Mogą stracić największe gwiazdy. Jest reakcja klubu
Żużlowa giełda transferowa w kontekście sezonu 2027 działa w najlepsze. Wszystkiemu z boku przyglądają się działacze GKM-u Grudziądz, którzy na razie nie wykonują nerwowych ruchów, choć wszyscy seniorzy z obecnej drużyny mają umowy ważne tylko na rok. Tacy zawodnicy jak Michael Jepsen Jensen mogą stać się łakomymi kąskami dla innych działaczy. W klubie tłumaczą nam jednak, że mają swój własny plan.

O tym, jak bardzo rozkręca się giełda transferowa w kontekście sezonu 2027 najlepiej świadczy fakt, że spośród czołowych zawodników PGE Ekstraligi większość ma już wyjaśnioną swoją przyszłość na dwa lata do przodu. Ostatnią bombą była umowa Artioma Łaguty ze Spartą Wrocław do końca sezonu 2028.
Giełda transferowa szaleje. Co na to GKM?
Wydaje się, że w mało komfortowej sytuacji znajdują się działacze z Grudziądza. Cała piątka seniorów ma ważne kontrakty z klubem tylko do końca sezonu 2026. Wyjątkiem są juniorzy. Kevin Małkiewicz i Jan Przanowski w wyniku ostatnich przedłużeń mają umowy na trzy kolejne lata.
- Odpowiedni czas, aby usiąść do rozmów nadejdzie. Jestem zdania, że najpierw trzeba zacząć sezon i dopiero potem rozmawiać. Moim zdaniem kluby bardziej rozmawiają z zawodnikami z zewnątrz szukają ewentualnych opcji na wzmocnienia - przekonuje nas prezes klubu Marcin Murawski.
Nie da się jednak ukryć, że GKM ma w swoim składzie zawodników, którzy będą przyciągać uwagę innych. Największym zainteresowaniem może cieszyć się Michael Jepsen Jensen. Duńczyk należy do TOP 10 najskuteczniejszych zawodników ligi. To zawodnik idealnie pasujący do roli lidera.
- Jeśli współpraca się układa i jesteśmy w stanie spełniać oczekiwania finansowe takich zawodników jak Michael, to uważam, że nie będą mieli powodów, aby nas opuszczać. Niczego im w Grudziądzu nie brakuje. Nasi zawodnicy dobrze czują się u nas w klubie - zapewnia działacz.
Taki jest plan GKM-u na budowę drużyny
W Grudziądzu na razie więc nic nie robią sobie z szalejącej giełdy. W klubie wierzą, że liderzy nigdzie się nie ruszą, a kolejny rok z rzędu drużynę czekać będzie nie rewolucja a ewolucja.
Takie podejście od lat stosuje GKM, który co roku stara się wymieniać jedno najsłabsze ogniwo. W zeszłym roku z zespołem musiał pożegnać się Jakub Miśkowiak, za którego przyszedł Maksym Drabik.
Wszystko wskazuje na to, że miejscowi działacze wejdą do gry dopiero, gdy ruszą nowe rozgrywki. Wtedy też będzie jasne, kto w jakiej formie się znajduje i gdzie drużyna ma ewentualne braki.











