszystko będzie uzależnione od terminarza. Zawodnicy mają mnóstwo występów indywidualnych, mają plany serwisowe, logistykę odnośnie nowych silników. Z informacji, które posiadam, Leon będzie uczestniczył w trzech pierwszych sparingach Falubazu. Później może nam się to rozjechać ze względu na inne zobowiązania - wyjaśnia.
Madsen wygrał sprawę w sądzie. Teraz odetchnie z ulgą. Falubaz jedzie po medal
Falubaz celuje wysoko, a punkty Madsena będą niezwykle ważne. Duńczyk niedawno wygrał sprawę sądową ze swoją byłą partnerką. Ta kwestia ciążyła nad nim przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy. - Słyszałem różne teorie, że czasami nie ma to większego znaczenia, jeśli chodzi o cały backstage i kwestie rodzinne. Jestem akurat innego zdania. Na tak wysokim poziomie sportowym trzeba przystępować do rywalizacji z absolutnie czystą głową - twierdzi.
- Tych sytuacji u Leona było ostatnio bardzo dużo. Nowy klub, nowe środowisko, problemy rodzinne, nie do końca trafione decyzje sprzętowe i brak czasu na wdrożenie odpowiednich zmian. Proszę zwrócić uwagę, że Falubaz to zespół, który będzie bił się o medal w przyszłym roku. Skąd wynika moje przekonanie? Przede wszystkim z wartości sportowej całej drużyny. Zakładamy, że dalej zachwycać nas będą Przemysław Pawlicki i Damian Ratajczaka.
- Dobrze na torze w Zielonej Górze czuje się także Andrzej Lebiediew, którego w ostatnich latach przegrane biegi na tym owalu można policzyć na palcach jednej ręki. Swój optymizm opieram także ze względu na tę całą otoczkę wokół Leona i z jaką sytuacją emocjonalną przystępuje do sezonu. Jestem przekonany, że zacznie się jazda od razu z wysokiego "C". Nie będzie powtórki z historii.
Frątczak mówi wprost: Jestem pomawiany
Wracając do początku tekstu, Frątczak odrzuca wszelkie insynuacje nt. jego osoby w związku z Falubazem. - Jestem pomawiamy. Tak jakby ktoś zapomniał, że na protegowanym zgromadzeniu wspólników nie mogę być pełnomocnikiem prezydenta na walnym zgromadzeniu ze względu na mandat radnego. Rzeczywiście, w ramach tej formuły, komisji sportu oraz kontraktu z MOSiR-em, zajmuję się menadżerowaniem, jeżeli chodzi o zielonogórski sport - przyznaje.
- Trzeba pamiętać. Ja tymi klubami nie zarządzam. Pomagam tylko wtedy, kiedy faktycznie ktoś zwraca się z taką prośbą do mnie. Nie czarujmy się, w Zielonej Górze mamy do czynienia z dość świeżym sztabem szkoleniowym, który potrzebuje czasu, żeby rozwinąć skrzydła. Kiedy sezon ruszy, z doświadczenia wiem, że pewne rzeczy już "klikają", więc wtedy moje spostrzeżenia nie będą tak bardzo niezbędne - kwituje.











