Na jaw wyszła prawda ws. lukratywnego kontraktu polskiej gwiazdy. Aż trudno w to uwierzyć
Kiedy w klubie usłyszeli o jego decyzji, to mówili wprost: "nie rób tego, bo pożałujesz". Polski gwiazdor nie chciał jednak słuchać. Prezes jednego z ekstraligowych klubów mówi nam wprost: to życiowy błąd, który może zaważyć na jego karierze. Jego zdaniem zawodnik zaślepiony szansą zgarnięcia wielkiej kasy i perspektywą dalszej jazdy w PGE Ekstralidze nie przemyślał dobrze decyzji o transferze. Wróży, że z trudem odbudowana kariera może szybko legnąć w gruzach.

Był na zakręcie, ale startując w 2025 w INNPRO ROW-ie Rybnik znów stanął na nogi. Prezes Krzysztof Mrozek, kontraktując Maksyma Drabika, zapewniał, że u niego zawodnik się odrodzi. Dotrzymał słowa. ROW spadł, ale Drabik zakończył sezon z największym progresem w rankingu średnich. Zanotował skok o 23 miejsca, czym zaskoczył wszystkich.
ROW Rybnik próbował go przekonać tym argumentem
W Rybniku liczono na to, że Drabik zostanie na kolejny sezon. Kiedy w lipcu w klubie usłyszeli, że ich lider dostał ofertę z Bayersystem GKM-u Grudziądz powiedzieli mu wprost: "nie rób tego, bo pożałujesz". Dodali też: "nigdzie nie będzie ci tak dobrze, jak u nas". Faktem jest, że w ROW-ie Drabik mógł liczyć na specjalne względy. Co prawda raz odstawiono go od składu na dwa mecze, ale to tylko mu pomogło. Sportowa złość sprawiła, że wskoczył na poziom, jakiego nie prezentował od 5 lat.
Prezes jednego z ekstraligowych klubów mówi nam wprost: "to życiowy błąd, który może zaważyć na jego karierze". Jego zdaniem zawodnik zaślepiony szansą zgarnięcia wielkiej kasy i perspektywą dalszej jazdy w PGE Ekstralidze nie przemyślał dobrze decyzji o transferze. Wróży, że z trudem odbudowana kariera może szybko legnąć w gruzach.
W GKM-ie Grudziądz czeka na niego wiele niebezpieczeństw
Drabik po jednym dobrym sezonie powinien zrobić wszystko, żeby ugruntować swoją pozycję. Nawet kosztem zejścia ligę niżej i zarobienia mniejszych pieniędzy. Według naszego rozmówcy GKM położył na stole 1,2 miliona złotych za podpis i 12 tysięcy za punkt. ROW płacił w tym roku 800 tysięcy za podpis i 8 tysięcy za punkt. Gdyby utrzymał stawkę mimo spadku, to Drabik byłby finansowo w plecy. Jednak tylko na chwilę. Poza tym nie ma gwarancji, że w Grudziądzu powtórzy wynik z Rybnika.
W ROW-ie był gwiazdą pierwszej wielkości, wszystko kręciło się wokół niego, w szatni nie miał konkurencji, w ciemno mógł liczyć na biegi nominowane i dodatkowe starty. W GKM-ie tak nie będzie. Raz, że tam gwiazdami są Michael Jepsen Jensen i Max Fricke. Dwa, że cały skład jest mocniejszy od tego rybnickiego. A trzy, że tor w Grudziądzu kompletnie Drabikowi nie pasuje. To właśnie po wyjazdowym meczu do Grudziądza został odstawiony od składu.
Przestrogą przykład Petera Kildemanda
Osoby krytykujące Drabika za podjęcie decyzji o zmianie barw utrzymują, że w żużlu warto planować długofalowo (swoją drogą, to Drabik trochę szukał miejsca, które mu odpowiada). Ich zdaniem Drabik mógł spokojnie pojechać kolejny sezon za mniejszą kasę, byle tylko ugruntować swoją pozycję. Na zarobienie wielkich pieniędzy jeszcze będzie miał czas. Bo jeśli za rok pojedzie równie dobrze, jak w tym, to przez kilka lat będzie jeździł za stawkę nie mniejszą niż milion za podpis i 10 tysięcy za punkt.
Oczywiście trudno przekreślać szanse Drabika w nowym klubie, ale ryzyko jest ogromne. Wystarczy wspomnieć Petera Kildemanda, który wyskoczył w sezonie 2013, potem jeszcze błyszczał przez dwa lata, ale przepadł po przenosinach do FOGO Unii Leszno w 2016. Nic mu tam nie pasowało, a jego kariera szybko legła w gruzach. I już nigdy się nie podniósł.












