Motor Lublin postawiony na nogi. Już wszystko jasne ws. transferu
16 listopada oficjalnie ruszyło okienko transferowe w PGE Ekstralidze. Orlen Oil Motor stracił w tym roku nie tylko złoty medal, ale również liderów swojej drużyny. W Lublinie zostali postawieni na nogi i musieli przebudować swój zespół. Największym wzmocnieniem jest Martin Vaculik, ale to nie wszystko. - Drugi wybór padł na Kacpra Worynę - mówi otwarcie prezes Jakub Kępa w Canal+. Nie brak głosów, że teraz Motorowi będzie jeszcze trudniej o kolejne złoto. Sternik klubu postawił jednak sprawę jasno.

Orlen Oil Motor w jednym okienku stracił niemalże połowę składu. Odeszli Dominik Kubera, Jack Holder i Wiktor Przyjemski, czyli czołówka zawodników PGE Ekstraligi. Prezes Jakub Kępa ostatni raz w takiej sytuacji był trzy lata temu.
Kępa otwarcie o transferze Woryny. Prezes Motoru Lublin obiecuje jedno
Wówczas transfer Bartosza Zmarzlika rozpoczął efekt domina, aż finalnie Lublin był skazany na nie do końca pożądanych zawodników w innych zespołach. Chodziło o Fredrika Lindgrena i wspomnianego Holdera. Obaj jednak rozwinęli skrzydła i byli współautorami kolejnych dwóch złotych medali. Teraz nie w identycznej, lecz w podobnej sytuacji są Martin Vaculik i Kacper Woryna. Oficjalnie wiadomo już, że to właśnie te dwa nazwiska uzupełnią lubelski skład. I choć eksperci znów skazują ich na pożarcie, Kępa zapewnia, że siła rażenia nie spadnie.
- Po uzyskaniu informacji o odejściu Dominika wiedziałem, że musimy ten zespół wzmocnić. Pierwsze moje działania były skierowane oczywiście w stronę Martina Vaculika. Jest to doświadczony zawodnik, lubiany bardzo. Poszukiwaliśmy również Polaka i wybór padł na Kacpra Worynę. Z tego faktu się bardzo cieszę, bo jest to chłopak, który jeździ bardzo ofensywnie. Będzie to naprawdę dobry zespół, który nie straci na mocy i będziemy dalej walczyć o kolejne tytuły - tłumaczy prezes 3-krotnych mistrzów Polski.
Protasiewicz dostanie wolną rękę. Rusko zdradził szczegóły kontraktu
Zdaniem części kibiców to jednak nie Lublin ma być najsilniejszy na papierze. Częściej wskazuje się palcem na Betard Spartę Wrocław czy PRES Grupę Deweloperską Toruń. O ile w przypadku torunian jest więcej znaków zapytania i obrona tytułu rządzi się swoimi prawami, to wrocławianie są wyraźnie podrażnieni. - Cały czas uważam, że sportowo nie byliśmy gorsi ani od Lublina, ani od Torunia - mówi prezes Andrzej Rusko, niemogący się wciąż pogodzić z brakiem awansu do finału.
W celu zdobycia złota zakontraktowano nowego trenera, który będzie łączył dwie funkcje. Podobnie było zresztą w Zielonej Górze. - Jeden z naszych sponsorów zadzwonił i powiedział, żebym skontaktował się z Piotrem Protasiewiczem, bo tam wygląda na to, że on odchodzi z Zielonej Góry i może akurat będzie wolny. Piotr przychodzi tutaj jako dyrektor sportowy i trener, więc to jest zasadnicza różnica. Ma znacznie większy zakres obowiązków. Musi ten zakres dźwignąć, a ja zamierzam dać mu wolną rękę w tym zakresie i rozliczać go z wyników - kwituje.












